Round of 16 UEFA Champions League 14 lutego 2017 - foto główne

Z zimowego snu wybudzili się już piłkarze we wszystkich najlepszych ligach europejskich, łącznie z rodzimą LOTTO Ekstraklasą. Skoro po zielonej murawie ponownie krążą Kuświk, Boguski czy Trałka, najwyższa pora, aby do gry wkroczyły także najbardziej prestiżowe rozgrywki na Starym Kontynencie. We wtorkowy wieczór hymn Champions League zabrzmi na Estádio da Luz oraz Parc des Princes. Czy Borussia Dortmund będzie w stanie odłożyć na bok niepowodzenia w Bundeslidze, a PSG znajdzie wreszcie sposób na wyeliminowanie Barcelony?

W poprzednich latach nie brakowało opinii, że reforma Michela Platiniego odbiła się negatywnie nie tylko na rozgrywkach grupowych Champions League, ale także na fazie pucharowej elitarnych rozgrywek, gdzie także nie brakowało pojedynków bardziej przystających do młodszej i bardziej ubogiej Ligi Europy. Rok 2017 stanowi jednak w tym względzie wyjątek. Przekorny los zestawił bowiem ze sobą jedenastki Realu i Neapolu, Bayernu i Arsenalu czy PSG i Barcelony. Właśnie na ostatnią z tych par skierowany będzie wzrok większości kibiców piłkarskich w Walentynki.

Ekipy z Paryża i stolicy Katalonii skonfrontują siły już w czwartej kolejnej edycji Ligi Mistrzów! Dotychczasowa historia w żaden sposób nie będzie przemawiała za gospodarzami wtorkowego starcia. Tylko raz w tych sześciu pojedynkach udało się wygrać Paryżanom, dwukrotnie padał remis, a pozostałe trzy mecze należały do Barcelony. Opiekun PSG również niezbyt przyjemnie wspomina ostatnie pojedynki z Blaugraną. Emery mierzył się z Messim i spółką aż 21 razy i tylko jedna potyczka zakończyła się dla Baska pomyślnym rezultatem. Mimo tego na przedmeczowej konferencji prasowej były opiekun Sevilli zapewniał, że jego piłkarze sumiennie przygotowali się do prestiżowej rywalizacji i stać ich na sprawienie niespodzianki.

„Jestem przekonany, że moi zawodnicy są gotowi, aby przenieść na boisko nasze zamierzenia wypracowane przez cały tydzień treningów. To będzie świetna okazja, aby pokonać jeden z najlepszych zespołów w Europie” – Unai Emery

Kluczem do potwierdzenia jego słów będzie nie tylko znakomita postawa Edinsona Cavaniego, który zdecydowanie przewodzi klasyfikacji strzelców ligi francuskiej. Urugwajczyk w tym sezonie Ligue 1 pokonywał bramkarzy rywali już 25 razy, co daje statystykę lepszą niż jeden gol na mecz!


Cały plan będzie bowiem nosił kryptonim „antyMessi”, o czym wspominali żurnaliści katalońskiego dziennika „Sport”. Jego powodzenie będzie o tyle istotne, że dotychczas Argentyńczyk aż 25 razy wpisywał się na listę strzelców, gdy grał z zespołami prowadzonymi przez szkoleniowca, który trzy razy triumfował z Sevillą w Lidze Europy.

„Nie ma dwóch takich samych meczów. Mamy wiele sposobów, aby go [Messiego – red.] zatrzymać. I wcale nie są nam do tego potrzebne jakieś innowacje taktyczne” – zapowiadał Emery na konferencji prasowej

To oznacza, że nie należy się spodziewać ze strony PSG skupienia wyłącznie na defensywie. Sporym ułatwieniem dla Emery’ego będzie powrót po kontuzji Marco Verattiego. Włoch wespół z Rabiotem i Matuidim będą mieli za zadanie uzyskanie przewagi w środku pola, a całość dopełnić ma ofensywny tercet, który oprócz Cavaniego stanowić będą Lucas Moura i Di María bądź Draxler, który zaskakująco szybko wpasował się do paryskiej układanki i dzielnie wspiera wychowanka Danubio. Jeszcze kilka tygodni temu kluczową byłaby kwestia występu Grzegorza Krychowiaka, ale obecnie trudno przypuszczać, aby nawet po uporaniu się ze wszystkimi dolegliwościami znalazło się dla Polaka miejsce choćby wśród graczy rezerwowych. Problemy zdrowotne wygrały zaś z Thiago Silvą, który urazu nabawił się podczas ligowego starcia z Girondins Bordeaux. Brazylijczyk robił wszystko, aby zdążyć się wykurować na pierwsze spotkanie z Barçą, ale po ostatnim przedmeczowym treningu Emery stwierdził, że doświadczony stoper nie jest jeszcze gotowy do gry. Prawdopodobnie jego miejsce zajmie Presnel Kimpembe.


Emery nie ma jednak zbyt wielu zmartwień wynikających z urazów swoich podopiecznych, za to zdecydowanie więcej trapi głowę jego vis-à-vis. Do nieobecnego od dłuższego czasu Javiera Mascherano dołączył w ten weekend Aleix Vidal, którego makabryczna kontuzja wyeliminowała z gry do końca obecnego sezonu.


Jest to dla Barcelony o tyle bolesna strata, że były podopieczny obecnego szkoleniowca PSG wracał właśnie do najwyższej dyspozycji i momentami prezentował przebojowość oraz umiejętności ofensywne, które pozwoliły mu na przeprowadzkę na Camp Nou. Miejsce Vidala w pierwszym składzie zajmie najprawdopodobniej Sergi Roberto, który akurat daleki jest od formy, jaką imponował jeszcze kilka miesięcy temu.


Trudno więc spodziewać się, aby ten niezwykle uniwersalny piłkarz zagwarantował obecnie oczekiwany, wysoki poziom. Hiszpańskie media prześcigają się więc w propozycjach potencjalnych wzmocnień na prawą obronę dla Dumy Katalonii. Pod uwagę brane są dwie możliwości – opcja tymczasowa, którą otwierają Martín Cáceres czy Maicon, oraz docelowa, na której znajduje się dobry znajomy „Lucho” z Celty Vigo, Jonny Castro.

Brak niezwykle ofensywnie usposobionego Aleixa Vidala spowoduje, że większa odpowiedzialność spadnie na duet Iniesta – Rakitić. Chorwat jednak od dłuższego czasu nie oferuje drużynie FCB tyle, co na początku pobytu na Camp Nou, ale jeszcze mocniej rozczarowuje jego bezpośredni zmiennik André Gomes, który w siedemnastu meczach ligowych, w których przebywał na boisku przez prawie 1000 minut, zaliczył zaledwie dwie asysty i ani razu nie pokonał bramkarza rywali…

Najważniejsza wiadomość dla Enrique to niezmiennie imponująco wysoka forma tercetu MSN, na czele z Luisem Suárezem, który we wtorek stoczy „wewnątrzkrajowy” pojedynek z Cavanim. Jeśli „El Pistolero” uda się znaleźć sposób na pokonanie bramkarza PSG, stanie przed szansą na dalsze śrubowanie niezwykłego rekordu.


Opiekun Barcelony podczas konferencji prasowej komplementował Emery’ego i zaznaczył, że jego młodszy kolega po fachu na pewno dobrze przygotuje się do wtorkowej rywalizacji.

„On zna nas doskonale i to jest pewne niebezpieczeństwo. Jego zespoły zawsze prezentują techniczny futbol i osiągają sukcesy w Europie. PSG zmieniło nieco styl w porównaniu do ostatnich lat, ale nadal jest niezwykle niebezpieczne w ataku, gdzie ma wybitne indywidualności”

W rozmowie z dziennikarzami Enrique przyznał także, że jest przygotowany na to, iż Paryżanie mogą podczas meczu zmienić system gry. Ale on sam nie zamierza tego robić.

„Wiele razy widziałem grę Paryża i ich schematy. Mają wiele możliwości, ale my nie zamierzamy zmieniać naszego stylu, bo to wymaga czasu. Będziemy wierni temu, co zbudowaliśmy do tej pory”

Istotny z punktu widzenia polskiego kibica powinien być fakt, że rozjemcą szlagieru w „Parku Książąt” będzie Szymon Marciniak. Dla polskiego arbitra to niezwykle istotny sprawdzian, gdyż na arenie międzynarodowej jeszcze nie zawiódł, a ostatnie niepowodzenia głównych konkurentów pozwalają sądzić, że płocczanin coraz częściej będzie brany pod uwagę przy obsadzie tego kalibru meczów.

C4dcKmRUEAAZz_0

Bukmacherzy faworyta tego meczu upatrują w drużynie mistrza Hiszpanii. Za każdą złotówkę postawioną na ekipę Enrique będzie można wzbogacić się dwukrotnie. Kurs na zwycięstwo gospodarzy, podobnie jak remis, oscyluje w granicach 3,50-3,60.

Drugim pojedynkiem rozegranym w Walentynki będzie potyczka Benfiki z Borussią Dortmund. Piłkarze z Lizbony trafili do wymagającej grupy, a mimo to udało im się zakończyć sukcesem zmagania z Napoli, Beşiktaşem oraz Dynamem Kijów. To była zresztą dość niezwykła rywalizacja, gdyż podopieczni Ruia Vitórii awansowali z grupy mając równy bilans bramkowy (10:10). Co ciekawe, podczas sześciu meczów tegorocznej edycji Champions League Orły straciły zaledwie dwa gole mniej niż podczas 21 spotkań ligi portugalskiej, której zresztą przewodzą.

W przypadku Benfiki kluczowe jest znakomite wykorzystywanie atutu własnego boiska. Starcia na Estádio da Luz przyniosły gospodarzom aż 32 na 36 możliwych do zdobycia punktów, a dodatkowo każdy z trzech ostatnich meczów mistrzowie Portugalii kończyli z czystym kontem. To nie oznacza jednak, że liderzy Primeira Ligi skoncentrują się głównie na obronie dostępu do własnej bramki. Oczy wielu kibiców skupione będą zawłaszcza na osobach dwóch ofensywnych graczy – Mitroglu oraz Pizzim. Ten pierwszy poprowadził zespół do ostatniej wygranej w rodzimej lidze z Aroucą (3:0, dwa gole Greka – przyp. red.), a drugi został bohaterem starcia z Tondelą (4:0, dwa trafienia skrzydłowego) sprzed trzech tygodni, za co od dziennikarzy gazety „Record” otrzymał wiele mówiący przydomek „SuperPizzi”. Ewentualne wtorkowe zwycięstwo może się okazać dla Lizbończyków niezwykle istotnym bonusem przed trudnym wyjazdem na Westfalenstadion, a dodatkowo prezentem dla żywej legendy klubu, która będzie obchodzić wyjątkowy jubileusz.


Dla Borussii rywalizacja z Benficą będzie ostatnią szansą na uratowanie tego sezonu. Kilka niespodziewanych wpadek w Bundeslidze, na czele z tą sobotnią (wyjazdowa porażka 1:2 z najgorszym zespołem ligi – SV Darmstadt), powoduje, że już wyłącznie w sferze marzeń kibice Żółto-Czarnych mogą rozpatrywać tytuł mistrzowski, a być może także udział w kolejnej edycji Champions League. Niewiele bowiem pozostało z zespołu, który na początku rozgrywek sprawiał wrażenie jedynego, który stać na nawiązanie równorzędnej walki z Bayernem Monachium. Na pocieszenie pozostał Dortmundczykom jedynie niezwykły rekord z fazy grupowej LM, zbudowany głównie na kapitale zbierającej doświadczenie Legii Warszawa.


Mimo to podopieczni Thomasa Tuchela wyruszyli w podróż do stolicy Portugalii z mottem: „Musimy zagrać lepiej niż w weekend i uzyskać dobry wynik”. Niemiecki szkoleniowiec ze spokojem tłumaczył dziennikarzom, że jego zespół jest w stanie nie tylko nawiązać równorzędną walkę z Benfiką, ale także powalczyć o zwycięstwo, które pozwoli zmazać plamę z ligowego spotkania w Hesji.

„Czy czujemy presję? Stoimy przed trudnym zadaniem, bo zmierzymy się ze świetnym zespołem. Benfica to kompletna drużyna, która potrafi szybko i skutecznie atakować. Wiem, że jesteśmy w stanie wygrać, a jest to o tyle ważne, że w weekend zanotowaliśmy nieoczekiwaną wpadkę”

Z perspektywy polskiego kibica najistotniejsze jest, że o problemach zdrowotnych zapomniał już Łukasz Piszczek, który wraz z drużyną udał się w poniedziałek do Lizbony.


Co ciekawe, to BVB jest zdaniem bukmacherów faworytem pierwszej rywalizacji. Kurs na zwycięstwo niemieckiego zespołu wynosi bowiem 2,40, zaś na wygraną gospodarzy ok. 3 do 1.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *