DHYwJdZW0AARnFK

Real Madryt zdobył jedenasty Superpuchar Hiszpanii w swojej historii. Biorąc pod uwagę ostatnie miesiące w wykonaniu Królewskich, nie budzi to wielkiego zaskoczenia. Takowym jest natomiast styl, w jakim podopieczni Zinédine’a Zidane’a odnieśli triumf w dwumeczu z Barceloną. Oto najważniejsze wnioski płynące z dwóch ostatnich Klasyków.

1. Real niepodległy

Choć gol strzelony przez Cristiano Ronaldo dał prowadzenie na Camp Nou, to rola Portugalczyka w kastylijsko-katalońskim dwumeczu była wręcz marginalna. Królewscy udowodnili, że nie są zależni od jednego zawodnika. Już poprzednie rozgrywki pokazały, że Portugalczyk wcale nie jest niezbędny do osiągnięcia sukcesu w pojedynczym spotkaniu.


Teraz okazało się nawet, że bez największej gwiazdy można wygrać trofeum. Alternatywy, jakimi dysponuje Zidane na niemal każdej pozycji sprawiają, że Francuz nie musi się obawiać o spadek jakości gry swojego zespołu w przypadku urazu bądź niedyspozycji konkretnego zawodnika. Isco (prawdopodobnie najlepszy gracz Los Blancos na Camp Nou) w środowym rewanżu nawet nie powąchał murawy, ale Lucas Vázquez zastąpił go bez zarzutu. Nawet wydawać by się mogło niezastąpiony Casemiro nie był warunkiem koniecznym do wygrania rewanżowego starcia na Estadio Santiago Bernabéu.




2. Barcelona zagubiona i pozbawiona wykonawców

Po środowym spotkaniu w Madrycie pojawiły się głosy, że tak słabej Barcelony nie widziano od czasów Franka Rijkaarda, czyli od sezonu 2007/08.


Symptomatyczne jest to, że po raz pierwszy od dziewięciu lat Barcelona zanotowała mniejsze posiadanie piłki od stołecznego rywala. Drużyna Ernesto Valverde momentami wyglądała na zespół kompletnie pogubiony, pozbawiony pomysłu i inwencji na to, jak przedostać się pod bramkę Keylora Navasa. Inna sprawa, że za wyjątkiem dwojącego i trojącego się Messiego oraz walczącego (także ze swoimi słabościami) Luisa Suáreza brakowało Blaugranie wykonawców. Katalończycy cierpią po odejściu Neymara, który stanowił kolejne ogniwo gotowe do pociągnięcia drużyny w trudnym momencie. Wszyscy pamiętają, że to Brazylijczyk był bohaterem słynnej remontady w Lidze Mistrzów przeciwko Paris Saint-Germain w ubiegłych rozgrywkach. Próby osamotnionego Messiego w Superpucharze Hiszpanii udaremniało niekiedy nawet pięciu zawodników ubranych w białe koszulki.


3. Wzmocnienia mogą nie pomóc – „La Masia” nie produkuje jak dawniej

Barcelona zarobiła na sprzedaży Neymara grubo ponad 200 mln €. Problem w tym, że wszystkie kluby – wiedząc, jakimi finansami dysponują na Camp Nou – podbijają ceny za swoich piłkarzy.


Na ten moment widać jednak, że bez wzmocnień, i to poważnych, w stolicy Katalonii się nie obędzie. Pion sportowy Barcelony do tej pory sprowadził do klubu Nelsona Semedo, który wczoraj nie zachwycił, Gerarda Deulofeu, który zaliczył kompromitujący wręcz występ w niedzielnym starciu oraz niezatwierdzonego jeszcze do gry Paulinho. Jeżeli Bartomeu i spółka nie dokonają znaczących transferów, to nowy szkoleniowiec wicemistrzów Hiszpanii będzie miał nie lada problem. I to nie tylko z liczebnością kadry, ale również z jej jakością. Widać to zwłaszcza w linii pomocy. Sergio Busquets od dłuższego czasu jest w słabej formie, a rola Iniesty z każdym meczem będzie malała. Ivan Rakitić miewa jedynie przebłyski dobrej gry, ale sam Chorwat to zdecydowanie zbyt mało, by dyrygować poczynaniami FCB. Z kolei występ na Bernabéu w wykonaniu André Gomesa znów należy pominąć milczeniem…


Portugalczyk staje się swoistym symbolem niepowodzeń Barçy, ale nie jest jedynym piłkarzem w jej szeregach prezentującym wątpliwą jakość. Podobnie rzecz ma się z Ardą Turanem – zawodnikiem, który nie zagrał w Superpucharze, ale także jest znakiem firmowym fatalnych transferów dokonywanych przez dyrektora sportowego katalońskiego klubu. Barcelona wyraźnie przespała okres transferowy przed sezonem 2014/15…


Ze wszech miar udane rozgrywki, zakończone zdobyciem potrójnej korony, uśpiły czujność włodarzy Barcelony. Na Camp Nou najwyraźniej uznali, że mają kadrę gotową do walki o kolejne cele, ale mocno się przeliczyli i teraz muszą mozolnie odbudowywać utracony blask. Co gorsza, od kilku lat słynna szkółka „La Masia” nie dostarcza już tylu brylantów ze swojej kuźni, które mogłyby z powodzeniem występować w pierwszej drużynie.


4. Królewscy mogą przegrać sami ze sobą

Choć to dopiero początek sezonu, to podopieczni Zinédine’a Zidane’a zdają się być trybem perfekcyjnym, maszyną nie do zatrzymania. Dominacja, szczególnie w pierwszej połowie środowej konfrontacji, przypominała te z największych upokorzeń Barçy. Jednak nawet w pamiętnym meczu w Paryżu (0:4) Messi i spółka nie byli tak bezradni i pozbawieni jakichkolwiek sportowych argumentów.


Madrytczycy dzielili niepodzielnie w środkowej strefie boiska, znakomicie prezentując się zwłaszcza w elemencie pressingu.


W zasadzie całe spotkanie rewanżowe było pod kontrolą drużyny ze stolicy Hiszpanii. Jedynym problemem, z jakim może zmagać się „Zizou” jest utrzymanie maksymalnego poziomu koncentracji. Realowi może być bowiem ciężko mobilizować się teraz na spotkania ze znacznie słabszymi rywalami. Wszystkie błędy, które w drugiej połowie wczorajszego meczu popełniali mistrzowie kraju, wynikały z nadmiernego rozluźnienia.


5. Katalonia i Kastylia na dwóch biegunach

Jeszcze półtora roku temu Barcelona gromiła Real Madryt 4:0 na Santiago Bernabéu. Wówczas ekipa Luisa Enrique imponowała ciągłością w grze oraz płynnością w rozgrywaniu akcji. Dziś przypomina ona starego, wyliniałego tygrysa, któremu wypadają zęby trzonowe – jeden został sprzedany do Paryża (Neymar), drugi młodszy już nie będzie i zarząd powinien szukać dlań następcy (Andrés Iniesta). Nawet 30-letniemu Messiemu, paradoksalnie będącemu przecież w dobrej formie fizycznej, bliżej do końca kariery aniżeli jej początku. Najgorszym dla Culés jest jednak to, że Ernesto Valverde (za wyjątkiem pojedynczych pozycji) ma do dyspozycji zawodników wiekowych. Jako się rzekło, „La Masia” nie dostarcza do drużyny klasowych wychowanków, a młodsi piłkarze, jak Sergi Roberto czy Gerard Deulofeu (szczególnie ten drugi), nie są gwarancją ciągłości w klubie.


Na odległym drugim biegunie znajduje się aktualnie Real Madryt. Królewscy rozsądnie budując kadrę zapewnili sobie kontynuację filozofii na najbliższe lata. W okresie przygotowawczym, ale też dwumeczu o Superpuchar, na dobre objawiła się gwiazda Mateo Kovačicia, w którego klasę wielokrotnie powątpiewano.


23-letni Chorwat jest młodszą wersją Luki Modricia. Kovačić wraz z Marco Asensio i wspominanym już wcześniej Vázquezem wkrótce mogą sprawić, że rozstanie ze starzejącymi się piłkarsko Ronaldo i Balem nie będzie tak bolesne.


Casemiro i Isco to także młodzi zawodnicy, podobnie jak Raphaël Varane stający się niechybnie stoperem nr 1 na świecie. Sergio Ramos, mimo trzydziestu lat na karku, wciąż pozostanie wartościowym graczem, ale w przyszłości najpewniej jego miejsce zajmie jedenaście lat młodszy Jesús Vallejo. Do rywalizacji z prezentującym aktualnie życiową formę Marcelo sprowadzono natomiast utalentowanego Theo Hernándeza.


Barcelonie najbardziej brakuje młodzieży, tej zdolnej, którą potrafiła produkować przed laty seryjnie. Wówczas niektórzy utalentowani piłkarze musieli z Camp Nou odchodzić, bo konkurencja była zbyt duża.


Zidane’a stworzył potwora do wygrywania, zaszczepił w drużynie niezbędny pierwiastek genu zwycięzcy. Dość powiedzieć, że Keylor Navas w setnym występie w stołecznym klubie przypieczętował swój dziewiąty tytuł! Jeżeli Duma Katalonii szybko nie odzyska utraconej tożsamości, to perspektywa trzeciego pucharu Ligi Mistrzów w Madrycie wcale nie będzie mission impossible


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *