Soccer Football - Spanish La Liga Santander - Real Madrid vs Levante - Madrid, Spain - September 9, 2017   Real Madrid’s Marco Asensio looks dejected    REUTERS/Susana Vera - RC12F7560820

„Nie budźcie mnie z tego snu!” – pisał po zwycięskim dwumeczu w Superpucharze Hiszpanii z Barceloną Tomas Roncero, jeden z największych madridistów wśród hiszpańskich dziennikarzy. Przebudzenie kibiców i piłkarzy Realu Madryt przyszło jednak niedługo po fantastycznym triumfie nad Dumą Katalonii. Dwa remisy w trzech kolejkach LaLiga były sporym kubłem zimnej wody wylanym na głowy członków najlepszego europejskiego zespołu klubowego w poprzednim sezonie. Brak zwycięstw w meczach z Valencią i Levante, który wprawdzie można częściowo zrzucić na karb pecha oraz wczesnej fazy sezonu, udowodnił, że mimo niedawnych osiągnięć Królewscy nie są drużyną pozbawioną problemów. Wielu ekspertów twierdzi, że Los Blancos dysponują najsilniejszym składem na świecie i są w stanie poradzić sobie właściwie w każdej sytuacji. Czy aby na pewno?

Nie ma Moraty, są problemy

Zdecydowanie największą bolączką Realu w tym sezonie będzie obsada pozycji numer 9, gdzie pierwszym wyborem Zidane’a jest Karim Benzema. Po odejściu Álvaro Moraty, który domagał się większej liczby minut od „Zizou”, oraz transferze Mariano, w kadrze Los Merengues poza Francuzem pozostał tylko młody Borja Mayoral, czyli rezerwowy napastnik szesnastego w ubiegłych rozgrywkach Bundesligi Wolfsburga. Wielu kibiców mistrza Hiszpanii uważa, że sprzedaż bramkostrzelnego wychowanka przy jednoczesnym pozostawieniu Benzemy jest poważnym błędem i wiele wskazuje na to, że fani mieli rację…


Ich frustrację z pewnością podsycają liczby obu napastników w tym sezonie. Morata podczas 294 minut spędzonych na boisku w barwach Chelsea zdobył 3 bramki i zanotował 2 asysty, natomiast doświadczony snajper Realu zaliczył zaledwie jedno trafienie i jedną asystę w trakcie 439 minut przebywania na placu gry. Statystyki nie mówią jeszcze wszystkiego o aktualnej formie Francuza, gdyż obserwując jego poczynania w ostatnich spotkaniach trudno oprzeć się wrażeniu, że wychowanek Olympique’u Lyon jest kompletnie zagubiony i przez większość meczu pozostaje poza grą. Wobec obecnej sytuacji kadrowej Los Blancos wydaje się jednak, że ulubieniec Zidane’a powróci do podstawowego składu, gdy tylko wyleczy kontuzję, która prawdopodobnie wykluczy go z gry na około miesiąc.


Nie jest natomiast tajemnicą, że z byłym reprezentantem Trójkolorowych lubi grać Cristiano Ronaldo, mający sporo do powiedzenia w szatni Królewskich. Wobec nieobecności Benzemy, do występów na szpicy zmuszeni są właśnie Portugalczyk oraz Gareth Bale, choć żaden z nich nie jest „dziewiątką” z prawdziwego zdarzenia. Problemem Walijczyka jest również kiepska forma na starcie sezonu, często kwitowana na Estadio Santiago Bernabéu gwizdami. CR7 spisuje się za to nienagannie, czego dowodem 3 gole zdobyte w trzech meczach. Sympatycy 12-krotnego triumfatora Ligi Mistrzów z utęsknieniem czekają więc na powrót Ronaldo z sześciomeczowego zawieszenia, nałożonego za odepchnięcie sędziego w meczu z Barceloną.


Wszystko wskazuje na to, iż Zidane w końcu zrozumiał swój błąd, a działacze Realu w kolejnym okienku transferowym postarają się o nowego napastnika. Na razie w doniesieniach madryckich mediów króluje koncepcja zaciągu z Bundesligi. Po gorzkim wywiadzie, jakiego udzielił na łamach „Der Spiegel” Robert Lewandowski, dziennikarze z Półwyspu Iberyjskiego jeszcze chętniej spekulują o transferze Polaka, łączonego notabene z Los Blancos już od kilku lat. Bardziej prawdopodobne na ten moment wydaje się jednak sprowadzenie Timo Wernera – 21-letniej gwiazdy RB Lipsk, która strzela gole jak na zawołanie zarówno w dorosłej reprezentacji kraju, jak i w klubie. W przypadku obydwu ewentualnych ruchów kadrowych poważnym minusem będzie niemożność zarejestrowania do kadry na Ligę Mistrzów.




Młodość kosztem doświadczenia

O tym, że Zidane lubi stawiać na młodzież najlepiej świadczy kariera Marco Asensio. Tego rodzaju inwestycje nie zawsze muszą jednak przynosić zwrot, a już na pewno nie w tak błyskawicznym tempie, jak w przypadku hiszpańskiego skrzydłowego. Najpewniejszą lokatą wydaje się transfer Theo Hernándeza, który w kadrze Realu zajął miejsce trapionego kontuzjami Fábio Coentrão. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że mimo zaledwie 19 lat na karku francuski lewy defensor już dziś jest lepszym graczem od bardziej rutynowanego poprzednika.

Podobnej pewności nie ma zaś w przypadku Daniego Ceballosa, który zajął miejsce Jamesa Rodrígueza. Zakontraktowanie najlepszego gracza tegorocznego EURO U-21 za nieco ponad 16 mln € jest interesem, na którym Królewscy finansowo raczej nie stracą, ale czy młody Hiszpan jest gotów do występów na najwyższym poziomie już teraz? Chociaż wielu ekspertów i kibiców krytykowało grę Kolumbijczyka, który często wchodził na boisko z ławki rezerwowych, w 33. meczach minionej kampanii strzelił 11 bramek i zanotował 13 asyst, co jest wynikiem więcej niż przyzwoitym. Brak piłkarzy takich jak Morata czy James może osłabić siłę rażenia Los Merengues i znacznie zawęzić pole manewru lubującego się w rotowaniu składem „Zizou”.

Źródło: Real Madrid
Źródło: Real Madrid CF

Spore wątpliwości budzi również jakość stoperów Los Blancos. Nie chodzi rzecz jasna o zawodników podstawowego składu, a więc Sergio Ramosa i Raphaëla Varane’a, ale o ich zastępców – Nacho i przede wszystkim Jesúsa Vallejo. Pierwszy z dwójki rezerwowych środkowych obrońców Realu to gracz solidny i nadrabiający wszelkie niedostatki piłkarskie ogromnym zaangażowaniem. Nacho dobrze sprawdza się w roli „zapchajdziury” bloku defensywnego, zwłaszcza na bokach, bowiem w środku zdarzają mu się jeszcze niepewne interwencje i błędy w ustawieniu.

Jeśli zaś chodzi o Vallejo, trudno ocenić jego umiejętności, ponieważ od początku sezonu figuruje na liście kontuzjowanych. Poprzedni sezon, który 21-latek spędził w ekipie Eintrachtu Frankfurt, był w jego wykonaniu najwyżej przeciętny, co nie powinno napawać optymizmem kibiców Los Merengues. Dodatkowo obaj rezerwowi stoperzy Realu dysponują kiepskimi warunkami fizycznymi jak na tę pozycję – Nacho przy wzroście 179 cm waży 74 kg, natomiast Vallejo jest o 4 cm wyższy i równie ciężki (a raczej lekki). Oddanie za darmo zawodnika klasy Pepego wydaje się w tym przypadku sporym nieporozumieniem. Czwórka stoperów z Estadio Santiago Bernabéu prezentuje się bowiem dosyć blado w porównaniu do tych, którymi dysponują główni rywale Realu z Ligi Mistrzów, jak Bayern, Manchester City czy Juventus.


Przeciętność między słupkami

Ostatni spośród zarzutów dotyczących składu Los Blancos dotyczy pozycji golkipera. Keylorowi Navasowi nie sposób odmówić refleksu i zwinności. Kostarykański bramkarz to także zawodnik, który dałby się pokroić za drużynę, ale na tym jego walory się kończą. Podobnie jak w przypadku Nacho, głównym mankamentem 30-letniego golkipera jest zbyt niski wzrost (183 cm), do którego dochodzi kiepska gra nogami oraz na przedpolu.


Wydaje się, że klub formatu Realu na tak newralgicznej pozycji powinien dysponować fachowcem najwyższej klasy. Podobnego zdania są zresztą lokalni dziennikarze, którzy w białej części Madrytu chętnie zobaczyliby Davida de Geę. Zidane nie chce jednak słyszeć o zmianie między słupkami, odrzucając możliwość zakontraktowania zarówno Hiszpana, jak i Gianluigiego Donnarummy.

„On zawsze chce grać jak najlepiej i przykłada się do każdego zagrania. Piłkarze miewają w swojej karierze słabsze momenty, ale dobrą cechą Keylora jest to, że nigdy się nie poddaje i zawsze jest dobrze przygotowany”

Zinédine Zidane o Keylorze Navasie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *