Monaco goal celebration

AS Monaco od czasu awansu do Ligue 1 w sezonie 2013/14 nie było aż tak skuteczne. 44 zdobyte bramki po 15. kolejkach to niebywały rezultat. Coraz więcej przemawia więc za tym, że powinniśmy szykować się na sezon, jakiego we Francji nie było już od wielu lat. PSG, Nicea i Monaco będą walczyć o mistrzostwo, ale to ci ostatni mają najwięcej atutów w ofensywie, aby to do ich warunków gry dostosowywali się przeciwnicy, a nie odwrotnie.

Cofnijmy się parę lat wstecz, do sezonu 2013/14, gdy Monaco zdobywało promocję do Ligue 1. W przerwie letniej doszło do ogromnego wietrzenia szatni. Rosyjski właściciel Dmitrij Rybołowlew postanowił rozbić bank i na transfery przeznaczył 150 mln €. Na Stadion Ludwika II zawitały takie gwiazdy jak Falcao, João Moutinho, James Rodríguez czy Kondogbia. Poza nimi za darmo udało się także zakontraktować doświadczonych stoperów – Erica Abidala i Ricardo Carvalho. Od samego startu sezonu było widać, że w walce o tytuł mistrza Paryżanie nie będą osamotnieni. Po pierwszych 15. kolejkach klub z Księstwa miał dziewięć zwycięstw, pięć remisów i zaledwie jedną porażkę. Bilans bramkowy ASM również prezentował się nad wyraz okazale – 24:11. Ostatecznie jednak ekipy prowadzonej wtedy przez Laurenta Blanca nie udało się dogonić i debiutancki sezon Les Rouge et Blanc zakończyli na drugim miejscu, ze stratą dziewięciu punktów do PSG i bilansem 63:31.

Kolejne dwie kampanie nie były równie udane, zarówno w liczbie zdobytych punktów, jak i końcowego miejsca w tabeli. Monaco zmieniło politykę transferową, ale nie z powodu wdrażania nowej ideologii, a problemów majątkowych właściciela. Rozstania bywają trudne, o czym przekonał się właśnie Dmitrij Rybołowlew, którego rozwód z żoną miał kosztować bagatela 4,5 mld $, czyli ponad połowę jego majątku (ostatecznie w 2016 roku sąd zmniejszył kwotę do 600 mln $ – przyp. red.). W obliczu tak znaczących cięć w wydatkach ASM nie mogło sobie pozwolić na szastanie pieniędzmi. Nadal w Księstwie wydawali dużo – a nawet bardzo w porównaniu do innych klubów Ligue 1 – ale do Paryżan nie mieli startu. Odbiło się to zresztą na wynikach sportowych:

  • Sezon 2014/15 – bilans po 15. kolejkach – 17:18; po całym sezonie – 51;26 i 3. miejsce w tabeli
  • Sezon 2015/16 – bilans po 15. kolejkach – 21:21; po całym sezonie – 57:50 i 3. miejsce w tabeli


Szczególnie ostatni sezon musiał dać wiele do myślenia właścicielom. W ofensywie, podobnie jak w poprzednich latach, Czerwono-Biali byli skuteczni, za to znacznie gorzej prezentował się blok defensywny. Z ówczesnej gry Monaco byłby zadowolony chyba jedynie Zdeněk Zeman, znany z wprowadzania w swoich zespołach „wesołego” futbolu, nieskrępowanego skomplikowanymi ustawieniami taktycznymi. 50 straconych bramek w 38. spotkaniach to wynik kompromitujący dla drużyny, która miała w planach walkę o najwyższe cele. Czarę goryczy przelała porażka w przedostatniej kolejce z bezpośrednim rywalem o drugie miejsce w tabeli, dające awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów, Olympique’m Lyon 1:6. Czas duetu Carvalho – Wallace na Stade Louis II minął bezpowrotnie.

Przed obecnym sezonem postanowiono całkowicie zmienić blok defensywny i to właśnie w tę formację zainwestowano najwięcej pieniędzy. Pozyskano Djibrila Sidibé z Lille za 15 mln €, Benjamina Mendy’ego z Marsylii za 13 mln € i Kamila Glika z Torino za 11 mln €. Młode, bardzo ofensywne boki i doświadczony stoper, który miał wszystko koordynować – to miało sens.

W duecie z naszym reprezentantem występuje zazwyczaj Jemerson i jak na razie wywiązuje się ze swoich obowiązków wzorowo. 24-letni Brazylijczyk do Monaco został sprowadzony w zimowym okienku za 11 mln €, ale prawdziwą szansę za zaprezentowanie swoich umiejętności dostał dopiero w obecnych rozgrywkach.

Obrońcy ASM, prócz skutecznej gry w defensywie, mają też niemały wkład w kreowanie i wykańczanie sytuacji podbramkowych:

  • Kamil Glik – 4 bramki, 1 asysta w 22 występach
  • Jemerson – 1 bramka, 1 asysta w 21 występach
  • Djibril Sidibe – 2 bramki, 1 asysta w 20 występach
  • Benjamin Mendy – 2 asysty w 15 występach


Liczby tego nie oddają, ale ogromny wpływ na funkcjonowanie zespołu wicelidera Ligue1 mają dwaj boczni obrońcy. Monaco w większości meczów gra w formacji 1-4-4-2, ale oglądając ich spotkania można dostrzec, że zarówno Sidibé, jak i Mendy są wahadłowymi uczestniczącymi w większości ataków. Ich podłączanie się do akcji ofensywnych i ścinanie do środka wywołuje popłoch u większości przeciwników.

Co wyróżnia AS Monaco i sprawia, że grają tak regularnie, bez większych wahań formy, to rozłożenie odpowiedzialności za zdobywanie bramek na wielu zawodników. Ten problem dostrzegalny jest chociażby w Olympique’u Lyon, gdzie wyniki w dużej mierze zależą od dyspozycji Alexandre’a Lacazette’a. W drużynie Les Rouge et Blanc aż sześciu zawodników ma strzelonych co najmniej pięć bramek. Thomas Lemar czy Bernardo Silva są zawodnikami stricte ofensywnymi. W genach mają wpisany kod odpowiedzialny za zdobywanie goli, zatem ich liczby – odpowiednio siedem i pięć goli – nie wywołują większego zdziwienia. Podobne wrażenie można odnieść patrząc na grę i liczby Fabinho. Jeszcze przed sezonem częściej widywaliśmy go na prawej obronie defensywy, ale już wówczas Leonardo Jardim najwyraźniej dostrzegł, że zawodnik po prostu „marnuje się” na tej pozycji i niejednokrotnie przesuwał Brazylijczyka do przodu na pozycję defensywnego pomocnika. Od tego sezonu jest to stała pozycja 23-latka, na której sprawdza się doprawdy wyśmienicie. Niewielu jest bowiem defensywnych pomocników, którzy mogą się popisać taką skutecznością (7 goli w 23. spotkaniach – przyp. red.).

Na szpicy bryluje trzech zawodników – Valère Germain, Guido Carrillo i Radamel Falcao. Pierwszy z nich wrócił w obecnym sezonie z wypożyczenia z Nicei, gdzie rozegrał bardzo dobry sezon (38 występów, 14 bramek i 6 asyst). 26-latek jest wychowankiem Monaco, ale przed poprzednim sezonem zaczęto w niego wątpić, w związku z czym trafił na wypożyczenie do zespołu z Lazurowego Wybrzeża. Germain w najlepszy z możliwych sposobów pokazał, że zbyt pochopnie w niego zwątpiono. Na tę chwilę 26-letni Marsylczyk ma na koncie już osiem goli i trzy asysty w 23 spotkaniach. Jak tak dalej pójdzie, były młodzieżowy reprezentant Les Bleus ma szansę na zostanie najlepszym strzelcem w historii klubu. Do pierwszego w zestawieniu Shabaniego Nondy brakuje mu 24 trafień. Carrillo, jak cała drużyna Monaco, w obecnym sezonie prezentuje znacznie wyższą formę. Chimeryczny i nieskuteczny w zeszłej kampanii, znakomity joker wykorzystujący każdą okazję w obecnej. Szczególnie zaskakuje skuteczność Argentyńczyka w ostatnim miesiącu.


O Radamelu Falcao pisał niedawno jeden z naszych redaktorów, dlatego też odsyłamy do lektury.

Siłą drużyny Jardima są także stałe fragmenty gry. Za ich egzekucję może się brać prawie pół drużyny, a i tak efekt będzie równie udany. Lemar, Boschilia, Sidibé, Fabinho – do wyboru, do koloru. Jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie zalety piłkarzy ASM i ich dobrą dyspozycję w ostatnim czasie, ligowe wyniki Czerwono-Białych (m.in 7:0 z Metz, 6:2 z Montpellier, 6:0 z Nancy) przestają dziwić.


Najbliżej sukcesu Monaco było w 2014 roku. Zabrakło niedużo, ale bezbłędne było wówczas Paris Saint-Germain. Kolejne sezony nie były już tak udane, ale ekipa z Księstwa cały czas się wzmacniała i ogrywała w Europie. Wydaje się, że na Stade Louis II w końcu trafili na odpowiedni moment i drużyną. PSG pod wodzą Unaia Emery’ego prezentuje się znacznie gorzej niż w poprzednich latach. Paryżanie regularnie tracą punkty, a właśnie na to czekają drużyny pokroju Monaco czy Nicei. Co do tych drugich, już w zeszłym sezonie byli rewelacją, a w tym utrzymują poziom, ale wątpliwe, aby udało im się podtrzymać tak imponującą formę do końca sezonu. Wąska kadra i nieobliczalny Balotelli – to musi w którymś z momentów dać o sobie znać. W tej chwili na czub peletonu wychodzi AS Monaco, z szeroką, wyrównaną kadrą, z zawodnikami doświadczonymi w walce o puchary i defensywą godną podziwu. Z wszystkich zespołów Ligue 1 najprzyjemniej ogląda się właśnie drużynę z Księstwa. Pełna dominacja, błyskotliwi zawodnicy i skuteczność w wykańczaniu akcji – to trzeba docenić i wynagrodzić. W jaki sposób? Najlepiej tytułem mistrzowskim. Siedmiokrotny mistrz Francji w XXI wieku jeszcze tego trofeum nie wznosił, a oprócz osiągnięć sportowych, taki sukces mógłby wprowadzić w Monako „modę” na chodzenie na stadion i dopingowanie swojego zespołu, wszak frekwencja na poziomie 6-7 tysięcy nie jest godna tak świetnie grającej drużyny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *