Cf3o_7cXEAA7E_G

Real Madryt pokonał na na własnym stadionie VfL Wolfsburg 3:0 i awansował do półfinału Ligi Mistrzów po raz szósty z rzędu! Po słabym spotkaniu w Niemczech, Królewscy z determinacją przystąpili do meczu rewanżowego, który wygrali dzięki jednemu zawodnikowi. Choć gdyby nie zaangażowanie całej ekipy Los Blancos, to Cristiano Ronaldo nie cieszyłby się z hat-tricka. Real wygrał, Real walczy dalej w najbardziej elitarnej lidze świata. A Wolfsburg? Cóż, niedosyt i poczucie niewykorzystanej szansy zostaną w głowach piłkarzy Heckinga na pewno na długo.

Królewscy po sobotniej wygranej nad Eibar 4:0 nie mogli poczuć się pewniej. Brak remontady w Lidze Mistrzów od dwunastu lat mówi wiele. Wolfsburg, nawet w kryzysie i zdziesiątkowany, jest zespołem groźnym, który szczególnie w Europie, na salonach jest w stanie ukąsić faworyzowanego przeciwnika  tak, jak na Volkswagen Arenie.



Początek spotkania pokazał, że Real jest zdeterminowany. Już od pierwszego gwizdka węgierskiego arbitra Viktora Kassaia zapowiedziany szturm stał się faktem. Poprzeczka po strzale Ramosa pokazała, że Real ma zamiar szybko zdobyć gola. Udało się to już w 16. minucie, kiedy nieco przypadkowo Dani Carvajal zagrał do Ronaldo, a ten w swoim stylu umieścił futbolówkę w siatce. Gracze z Niemiec nie zdążyli na dobre dotknąć piłki, a już Benaglio musiał ją po raz drugi wyciągać z siatki. Dośrodkowanie Kroosa na gola zamienił skuteczny dzisiejszego wieczoru Portugalczyk. Dla kapitana reprezentacji dowodzonej przez Fernando Santosa było to 15. trafienie w obecnym sezonie Champions League. Po drugiej bramce tempo nieco siadło. Goście próbowali się odgryzać, lecz – na domiar złego – stracili piłkarza. Kontuzjowanego Draxlera musiał zastąpić Max Kruse.


Wolfsburg w pierwszej części spotkania dwukrotnie zagroził Navasowi. Strzał z daleka w wykonaniu Luiza Gustavo odbił Kostarykanin, a przy próbie Bruna Henrique wyręczył go Marcelo. W ekipie Królewskich imponował Benzema, który błyskawicznie potrafił, jednym zagraniem, zainicjować akcję ofensywną drużyny. Kluczową rolę odgrywał Casemiro, zapewniający equilibrio, czyli równowagę pomiędzy formacjami. W zasadzie jedynym zawodnikiem gości, który nie odstawał poziomem gry od gospodarzy, był Joshua Guilavogui, starający się przerywać akcje Madrytczyków. Los Blancos całą pierwszą część spotkania zagrali w sposób niezwykle energetyczny.

Nie inaczej było po zmianie stron. Imponowała dyspozycja Toniego Kroosa. Niemiec w pierwszej partii, rozegranej w ubiegłą środę w swojej ojczyźnie, był cieniem samego siebie. Na Bernabéu wyglądało to zgoła inaczej. Przy okazji dobrej dyspozycji kolegi ze środka pola, nie ustępował mu Luka Modrić. W ekipie gości brakowało kogoś takiego, kto uspokoiłby grę. Starał się to robić Guilavogui, ale Francuz to zawodnik o charakterystyce stricte defensywnej. Zawodził Maximilian Arnold, strzelec gola z pierwszego meczu. 21-letni pomocnik zupełnie nie przypominał piłkarza z Volkswagen Arena. Wilkom brakowało zdecydowania, którym odznaczali się w dniu dzisiejszym Królewscy. W tym aspekcie nie po raz pierwszy imponował Casemiro, ale także Pepe. Portugalski stoper wielokrotnie wyprzedzał rywali i wybijał im z głowy grę w piłkę.

Wydaje się, że stawka spotkania przerosła po prostu gości z Wolfsburga. Ci przyjechali do jaskini lwa z korzystnym rezultatem, ale presja wywierana przez stadion i rywali nie pomagała Die Wölfe. VfL po przerwie nie zmienił sposobu gry. Real – wprost przeciwnie. Podopieczni Zidane’a konsekwentnie napierali na bramkę Benaglio, szukając trzeciego gola. Niekorzystne warunki atmosferyczne w niczym nie przeszkadzały gospodarzom. Po godzinie gry piłkarzom z Niemiec strach zajrzał w oczy. Po uderzeniu Ramosa piłka odbiła się od słupka i niemalże wpadła do siatki. Wraz z upływem czasu ataki Realu stawały się coraz groźniejsze. Minutą, która okazała się dla Wolfsburga niczym przeznaczenie, była 77. Był faul czy go nie było? Ronaldo podszedł do wolnego, uderzył technicznie, ale mocno. Wolfsburski mur runął, a w zasadzie się rozsunął i portugalski snajper po raz trzeci mógł się cieszyć tego dnia z pokonania golkipera reprezentacji Szwajcarii.


Królewscy nie tylko dokonali remontady, ale pokazali, że jeśli chodzi o piłkarską klasę, to są ponad Wolfsburgiem. VfL w Madrycie nie miał praktycznie nic do powiedzenia. Gdyby Henrique przed przerwą zdobył kontaktową bramkę dającą impuls, to sytuacja mogła być zgoła odmienna. Zmiany, które musiał przeprowadzić Hecking – dwie z powodu kontuzji i jedna taktyczna – nie przyniosły pożądanego efektu. Goście może się nieco przestraszyli. Z drugiej strony patrząc: jak mieli zagrać? Kto, mając przewagę po pierwszym meczu, przyjechałby do Madrytu i nie grałby na utrzymanie wyniku?

To, za co trzeba pochwalić gospodarzy, to niebywała determinacja. Ronaldo po każdej bramce zagrzewał fanów do wzmożonego dopingu. Kibice też nie zawiedli i pomogli Los Blancos odmienić losy dwumeczu. „Zizou” dobrze obmyślił plan gry na spotkanie rewanżowe. Idealnie zrównoważona taktyka przyniosła efekt. Kluczowa była jedna postać. Jedni wolą Messiego, inni Ronaldo. Królewscy potrzebują tego piłkarza, a ten piłkarz potrzebuje Realu. Żyjąc w symbiozie mogą osiągnąć wiele. Jak wiele? Więcej wiedzieć będziemy po losowaniu, ale CR7, Bale, Benzema i spółka są drużyną, z którą wciąż muszą się liczyć wszyscy.



Wbrew pozorom Real żyje i ma się dobrze. Królewscy naładowani, energetryczni, zdeterminowani i grający jak jedna wielka madrycka rodzina są w stanie osiągnąć naprawdę wiele.


Real-Madrid-icon Real Madryt 3:0  VfL Wolfsburg 55cb62bda36f50_43126418

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *