UEFA Champions League quarterfinal 10 maja 2017 - foto główne

Jakże różne będą zapowiedzi każdego ze spotkań w ramach 1/2 finału tegorocznej Champions League. Ponad tydzień temu wszyscy spodziewali się wyrównanej i wycieńczającej bitwy na dystansie pełnych 180 minut, a tymczasem sytuacja przed rewanżami zmieniła się diametralnie. Praktycznie znamy już bowiem parę finałową, która wybiegnie 3 czerwca na murawę Millennium Stadium w Cardiff.

Diego Simeone to człowiek, który pozwolił na nowo zdefiniować całe Atlético. Przed jego erą na Vicente Calderón kibice musieli przyzwyczaić się do uznawania wyższości rywali zza miedzy, a o punkty w derbach stolicy właściwie nie mogło być mowy. Pojedynki Rojiblancos z Królewskimi nie były tak emocjonujące i obfitujące w jakość oferowaną z obydwu stron. Nie miały również kluczowego znaczenia w kontekście walki o najważniejsze krajowe i europejskie rozgrywki. Najczęściej Atlético przyjeżdżało na Estadio Santiago Bernabéu po jak najniższy wymiar kary, a przyjęcie Los Blancos na własnym obiekcie było szansą co najwyżej na remis. Calderón nie mogło być określane wówczas mianem twierdzy nie do zdobycia, a poszczególne elementy zespołu z czerwonej części Madrytu w większości nie współgrały ze sobą tak dobrze, jak od kilku lat. Simeone jest wielkim menedżerem, który wycisnął z potencjału Los Colchoneros maksimum, ale jednocześnie dwie stracone szanse na triumf w Lidze Mistrzów odcisnęły na nim i jego kadrze ogromne piętno, z którym w bieżącej kampanii Atleti mieli się definitywnie rozstać. Argentyński szkoleniowiec zdołał sięgnąć w stolicy Hiszpanii po Ligę Europy, krajowe puchary oraz jedno mistrzostwo, które przełamało duopol Barcelony i Realu na własnym podwórku.


Champions League stała się swoistą obsesją wszystkich ludzi związanych z Atlético – prezesów, działaczy, socios, zawodników oraz członków sztabu szkoleniowego i samego „Cholo”. Cały projekt, którego głową został właśnie Diego Pablo, od kilkunastu miesięcy skupiał się głównie na tych rozgrywkach. Końcowy triumf był już naprawdę blisko, ale za każdym razem czegoś brakowało i uszaty puchar ostatecznie nie trafiał do gablot Vicente Calderón. Patent Argentyńczyka na Real funkcjonował tylko w LaLiga – w Europie niemal zawsze czegoś brakowało, i to na różnym szczeblu. Pierwsza szansa na zdobycie upragnionej i obsesyjnie pożądanej Ligi Mistrzów nie przyszła do Atlético ot tak, ale została przez Rojiblancos wywalczona, co najważniejsze, jak najbardziej zasłużenie. Pewnie wielu kibiców dziesięciokrotnego mistrza Hiszpanii do tej pory zachodzi w głowę, dlaczego ich ulubieńcy nie utrzymali wyniku, który przeniósłby do świata ekstazy, o którym mówiłoby się latami i który wreszcie sprawiłby tak wielką rysę na nieskazitelnej historii największego rywala? Na drodze do najważniejszego i największego sukcesu od czasów założenia klubu znad rzeki Manzanares stanął Sergio Ramos – jak się okazało, nie po raz ostatni, bo wówczas defensor Los Blancos dopiero się rozkręcał. Koniec końców Królewscy zdołali naprawić błąd Ikera Casillasa z początku spotkania, odwrócić losy meczu i po wyczerpującej, granej przez Atlético niemal na stojąco dogrywce, wznieść ku niebu dziesiąty puchar najbardziej prestiżowych rozgrywek klubowych na świecie.


Rok później przygoda Los Colchoneros z Champions League zatrzymana została przez tego samego oponenta, tyle że na znacznie wcześniejszym, mniej zaawansowanym etapie, gdy zwycięzcę niezwykle zaciętego dwumeczu ćwierćfinałowego wyłoniła zdobyta końcówce rewanżu bramka wypożyczonego z Old Trafford Chicharito. Kilkanaście miesięcy minęło, a los ponownie złączył ze sobą Real i Atlético – tym razem na etapie drugiego na przestrzeni trzech lat finału, przez co słusznie wszyscy zaczęli postrzegać jako stolicę europejskiego futbolu właśnie Madryt. Rojiblancos w Mediolanie byli najbliżej upragnionego celu. Tym razem przeszkodziła im nieszczęśliwa seria rzutów karnych – jako jedyny pomylił się Juanfran, a sprawę zakończył Cristiano.


Simeone w aktualnej kampanii miał wreszcie zaprowadzić Atlético na upragniony szczyt szczytów. Aby to uczynić i w ogóle dostać szansę na finał, który 3 czerwca odbędzie się w Cardiff, trzeba w półfinale ostatecznie rozprawić się z Realem. Trudno nie odnieść wrażenia, że decydująca dla losów pierwszej potyczki okazała się polityka rotacji, którą konsekwentnie realizuje Zinédine Zidane. Francuski menedżer przez cały sezon mieszał w swojej kadrze, korzystał oszczędnie z każdego dostępnego zawodnika, choć nie raz jego decyzje wywoływały zdziwienie opinii publicznej, jak ta z niedawnego El Clásico, gdy będący w fantastycznej dyspozycji Isco nawet na minutę nie pojawił się na murawie, a Los Blancos ulegli Dumie Katalonii 2:3 po decydującym trafieniu Messiego.

Królewscy stoją przed kolejną okazją, aby wpisać się na karty historii futbolu. Najważniejszy dla nich jest dublet, który w białej części Madrytu może stać się faktem pierwszy raz od ponad 50 lat! Druga sprawa to przebicie osiągnięcia Bayernu w serii bramek zdobywanych w kolejnych meczach. Aby wyrównać rekord Bawarczyków, piłkarze Realu muszą pokonać Oblaka w środowy wieczór na niezwykle wymagającym Vicente Calderón dwa razy.


Nie tak miał jednak wyglądać pojedynek Królewskich z Rojiblancos w tej fazie rozgrywek. Eksperci zgodnie twierdzili, że czeka nas wyrównany bój o finał, do którego trafi drużyna potrafiąca skrzętnie wykorzystać błędy rywala, do której uśmiechnie się los i która popełni we własnych szeregach o jeden błąd mniej. Spekulowano, że o awansie przesądzi najpewniej jedno trafienie, dlatego tak ważny miał być pierwszy pojedynek na Santiago Bernabéu. I był, ale jego rozstrzygnięcie, postawa Atlético i gra Realu zaskoczyły cały piłkarski świat, który jeszcze przez kilka dni po meczu zachodził w głowę, co było powodem takiego scenariusza meczu rozgrywanego na obiekcie Los Blancos. Los Colchoneros wyglądali bardzo blado na tle rozpędzonej ekipy Zidane’a, nie potrafili jej się w jakikolwiek sposób przeciwstawić. Gościom z Calderón brakowało mądrego ustawienia w defensywie i chociażby prób przedostania się pod pole karne Navasa. Wyjątkiem była jedna sytuacja przy stanie 0:0, gdy Kevin Gameiro przegrał pojedynek sam na sam z wychodzącym z bramki kostarykańskim golkiperem. Gol Francuza pewnie zupełnie inaczej kazałby spojrzeć na losy dwumeczu, jednak to wyłącznie sfera gdybania. Poza szansą byłego snajpera Sevilli, Real nie pozwolił swoim rywalom zza miedzy na nic, choć problem zespołu „Cholo” nie polegał jedynie na fantastycznej postawie Królewskich, ale również (a może przede wszystkim) na fatalnym występie każdego z członków jedenastki wyselekcjonowanej przez Argentyńczyka. Może poza Janem Oblakiem, który w kilku sytuacjach heroicznymi interwencjami ratował drużynę i oddalił od niej widmo totalnej kompromitacji.


Tamten wieczór należał do Realu i co godne podkreślenia, do Cristiano Ronaldo, który przed tygodniem potwierdził, że dla niego nie istnieje coś takiego – a przynajmniej bije zupełnie według innej skali – jak zegar biologiczny. Portugalczyk do pięciu goli przeciwko Bayernowi w ćwierćfinale, dołożył hat-tricka w pierwszym starciu z Atlético, czym praktycznie zamknął emocje przed dzisiejszym rewanżem. 3:0 z rozpędzonymi jak lokomotywa Królewskimi, przy obowiązku zachowania czystego konta, jest zwyczajnie niemożliwe do odrobienia. Kibice futbolu widzieli już chyba wszystko, na czele z ostatnią spektakularną remontadą Barcelony przeciwko Paris Saint-Germain, gdzie rezultat był jeszcze bardziej niekorzystny. Mimo wszystko zadanie stojące przed Atlético jest zgoła trudniejsze i należy je postrzegać w kategoriach mission impossible. Simeone przekazał co prawda swoim piłkarzom, iż istnieje szansa na odwrócenie losów tego starcia i wywalczenie jakimś cudem biletów do Cardiff, ale wydaje się, że nawet najwięksi optymiści w środowisku kibicowskim Los Colchoneros pogodzili się już z porażką i końcem marzeń o wyczekiwanym trofeum. Przynajmniej w 2017 roku, wszak kolejna szansa już w następnym sezonie. Według najnowszych doniesień prasy z Półwyspu Iberyjskiego, ostatnim pod okiem charyzmatycznego szkoleniowca z Buenos Aires, ale za to na zupełnie nowym stadionie.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *