fcbhippoxtralargesixteentonine-v=1489670565013

Najsłabszy od czterech sezonów występ w Lidze Mistrzów, porażka w półfinale Pucharu Niemiec, a w lidze najgorszy wynik punktowy od lat. Jak mantrę powtarzają tę litanię bawarskich niepowodzeń media za naszą zachodnią granicą, bijąc na alarm i przekonując, że na Allianz Arena potrzebne są zmiany, jeśli Bayern ma liczyć się w kolejnym sezonie w walce o najważniejsze trofea. Temat jest gorący, wszak średnia wieku pierwszej jedenastki Gwiazdy Południa niebezpiecznie zbliżyła się do 30. Tymczasem na stanowisku dyrektora sportowego bawarskiego klubu wciąż jest wakat…

Bayernowi zarzuca się, że w ostatnich latach zabrakło w ich ruchach transferowych dalekosiężnej wizji rozwoju i przyszłościowego myślenia. Bardziej prawdopodobne, że ta wizja jednak była, ale zwyczajnie nie wypaliła. Niemniej działaczy Bawarczyków czekają pracowite miesiące. Na których pozycjach i jak bardzo będzie chciał się wzmocnić Bayern, tak naprawdę dokładnie nie wie chyba nikt. Powszechnie wiadomo natomiast, że istnieje tylko jeden rodzaj przecieku medialnego z Monachium – kontrolowany.

Należy zatem opierać się w pierwszej kolejności na informacjach przekazywanych przez tabloid „Bild”. To właśnie ten tytuł, choć mało ekskluzywny, jest obiektywnie najbardziej wiarygodnym źródłem informacji na temat Bayernu. W następnej kolejności ufać należy innym niemieckim gazetom, a najmniej wszelkim zagranicznym, a w szczególności hiszpańskim i angielskim brukowcom. Gdzieś po środku tego zestawienia można umiejscowić sportowe portale telewizji Sky, które niezależnie od kraju oferują bardzo rzetelne informacje z pierwszej ręki. Śledząc uważnie wszystkie te rodzaje mediów można stworzyć listę bardziej i mniej prawdopodobnych celów transferowych nowego-starego mistrza Niemiec.


Włodarze FCB już dawno temu powiedzieli wprost – Bayern stać na prawie każdego piłkarza na świecie. Komunikat ze strony bawarskiego klubu można by streścić następująco: jeśli będziemy musieli lub chcieli, bez żadnego problemu jesteśmy w stanie w jednym okienku wyłożyć 200 mln € na transfery. Do tej pory działacze Gwiazdy Południa ani nie musieli, ani nie chcieli tego robić. Bayern regularnie meldował się w półfinałach Champions League, ocierając się o finał i zdobywał kolejne krajowe trofea, a więc nie było żadnych podstaw, aby wykonywać jakiekolwiek nerwowe ruchy personalne. W ciągu ostatniego roku sytuacja uległa jednak istotnej zmianie…

Douglas Costa po fantastycznym początku w Monachium, przez kolejne półtora roku regularnie zawodził, a w dodatku publicznie wypalił, że chce opuścić Allianz Arenę. Kingsley Coman również zatracił błysk z sezonu 2015/16 i ciężko powiedzieć, czy ewidentny brak zaufania Carlo Ancelottiego do francuskiego skrzydłowego był tego skutkiem czy przyczyną. Zbiegło się to w czasie również ze spodziewanym, ale jednak nagłym spadkiem formy Francka Ribéry’ego. Młodszy z reprezentantów Les Bleus jest wciąż perspektywicznym zawodnikiem i jego postawa za kadencji Guardioli daje podstawy, aby wierzyć, że wyrośnie z niego klasowy piłkarz, toteż wykupiono go z Juventusu za 21 mln € (do tej pory Coman przebywał w Bayernie na dwuletnim wypożyczeniu – przyp. red ) i podpisano trzyletni kontrakt. Ale wygląda na to, że na Francuzie i Brazylijczyku Bayern już ani nie może, ani nie zamierza polegać, stąd tak pokaźna liczba skrzydłowych łączonych w ostatnim czasie z bawarskim gigantem.


Już od przeszło roku głośno jest o zainteresowaniu Bayernu Julianem Brandtem z Bayeru Leverkusen. 21-latek rozegrał świetną kampanię 2015/16, a zwłaszcza jej końcówkę, gdy w dziesięciu ostatnich spotkaniach sezonu strzelił sześć goli i pięć razy asystował. Taka forma dała mu przepustkę do kadry Joachima Löwa i mocno wywindowała oczekiwania. W trwającym sezonie młody Niemiec mocno spuścił jednak z tonu i choć jego statystyki nie są złe (3 gole, 8 asyst – przyp. red.), to często dostosowywał się poziomem gry do reszty drużyny Aptekarzy, która notuje fatalny sezon i po miejscu na podium przed rokiem, dziś do ostatniej kolejki musi walczyć o utrzymanie w Bundeslidze. Ogromnym atutem Brandta jest także… narodowość. Uli Hoeneß od pewnego czasu powtarza, że chce, aby Bayern stał się na powrót bardziej niemiecki. Sprowadzenie blondwłosego piłkarza rodem z Bremy idealnie wpisałoby się zatem w ten aspekt wizji rozwoju przedstawianej przez prezydenta FCB.


Problemem w tym przypadku mogą okazać się pieniądze. 21-letni skrzydłowy trafiłby bowiem do Monachium ze statusem zmiennika z potencjałem na przyszłą gwiazdę, a na tego typu transfer Bawarczycy nie chcą przeznaczać przesadnie wielkiej sumy. Tymczasem klauzula odstępnego, choć jest wpisana do kontraktu Brandta i jest śmiesznie niska (12 mln €), uaktywni się dopiero za rok. Dopóki nie wejdzie ona w życie, klub z Leverkusen może zażądać od potencjalnego kupca takiej sumy, jaką tylko uzna za stosowną. A gdy po zawodnika zgłasza się wielki Bayern, ceny dyktowane są z najwyższej półki.


Inną opcją zabezpieczenia skrzydeł ma być dla Bayernu Serge Gnabry. W zeszłym roku „Bild” donosił, jakoby mistrzowie Niemiec maczali palce w transferze młodego Niemca z Arsenalu do Werderu Brema. Król strzelców Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro bardzo chciał opuścić północny Londyn zeszłego lata, bowiem właśnie wracał do dyspozycji po licznych perturbacjach zdrowotnych i nie wierzył, że na Emirates Stadium dostanie realną szansę pokazania swoich możliwości. Przed sprowadzeniem Gnabry’ego Werder zainwestował już w Maxa Krusego, na którego wydał niemal całą kwotę zainkasowaną za transfer Anthony’ego Ujaha do Chin. Choć w klubowej kasie zostały jeszcze pieniądze od Borussii Mönchengladbach za Jannika Vestergaarda, taka rozrzutność ekipy z dołu tabeli budziła podejrzenia. „Bild” sugerował, że Bayern wspomógł Bremeńczyków finansowo, a w zamian zapewnił sobie pierwszeństwo ewentualnego kupna zawodnika w przyszłości. Biorąc pod uwagę, że Kanonierzy zażądaliby od Bawarczyków zdecydowanie większych pieniędzy, a ci i tak Gnabry’ego od razu by wypożyczyli, taki zabieg – jeśli faktycznie miał miejsce – należy uznać za transferowy majstersztyk ze strony Bayernu.


Pytanie tylko, czy Gnabry byłby dziś faktycznie lekiem na problemy trapiące Gwiazdę Południa. 21-latek przejawia ogromny potencjał, który docenił nawet Joachim Löw symbolicznie powołując młodzieńca do kadry i wystawiając w meczu z San Marino (Gnabry strzelił wówczas hat-tricka – przyp. red.). Były członek akademii The Gunners wciąż miewa jednak wahania formy i nie do końca można na nim polegać. Filigranowy skrzydłowy na Weserstadion ma co prawda status gwiazdy i jest jednym z kluczowych piłkarzy rewelacyjnie finiszującego Werderu, ale niejednokrotnie lądował już w tym sezonie na ławce rezerwowych właśnie ze względu na swoją niestabilną dyspozycję. Mając problemy z presją i utrzymaniem formy w Bremie, trudno się spodziewać, że inaczej będzie w Monachium. Za Gnabrym przemawia jednak – podobnie jak w przypadku Brandta – narodowość i w przeciwieństwie do gracza Bayeru cena. W obliczu wcześniejszego porozumienia obu klubów nie przekroczyłaby ona zapewne 10 mln €.


Tyle o kandydatach na rezerwowych. Media za Odrą są zgodne co do jednego – Bayern potrzebuje sprowadzić prawdziwą gwiazdę, zawodnika wielkiego formatu, który będzie w stanie z miejsca zagwarantować odpowiedni poziom, a jednocześnie młodego i doświadczonego na arenie międzynarodowej. Piłkarza, który już zdążył udowodnić swoją klasę, nie łapie kontuzji i prezentuje stabilną formę. O takiego gracza w obecnych realiach piłkarskiego rynku transferowego jednak niezmiernie ciężko. Kandydatem numer jeden jest Alexis Sánchez – bramkostrzelny Chilijczyk, którego ciężko przypisać do konkretnej pozycji. Gdyby jednak trafił do Bayernu, bez cienia wątpliwości przypadłoby mu miejsce na lewym skrzydle.


Alexisowi pozostał jeszcze rok kontraktu w Arsenalu, jednak w obliczu fatalnej postawy zespołu z The Emirates zwłaszcza w drugiej części sezonu i notorycznego braku sukcesów w lidze czy Champions League, były piłkarz Barcelony nie kryje się z zamiarem opuszczenia północnego Londynu. Chętnych na zatrudnienie 28-latka nie brakuje. Tradycyjnie do walki o jego podpis stanęła cała czołówka Premier League, a oprócz tego Paris Saint-Germain. Warto jednak zwrócić uwagę, że gdy Bayern otwarcie interesuje się jakimś zawodnikiem, nie ma w zwyczaju odchodzić z niczym.


O gruntowne odświeżenie wołał również w tym sezonie środek pola FCB. W drugiej linii „pewniakami” wciąż pozostają Arturo Vidal i Thiago. To zawodnicy z najwyższej półki, gotowi do walki o najwyższe cele. Jednak obok nich w najważniejszych spotkaniach kończącej się kampanii oglądaliśmy w barwach Bayernu Xabiego Alonso, którego postawę w ostatnich miesiącach, z szacunku do jego osiągnięć i fantastycznej kariery, wypada eufemistycznie nazwać wysoce niezadowalającą. „Carletto” brakowało więc środkowych pomocników do pierwszego składu, nie wspominając już o wartościowych zmiennikach. Lothar Matthäus mówił ostatnio, że odpowiednimi kandydatami do zajęcia miejsca odchodzącego na emeryturę Hiszpana byliby Naby Keita, Nabil Bentaleb i Leon Goretzka, a zainteresowanie tym ostatnim potwierdza „Bild”, choć w walce o niego bawarski klub staje znów u boku niemal całej czołówki Premier League. Wielu kibiców Gwiazdy Południa życzyłoby sobie wzmocnienia tej strefy boiska, a wizja Naby’ego Keity w barwach Bayernu elektryzuje nawet postronnych fanów niemieckiej piłki. Ten jednak będzie do wyciągnięcia z Lipska dopiero za rok – wtedy uaktywni się klauzula w jego kontrakcie opiewająca na 45 mln €.

Najświeższym doniesieniem z biur dyrektorów FCB jest poważne zainteresowanie Adrienem Rabiotem z Paris Saint Germain. Od dawna wiadomo, że Carlo Ancelotti bardzo chciałby sprowadzić na Allianz Arena Marco Verattiego, ale jako że włodarze paryskiego klubu nie godzą się na utratę swojego filara środka pola, Bayern zgiął parol na innego pomocnika z Parc des Princes. Na razie brak jakichkolwiek konkretów w temacie kolejnego wzmocnienia tej strefy boiska, ale profil piłkarza, jakiego szuka Bayern jest jasny. Cała piątka przymierzanych przez mistrzów Niemiec kandydatów ma kilka cech wspólnych – są bardzo młodzi, perspektywiczni, ale jednocześnie posiadają pewne doświadczenie z gry na najwyższym poziomie.

Na razie jednak jedynym transferem Bawarczyków na tej pozycji pozostaje Sebastian Rudy pozyskany z Hoffenheim na zasadzie wolnego transferu. 27-letni członek kadry Die Mannschaft z pewnością nie będzie zawodnikiem galowej jedenastki, ale też trudno wyobrazić sobie bardziej wartościowego zmiennika. Rudy z powodzeniem może grać na prawej obronie i w środku pomocy. Na obu pozycjach zapewnia poziom reprezentacyjny, a przy tym nie będzie rościł sobie prawa do gry w pierwszym składzie w najważniejszych meczach.


Razem z nim z przedmieść Sinsheim do Monachium przybędzie Niklas Süle – sprowadzony za 20 mln € niesamowicie utalentowany stoper ze sporym już doświadczeniem w seniorskim futbolu. Biorąc pod uwagę, że z wypożyczenia wróci wreszcie cieszący się zdrowiem Holger Badstuber, przez co liczba stoperów na Allianz Arena wzrośnie do pięciu, można poważnie traktować zapowiedzi o powrocie Javiego Martineza do środka pomocy. Sceptykom należy przypomnieć, że to właśnie on tworzył z Bastianem Schweinsteigerem imponujący duet rządzący drugą linią Bayernu w zakończonej pełnym sukcesem kampanią 2012/13 pod wodzą Juppa Heynckesa. W odwodzie pozostaje Ancelottiemu jeszcze Renato Sanches, od którego w drugim sezonie będzie się wymagać znacznie więcej, a więc kwestię środka pola FCB można uznać tymczasowo za rozwiązaną.


Łączy się ona jednak nierozerwalnie z tematem następcy Philippa Lahma, który podobnie jak Xabi Alonso przejdzie po tym sezonie na emeryturę. W lidze, ze słabszymi rywalami, mogą na tej pozycji występować Sebastian Rudy i Rafinha, ale kto zabezpieczy monachijczykom prawą flankę w kluczowych meczach sezonu? Wedle słów włoskiego szkoleniowca, to zadanie przypadnie Kimmichowi. On jednak nigdy nie został jeszcze poważnie zweryfikowany jako prawy obrońca i ten pomysł nie wszystkim się podoba. Dlatego z radością przyjęto informacje o zainteresowaniu Bayernu utalentowanym prawym defensorem Bayeru Leverkusen Benjaminem Henrichsem, który mimo ledwie 20 lat zdążył już zadebiutować w dorosłej reprezentacji Niemiec.

Najprzyjemniejszym z transferowych problemów Bayernu zdaje się znalezienie zmiennika dla Roberta Lewandowskiego. Po doświadczeniach z tegorocznego ćwierćfinału Ligi Mistrzów taki ruch jest już raczej przesądzony. Pozostaje tylko pytanie, na kogo padnie wybór. Dwaj główni kandydaci to Mario Gómez i Sandro Wagner. Obaj grali w przeszłości w Bayernie i obecnie na poziomie Bundesligi zapewniają swoim drużynom kilkanaście goli w sezonie. Pierwszy z nich zdążył już jednak publicznie zadeklarować, że nie zamierza wracać do Monachium ze względu na zbyt mocną pozycję Lewandowskiego. Drugi podobno wciąż zastanawia się, czy przyjąć ofertę byłego pracodawcy. W międzyczasie natomiast Huub Stevens, szanowany w Niemczech holenderski trener, lobbuje za sprowadzeniem na Allianz Arena młodego napastnika Ajaxu Amsterdam Kaspera Dolberga, który jego zdaniem ma podobną charakterystykę do polskiego snajpera. Inna teoria zakłada, że jeśli uda się sprowadzić Alexisa Sáncheza, to właśnie Chilijczyk będzie grał na pozycji numer „9” pod nieobecność kapitana Biało-Czerwonych, a wówczas ktoś inny zastąpi go na skrzydle.

Bayern już dziś zapewnił sobie na nadchodzący sezon wzmocnienia na dwóch pozycjach. Dogadane są już wspomniane transfery Rudego i Sülego, ale tego lata na Allianz Arena pojawi się na pewno oprócz nich jeszcze co najmniej dwóch nowych piłkarzy – najprawdopodobniej na pozycjach napastnika i skrzydłowego. Niewykluczone jednak, że Bayern na tym nie poprzestanie i po latach niepowodzeń w walce o kolejny puchar Ligi Mistrzów Bawarczycy uzbroją się tak, aby przeciwności losu, a w szczególności kontuzje nie były w stanie osłabić zespołu tak mocno, jak to miało miejsce w bieżącym sezonie. Kto wie, być może tegoroczna dotkliwa porażka na wielu frontach okaże się nawet dla Bayernu bardziej korzystna niż ewentualny sukces…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *