Dk6qZ1PXoAUnYId

Jeszcze nie zdążył kopnąć piłki w nowych barwach, a już wielu piłkarskich ekspertów zdążyło obwieścić go jednym z najbardziej przepłaconych piłkarzy w historii Premier League. Pozyskany z Watfordu skrzydłowy pozostał jednak głuchy na nieprzychylne dla siebie opinie i nie zważając na pokaźną kwotę, jaką musieli wyłożyć na niego działacze The Toffees, szybko zaczął spłacać swój transfer. Zaledwie dwa efektowne występy ligowe wystarczyły, aby Richarlison zjednał sobie większość sympatyków z Goodison Park, a nawet zaczął być porównywany do klubowych legend – Dixiego Deana czy Duncana Fergusona.

Efektowny start sezonu w wykonaniu wychowanka América Futebol Clube nie jest niczym nowym. Kiedy przed trzema laty debiutował w profesjonalnym futbolu, w pierwszym zespole popularnych Coelho, wystarczyło mu zaledwie dziesięć minut przebywania na boisku, aby wpisać się na listę strzelców (gol na 3:1 przeciwko Mogi Mirim – przyp. red.). Tydzień później w 12. kolejce brazylijskiej Serie B pokonał z kolei bramkarza ABC Futebol Clube, a oba te spotkania ekipa z Belo Horizonte rozstrzygnęła na swoją korzyść. Jeszcze efektowniej w nowe rozgrywki Richarlison wchodził w kolejnym klubie – Fluminense. W inauguracyjnym spotkaniu Série A w barwach Tricolor przeciwko… swoim byłym kolegom zaliczył asystę przy zwycięskim golu Freda, byłego reprezentanta Canarinhos znanego m.in. z występów w Olympique Lyon, zaś na wstępie Campeonato 2017 zanotował dwa trafienia i aż trzy asysty w czterech pierwszych meczach. Sęk w tym, że urodzonemu w Nova Venécia piłkarzowi nigdy nie udawało się utrzymać imponującej skuteczności na przestrzeni całych rozgrywek.

Nie inaczej było po przeprowadzce do Europy. Pozyskany za nieco ponad 11 mln £ skrzydłowy doskonale wprowadził się do zespołu Szerszeni i zaczynał powoli wyrastać na ważną postać najbogatszej ligi świata. 5 bramek i 3 asysty w pierwszych 13. ligowych meczach, w dodatku w zespole z ambicjami na miejsce w środku ligowej stawki, budziło uznanie wielu brytyjskich obserwatorów, którzy do tej pory mogli kojarzyć Richarlisona głównie z występów dla reprezentacji Brazylii U-20 przeciwko rówieśnikom z kadry Synów Albionu (na początku września 2016 roku wystąpił w dwóch spotkaniach towarzyskich w Burton upon Trent oraz w Kidderminster – dod. red.). Takiego wejścia do Premier League mogli pozazdrościć swojemu młodszemu rodakowi Willian, czy też Roberto Firmino.


Udana passa zakończyła się definitywnie na grudniowym spotkaniu z Crystal Palace (1:2), w którym Brazylijczyk zaliczył swoją ostatnią asystę w angielskiej ekstraklasie. Kolejne 21 ligowych meczów było w jego wykonaniu zupełnie bezowocne, choć aktywności i zaangażowania nie sposób było Richarlisonowi odmówić. Na przełomie marca i kwietnia ówczesny menedżer Watfordu, Marco Silva, odstawił nawet na moment od wyjściowego składu Latynosa, w którego mocno wierzył, ale to nie wpłynęło na poprawę wyników The Hornets w końcówce kampanii 2017/18. W ocenach za poprzedni sezon angielscy żurnaliści nie byli zgodni co do 21-latka.

Zważywszy na słabą drugą połowę rozgrywek, ogromne zdziwienie wywołała więc informacja o przenosinach Richarlisona do próbującego po raz kolejny nawiązać do lat świetności Evertonu. Cała transakcja miała opiewać na około 50 mln £, a piłkarz związał się z nowym pracodawcą aż pięcioletnim kontraktem. Nikt nie miał wątpliwości, że głównym orędownikiem pozyskania skrzydłowego był nowy portugalski szkoleniowiec The Toffees, który do niedawna pracował z nim na Vicarage Road.


W mediach społecznościowych fani futbolu z całego globu błyskawicznie zaczęli wyrażać swoje negatywne opinie na temat posunięcia działaczy z niebieskiej części Merseyside, w głównej mierze skupiając się na nieproporcjonalnej do umiejętności zawodnika kwocie odstępnego. Eksperci i dziennikarze na Wyspach również z dużą rezerwą podchodzili do tego transferu, zwłaszcza że bardzo oszczędny w słowach był sam Silva, który apelował jedynie o cierpliwość i czas na adaptację dla nowego nabytku. Wszem i wobec wypominano Brazylijczykowi niechlubną serię 28 spotkań bez gola, nakładając na jego barki ogromną presję. W tym całym zamieszaniu zapomniano najwyraźniej o pewnej przypadłości triumfatora Taça Guanabara z 2017 roku…

„To był jeden z tych zawodników, którego jako sztab szkoleniowy dokładnie przeanalizowaliśmy pod kątem przydatności do zespołu. Po tej analizie poszedłem do dyrektorów i powiedziałem: „Musimy kupić tego piłkarza!”

Marco Silva, menedżer Evertonu

„Wiele zawdzięczam Marco. Przeprowadziłem się tutaj [na Goodison Park – red.] z jego powodu. To on pomagał mi w Watfordzie każdego dnia i był dla mnie wyjątkowo dobry”

Richarlison

Pierwsze mecze nowej kampanii Premier League ponownie należą do wychowanka América FC. Richarlison w najlepszy możliwy sposób odwdzięczył się swojemu trenerowi za niesłabnące zaufanie – aplikując dwóm rywalom aż 3 gole. Najpierw za sprawą kapitalnej dyspozycji Brazylijczyka The Toffees uniknęli porażki na stadionie beniaminka z Wolverhampton (2 trafienia, od 40. minuty Everton grał w osłabieniu – przyp. red.), a w miniony weekend pokonał bramkarza Southamptonu w wygranym 2:1 spotkaniu przed własną publicznością. Równie „wystrzałowym” debiutem w niebieskiej koszulce mogli dotąd pochwalić się jedynie Brian McBride i Romelu Lukaku.



Ale strzelanie bramek to nie jedyny aspekt, w którym na starcie rozgrywek imponuje gracz z Kraju Kawy. Richarlison znacząco poprawił się również grze defensywnej. W całym poprzednim sezonie tylko 29 razy potrafił zażegnać niebezpieczeństwo pod własną bramką wybijając piłkę z linii obrony, a w dwóch premierowych spotkaniach nowej kampanii robił to już pięciokrotnie, dokładając do tego pięć wślizgów i trzy przechwyty. Choć do tej pory nie sposób było podejrzewać Brazylijczyka o tak duże zaangażowanie w działania destrukcyjne, dla szkoleniowca The Toffees nie stanowi to wielkiego zaskoczenia.

„Dla mnie to żadna niespodzianka. Wiemy, że umie zdobywać gole w ważnych momentach, ale potrafi również wspierać drużynę zarówno gdy jesteśmy w posiadaniu piłki, jak i bez niej.”

Marco Silva o Richarlisonie

Nic dziwnego, że nie tylko kibiców na Goodison Park, ale także brytyjskich dziennikarzy zauroczyła postawa 21-latka w pierwszych ligowych występach w nowych barwach. Dziennikarz bulwarówki „The Mail on Sunday” w przypływie emocji pokusił się nawet o zestawienie Richarlisona w jednym szeregu z klubowymi legendami – mającym swój pomnik przed stadionem wybitnym napastnikiem Dixie’m Deanem (349 goli w 399 meczach w latach 1925–1937) oraz byłym reprezentantem Szkocji Duncanem Fergusonem (łącznie 63 trafienia w 249 meczach). Na swoje miejsce w panteonie sław Evertonu pozyskany z Vicarage Road skrzydłowy dopiero pracuje, ale trzeba przyznać, że bardzo szybko potrafił zjednać sobie sympatię lokalnej społeczności. A przy okazji zawstydził tęgie futbolowe głowy, które nie wróżyły mu wielkiej kariery w niebieskiej części Merseyside.

Ze znajdującym się w świetnej formie Richarlisonem, odzyskującym powoli boiskową błyskotliwość Gylfim Sigurðssonem, a także obiecującym katalońskim zaciągiem (Yerry Mina, Lucas Digne, André Gomes) 9-krotny mistrz Anglii rzeczywiście może w bieżących rozgrywkach pokrzyżować szyki czołowej szóstce, choć w tej roli wielu widziało solidnie przebudowany West Ham United z Łukaszem Fabiańskim między słupkami. Tymczasem nowa drużyna reprezentanta Polski po 2. kolejkach zajmuje przedostatnie miejsce w tabeli, podczas gdy podopieczni Marco Silvy okupują siódmą lokatę. Gdyby The Toffees zakończyli sezon na obecnej pozycji, z pewnością Panowie Farhad Moshiri i Bill Kenwright byliby usatysfakcjonowani. Portugalski szkoleniowiec ma jednak znacznie bardziej wygórowane ambicje, których do tej pory nie mógł zrealizować ani w Hull, ani w Watfordzie. Teraz nadarza się przed nim prawdopodobnie życiowa szansa, choć poprawienie czy choćby wyrównanie osiągnięcia Davida Moyesa z kampanii 2004/05 (4. miejsce w Premier League, udział w eliminacjach do Ligi Mistrzów i odpadnięcie w dwumeczu z Villarrealem – przyp. red.) może okazać się niewykonalne. Wiele zależeć będzie od dalszej dyspozycji młodego Canarinho, który do tej pory, zamiast rozwijać skrzydła z każdym kolejnym meczem, konsekwentnie obniżał piłkarskie loty.

„Teraz czuję się lepiej przygotowany. Znam już rytm i styl gry w Premier League, co pomaga mi w osiągnięciu sukcesu. Chcę być najlepszym strzelcem ligi, wprowadzić Everton z powrotem do Ligi Mistrzów i zadebiutować w seniorskiej reprezentacji Brazylii”

Richarlison

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *