DWoM54xW0AAxs-E

W ostatnich tygodniach w zespole Lecha Poznań zdecydowanie najgłośniej było o 19-letnim obrońcy Robercie Gumnym, który mimo młodego wieku wzbudza już duże zainteresowanie nie tylko na krajowym, ale także zagranicznym podwórku. O feralnym transferze do Borussii Mönchengladbach, karierze reprezentacyjnej oraz rywalizacji o pierwszy skład porozmawialiśmy z wychowankiem Kolejorza tuż po końcowym gwizdku niedzielnego hitu przy Łazienkowskiej 3, zakończonego triumfem gospodarzy.

Nasz Futbol: Wielu postronnych obserwatorów tego meczu stwierdziło, że byliście dzisiaj zespołem lepszym od Legii, ale paradoks polega na tym, że przegraliście po dość kontrowersyjnym rzucie karnym…

Robert Gumny: Miło to słyszeć. Myślę jednak, że w pierwszej połowie to Legia była trochę lepszym zespołem, ale w drugiej już my dominowaliśmy – to prawda. „Siedliśmy” na Legię i stwarzaliśmy sobie sytuacje podbramkowe, przez co narażaliśmy się na groźne kontry. Koniec końców mogliśmy być w tym spotkaniu górą, lecz sędzia trochę pomógł gospodarzom w odniesieniu zwycięstwa.


Byliście zaskoczeni, że sędzia Marciniak podjął decyzję o podyktowaniu „jedenastki” bez podchodzenia do monitora z powtórkami?

Ja do końca meczu byłem przekonany, że arbiter zweryfikował to na wideo i była ewidentna ręka. Ze swojej perspektywy widziałem tylko, że Mączyński zrobił „stołeczek”, Kostevych szeroko rozłożył ręce i piłka dotknęła go w dłoń, ale nie zmieniła kierunku lotu, wręcz „wychodziła” z pola karnego. Dla mnie to nieco szokująca decyzja pana Marciniaka. Myślę, że w meczu o takim ciężarze gatunkowym nie powinno się gwizdać takich karnych.


Biorąc pod uwagę wyłącznie Waszą dzisiejszą postawę, zwłaszcza w drugiej połowie, czy jest to symptom, który zwiastuje rychłą poprawę wyników osiąganych przez Lecha w delegacjach? Wciąż jesteście bowiem drużyną o dwóch twarzach – niepokonani u siebie i nieskuteczni na wyjazdach.

Rzeczywiście, nie umiemy wygrać na obcym stadionie już od ponad pół roku, ale przy Łazienkowskiej pokazaliśmy, że potrafimy grać na wyjeździe – i to na jakim terenie! Teraz na szczęście mamy dwa mecze u siebie i póki co skutecznie bronimy „Twierdzy Poznań”, więc to Jagiellonia i Lechia muszą się bać, bo przy Bułgarskiej gramy bardzo dobrze.

Najbliższy mecz z Jagiellonią urasta więc do rangi arcyważnego, ale już przed niedzielnym hitem w Warszawie mówiło się, że to może być spotkanie, które przesądzi o mistrzostwie. Czy czujecie, że tytuł oddalił się od Was po porażce z Legią?

Myślę, że jest jeszcze za wcześnie, żeby przesądzać kwestię mistrzostwa. Każdy jeszcze może się potknąć, a my możemy rywali dojść. Przewaga lidera nie jest jakaś ogromna, na poziomie chociażby kilkunastu punktów. Odrobienie 5 oczek to kwestia dwóch wpadek Legii. My musimy po prostu trzymać formę i wygrywać z  każdym do końca sezonu, a wtedy sytuacja w tabeli może się odwrócić o 180 stopni.


Sporo przed Derbami Polski mówiło się w mediach o tym, że posada Waszego szkoleniowca, Nenada Bjelicy, jest zagrożona. Czy takie głosy w ogóle do Was docierały?

Absolutnie nie miało to żadnego wpływu na naszą dzisiejszą postawę na boisku. Do mnie na przykład żadne tego typu dywagacje nie doszły, że trener Bjelica mógłby zostać zwolniony w przypadku porażki w Warszawie.

Abstrahując nieco od meczu z Legią, nie mogę nie zapytać o ten nieszczęsny, niedoszły transfer do Borussii Mönchengladbach. Czy po tym, jak przenosiny do Niemiec nie wypaliły, długo jeszcze rozmyślałeś nad tym tematem, czy jednak byłeś w stanie szybko wykasować to z głowy i wrócić do codziennych obowiązków?

Wiadomo, że to był dla mnie spory cios, ale potrafiłem dość szybko wyrzucić to z pamięci. Właściwie tylko jeden dzień dłużej nad tym wszystkim rozmyślałem, a już następnego pojawiłem się na treningu Lecha i zapomniałem o całej sytuacji. Skupiam się na tym, co jest teraz i staram się utrzymać formę z jesieni, a co wydarzy się dalej, to się okaże.

Bundesliga to jest Twój wymarzony kierunek?

Wymarzony to może nie, ale na pewno Borussia Mönchengladbach to wielki klub, który też ma w kadrze wielu młodych zawodników i między innymi dlatego był to fajny kierunek.

1 stycznia dołączył do Was doświadczony norweski defensor Thomas Rogne, były piłkarz m.in. Celticu czy Wigan Athletic. Czy obawiasz się konkurencji z jego strony?

Rogne jest nominalnym środkowym obrońcą, więc raczej nie będzie występował na mojej pozycji. Poza tym lubię dużą konkurencję. Nie ma zatem co narzekać – trzeba się cieszyć, że wszyscy chcą grać. W takiej sytuacji każdy musi wykrzesać z siebie maksimum możliwości, żeby wywalczyć sobie miejsce w wyjściowym składzie.

Na koniec temat reprezentacji Polski. Wielkimi krokami zbliża się mundial, na którym Biało-Czerwonych nie było od 12 lat. Czy ktokolwiek ze sztabu szkoleniowego seniorskiej kadry kontaktował się już z Tobą? Czy w związku z tym masz jeszcze nadzieję na sensacyjne powołanie na Mistrzostwa Świata w Rosji, jako że selekcjoner często bywa na hitowych meczach Ekstraklasy i bacznie obserwuje zwłaszcza młodych-gniewnych, jak Ty, Sebastian Szymański czy Konrad Michalak?

Nikt z seniorskiej reprezentacji jeszcze się ze mną nie kontaktował. Na razie skupiam się na kadrze U-21, gdzie jestem podstawowym zawodnikiem u trenera Czesława Michniewicza. Niemniej czekam na powołanie od selekcjonera Nawałki, bo jestem już na przedostatnim szczeblu w piłce reprezentacyjnej. Tylko moja dobra postawa może spowodować, że otrzymam zaproszenie na zgrupowanie kadry A.


Uważasz, że udział w tak wielkim turnieju, jakim jest piłkarski mundial, nie przerósłby możliwości ledwie 19-letniego zawodnika bez doświadczenia w pierwszej reprezentacji?

Jeśli pojawiłby się taka okazja, na pewno chciałbym pojechać na Mistrzostwa Świata i raczej z tego powodu nogi pode mną by się nie ugięły – zwłaszcza po takich meczach, jak ten dzisiejszy z Legią. Podobnie było w przypadku niedoszłego transferu do Gladbach. Kiedy usłyszałem, że wypadł im obrońca, to nawet chwili się nie wahałem. „Wsiadam i jadę!” – powiedziałem, no ale jak to się skończyło, wszyscy wiemy… Nie uważam jednak, że wyjazd na mundial do Rosji byłby ponad moje siły.

Rozmawiał: Mateusz Świst

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *