Kownacki w Sampdorii - foto główne

Sampdoria Genua stała się w ostatnim czasie prawdziwym magnesem dla utalentowanych polskich zawodników młodego pokolenia. Kolejnym graczem, który dołączył do Karola Linettego i Bartosza Bereszyńskiego na Stadio Luigi Ferraris jest Dawid Kownacki. Oceniamy, czy taki ruch dla byłego napastnika Lecha Poznań jest opłacalny i jakie szanse na rozwój w dziesiątej drużynie Serie A poprzedniego sezonu ma młodzieżowy reprezentant Polski.


Ekipy z włoskiej elity już od jakiegoś czasu obserwowały Dawida Kownackiego. W styczniu ofertę w wysokości 3 mln € za 20-letniego atakującego złożyła Fiorentina, jednak działacze Kolejorza zażądali miliona więcej, przez co negocjacje upadły. Na początku lata po utalentowanego zawodnika zgłosiła się Sampdoria, która podobno była gotowa rozpocząć rozmowy transferowe od sumy 2,5 mln €. Taka kwota za młodego kadrowicza wydawała się rozsądna, jednak nie do końca zadowalała ona włodarzy Lecha, którzy oczekiwali oferty na poziomie 3,5 – 4 mln €. Przeciętny występ popularnego „Kownasia” na Młodzieżowych Mistrzostwach Europy nie podbił tej ceny i wydaje się, że 4 mln € wystarczyło, aby gorzowianin dostał zielone światło na przenosiny na Półwysep Apeniński.


Czy Genua to jednak dobry kierunek dla Kownackiego? Patrząc na pierwszy sezon Linettego i Bereszyńskiego, odpowiedź jest twierdząca. Obaj reprezentanci Polski płynnie przeskoczyli z Ekstraklasy do Serie A i zaliczyli dwucyfrową liczbę występów w pierwszym składzie Blucerchiatich. Co prawda przeplatali słabsze mecze dobrymi, ale bez wątpienia stali się ważnymi ogniwami ekipy Marco Giampaolo, przez co zainteresowały się nimi mocniejsze drużyny. Pozycja na Stadio Luigi Ferraris zarówno Linettego, jak i Bereszyńskiego jest już na tyle mocna, że specjalny reportaż o tej dwójce przeprowadziła ostatnio „La Gazzetta dello Sport”, której dziennikarze w samych superlatywach wypowiadali się o premierowym sezonie w Dorii w wykonaniu duetu z Polski.

DAviXWTXUAApxPz

W Sampdorii Kownacki spotkałby się z nieporównywalnie większą niż w Lechu rywalizacją w formacji ataku. Giampaolo preferuje ustawienie 1-4-3-1-2, z dwoma napastnikami i jednym ofensywnym pomocnikiem. W tym sezonie w podstawowym składzie najczęściej wychodzili doświadczony atakujący Fabio Quagliarella z przebojowym Luisem Murielem, a z ławki w drugiej połowie pojawiał się super rezerwowy Patrik Schick. Czech to prawdziwa rewelacja minionej kampanii, bowiem większość ze swoich jedenastu bramek zdobył właśnie jako dżoker.


Szansą dla Polaka jest letnia wyprzedaż w szeregach Sampy. Ofertę z Juventusu ma na stole wspomniany Schick, który jednak po ewentualnym transferze do Starej Damy ma być ponownie wypożyczony do ekipy ze stolicy Ligurii na kolejny sezon. Definitywnie sprzedany został natomiast Muriel. Kolumbijczyk od dawna nosił się z zamiarem przeprowadzki do silniejszego zespołu i ostatecznie wybrał Sevillę.


Jedynym poważnym rywalem dla Kownackiego, zakładając odejście wyżej wymienionych graczy, zostałby zatem Fabio Quagliarella. Włoski napastnik mimo 34 lat na karku jest praktycznie nie do zdarcia. W zakończonym sezonie rozegrał aż 37 spotkań, w których strzelił 12 bramek. Pozostanie w składzie Schicka doprowadziłoby z kolei do rywalizacji Polaka z młodym Czechem. Lechita znalazłby się jednak w o tyle uprzywilejowanej sytuacji, iż wychowanek Sparty Praga byłby na Stadio Luigi Ferraris jedynie wypożyczony. W takich przypadkach kluby nierzadko wolą promować innych młodych graczy, a takim jest właśnie „Kownaś”. W kadrze drużyny z Genui znajduje się jeszcze Ante Budimir, jednak Chorwat w poprzednich rozgrywkach zaliczył tylko 11 spotkań i najprawdopodobniej również opuści ekipę Blucerchiatich. Na ten moment konkurencja w Sampdorii jest więc spora, ale letnie mercato powinno sprawić, że z dziesiątego zespołu minionej kampanii Serie A „odpłynie” kilku ważnych zawodników.

Kownacki mógłby jednak zastąpić nie tylko Schicka czy Muriela, ale stanowić poważną alternatywę dla typowej „dziesiątki”. Na tej pozycji występuje obecnie Bruno Fernandes, jednak Portugalczyk często zalicza duże wahania formy, dlatego jego pozycja w liguryjskim zespole nie jest zbyt mocna. Wychowanek Kolejorza dobrze czuje się także na obu flankach, lecz w ustawieniu Giampaolo brak miejsca dla typowych skrzydłowych.

Grafika Smapdoria

Wydaje się, że mimo zainteresowania ze strony wielu zespołów z Bundesligi i innych czołowych lig europejskich, Kownacki podjął dobrą decyzję i wybrał dla siebie najlepszą opcję. W zespole ze Stadio Luigi Ferraris 20-latek powinien otrzymać sporo szans do zaprezentowania swojego niemałego potencjału. Dodatkowo w Genui nie ma zbyt wielkiej presji, a trener Giampaolo to taktyczny geniusz. Linetty i Bereszyński wspominali w jednym z wywiadów, że trener Dorii ma kilka różnych opcji rozegrania autu (!), więc utalentowany atakujący zrobiłby pod jego wodzą kolejny krok do przodu. Sampdoria kusi również tym, że nie robi swoim zawodnikom problemów, jeżeli do klubowych gabinetów napłynie oferta z mocniejszych drużyn. Kownacki może się zatem w ekipie Blucheriatich skutecznie wypromować i zapracować na transfer do czołowego zespołu włoskiej ekstraklasy. W aklimatyzacji w Ligurii reprezentantowi Polski U-21 pomogliby z pewnością jego byli koledzy z Lecha, który mają za sobą pierwszy sezon na boiskach Serie A. La Samp słynie także z dobrej pracy z juniorami. Ekipa Primavery doszła w tym roku do ćwierćfinału młodzieżowych rozgrywek, a w pierwszej drużynie ochoczo stawiają na piłkarski narybek, co może działać tylko na korzyść urodzonego w Gorzowie Wielkopolskim napastnika.


Sampdoria wydaje się zatem przemyślaną opcją dla szukającego nowych wyzwań Dawida Kownackiego. Polak nie wpadnie od razu w wir wielkich oczekiwań i nie będzie musiał od początku masowo trafiać do siatki, ale dostanie niezbędny czas na zaaklimatyzowanie się w nowym otoczeniu. Przenosiny na Stadio Luigi Ferraris mogą natomiast przynieść młodemu snajperowi liczne korzyści, na czele z rozwojem taktycznym i stricte sportowym, wszak na polskich boiskach próżno szukać defensorów pokroju Giorgio Chielliniego, Leonardo Bonucciego czy Mattii Caldary.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *