imgID164443309

Jako młodzieżowiec grał na chwałę Szkocji, ale ostatecznie postanowił reprezentować ojczyznę swojego ojca, który pochodzi z Toronto. Najlepsze lata klubowej kariery spędził natomiast w Anglii, gdzie najpierw związał się z trzecioligowym wówczas Huddersfield Town, a następnie dołączył do zespołu konsekwentnie budowanego przez Seana Dyche’a i to właśnie pod okiem tego szkoleniowca poczynił największe postępy. W ekskluzywnej rozmowie dla portalu Nasz Futbol Scott Arfield opowiedział między innymi o swoich wspomnieniach związanych z ekipą The Clarets oraz okolicznościach transferu do drużyny aktualnego wicemistrza Scottish Premiership.

Spodziewaliście się aż tak trudnego meczu przeciwko Legii?

Rzeczywiście, to było trudne starcie. Mecz wyglądał dokładnie tak, jak można było zakładać przed jego rozpoczęciem. Niemniej jednak jesteśmy zadowoleni z osiągniętego w Warszawie rezultatu. Czekamy teraz na spotkanie przed własną publicznością.

Liga Europy to jedne z czterech rozgrywek, w których bierzecie udział, obok zmagań ligowych i dwóch krajowych pucharów. Czy którymś nadaliście szczególny priorytet?

Wszystkim! [śmiech] Dopóki w drużynie nie będzie plagi kontuzji, będziemy koncentrować się na wygraniu każdego najbliższego spotkania. Każde z tych rozgrywek są dla nas równie ważne.

Ubiegły sezon był najlepszym w Twojej dotychczasowej karierze pod względem statystyk – zdobyłeś aż 12 goli i zaliczyłeś 7 asyst. Klub z Glasgow okazał się dla Ciebie optymalnym miejscem do rozwoju kariery?

Zdecydowanie. Na tym etapie swojej kariery zdecydowałem się na powrót do Szkocji, bo pojawiła się możliwość związania z wielkim klubem mającym wspaniałe tradycje. Jestem bardzo wdzięczny, że otrzymałem swoją szansę w zespole Rangers FC. Możliwość reprezentowania barw 54-krotnego mistrza kraju to dla mnie coś fantastycznego!

Czy w przypadku kolejnych równie udanych rozgrywek rozważyłbyś jeszcze powrót do angielskiej Premier League?

Nie sądzę. Nigdy nie mów nigdy, ale w Glasgow jestem na razie bardzo szczęśliwy. Ostatni, udany sezon otworzył przed nami i całym klubem nowe możliwości. Uważam, że powinienem się teraz skupić na tym, aby odnieść sukces z obecnym zespołem i pomóc mu najlepiej jak będę potrafił.

Przez 5 sezonów z powodzeniem występowałeś w drużynie Burnley FC. Jak wspominasz współpracę z charyzmatycznym menedżerem Seanem Dyche’m – żywą legendą tego klubu? Jakim jest trenerem i człowiekiem?

Doprawdy znakomitym! Był dla mnie wspaniały, poświęcał mi wiele czasu. Po jego wodzą rozegrałem w Burnley prawie 200 spotkań (dokładnie 193 – przyp. red.). Bardzo dobrze współpracowaliśmy i dogadywaliśmy się przez te 5 sezonów, podczas których mogłem zasmakować rywalizacji w Premier League. Udało nam się wspólnie wywalczyć dwa awanse do najwyższej klasy rozgrywkowej oraz spędzić w angielskiej elicie w sumie aż 3 lata. Czas spędzony na Turf Moor z trenerem Dyche’m był fantastycznym okresem – zarówno dla mnie, jak i dla całego klubu.


Na co stać ekipę The Clarets w kampanii 2019/20?

Sądzę, że na nieco więcej niż w poprzednim sezonie (Burnley zajęło 15. miejsce w lidze – przyp. red.). Przez ostatnie lata klub nie dokonał zbyt wielu transferów, zwłaszcza linia pomocy pozostała niemal niezmieniona. Aby skutecznie rywalizować na poziomie Premier League, drużyna powinna stawać się silniejsza – myślę, że menedżer zdaje sobie z tego sprawę. W tym okienku udało się jednak pozyskać kilku nowych zawodników (m.in. doświadczonych Jaya Rodrígueza, i Erika Pietersa, a także wypożyczyć z Chelsea byłego mistrza Anglii – Danny’ego Drinkwatera – dod. red.). Cieszę się, że Sean Dyche wciąż może liczyć na pełne wsparcie zarządu.

Rozmawiał: Mateusz Świst

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *