a10581513461418

Szybko okrzyknięty mianem jednego z najzdolniejszych polskich piłkarzy młodego pokolenia, a w lidze konsekwentnie pomijany przez słynącego ze świetnej pracy z utalentowanymi adeptami futbolu trenera Romeo Jozaka. Kończący się rok był dla Sebastiana Szymańskiego testem charakteru i cierpliwości, której akurat nastoletniemu pomocnikowi Legii Warszawa nie brakuje. O aktualnej sytuacji w klubie i planach na najbliższą przyszłość porozmawialiśmy z młodzieżowym reprezentantem Polski tuż po ostatnim meczu ligowym z Wisłą Płock.

Nasz Futbol: Porażkę Legii na własnym stadionie z Wisłą Płock należy traktować w kategoriach sporej niespodzianki, zwłaszcza że przy Łazienkowskiej pozostawaliście niepokonani od 17 ligowych spotkań. Czy była ona wynikiem Waszej słabszej dyspozycji dnia, czy jednak to Nafciarze tym razem zawiesili Wam poprzeczkę wyjątkowo wysoko, agresywnie atakując rywala z piłką już w okolicach linii środkowej?

Sebastian Szymański: Myślę, że to my nie zaprezentowaliśmy dzisiaj pełni swoich możliwości i nie zagraliśmy na takim poziomie, na jakim potrafimy. Wisła szybko strzeliła dwie bramki i to ustawiło całe spotkanie. Potem nasi przeciwnicy umiejętnie się bronili, dobrze odbierali nam piłkę i wychodzili do kontr. Próbowaliśmy wprawdzie odmienić losy meczu, ale bezskutecznie.

Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że kończące rundę jesienną spotkanie było swoistym podsumowaniem tego mizernego roku w wykonaniu Legii. Odpadliście w eliminacjach do Ligi Mistrzów i Ligi Europy, wcześniej przegraliście Superpuchar z Arką Gdynia…

To prawda, ale to już jest za nami. Tego nie cofniemy – musimy zaakceptować to, co się wydarzyło i patrzeć do przodu. Ten najcięższy okres, który przechodziliśmy na początku sezonu, mamy już za sobą i teraz jesteśmy w dobrym miejscu. Zajmujemy przecież fotel lidera, ale z ostatecznymi rozstrzygnięciami trzeba poczekać do końca sezonu.


Ile swojego sportowego potencjału traci Legia po odejściu Guilherme?

Na pewno dużo, bo wiemy, jak dobrym człowiekiem i piłkarzem jest „Gui”, co niejednokrotnie udowadniał na boisku. Często „ciągnął” naszą grę, odmieniał oblicze drużyny i za to należy mu się chwała i ogromne podziękowania. Teraz niech idzie zdobywać to, o czym marzy.

A czy Ty po niedawnym przedłużeniu kontraktu do 2022 roku myślisz jeszcze o zimowym transferze, czy na chwilę obecną jest to temat zamknięty?

Niczego nie chcę deklarować, bo życie jest przewrotnie i pisze różne scenariusze. Chciałbym zostać w Legii, ale wiadomo, że potrzebuję gry.

No właśnie, czy nie brakuje Ci tych minut w Ekstraklasie? Teraz w końcu zagrałeś całą połowę, co było Twoim najdłuższym występem w lidze od sierpniowej potyczki z Zagłębiem…

Na pewno chciałbym otrzymywać więcej szans w lidze, ale kiedy drużyna wygrywa, wszystko idzie we właściwym kierunku i nikt nie ma prawa narzekać, bo naszym najważniejszym celem jest mistrzostwo Polski oraz kolejne zwycięstwa.

Występami w Pucharze Polski dawałeś trenerowi argumenty, żeby stawiał na Ciebie częściej, ale najwyraźniej to nie wystarczyło…

Niestety nie zawsze można dostać to, czego się chce. Ale mimo tego chcę jeszcze zostać w Legii i zobaczyć, jak moja sytuacja dalej się potoczy.


Występowałeś już na wielu frontach – począwszy od Młodzieżowej Ligi Mistrzów, poprzez Puchar Polski i Ekstraklasę, aż po eliminacje do Champions League i Europa League. Jak duży jest przeskok pomiędzy rozgrywkami młodzieżowymi a futbolem seniorskim na europejskim poziomie?

Kiedy gra się w piłce seniorskiej, a potem „schodzi” z powrotem do piłki młodzieżowej, to wcale nie jest takie łatwe, jakby się wydawało. Kibice myślą, że skoro zawodnik grał w pierwszej drużynie, to potem z rówieśnikami będzie strzelał gola za golem. Wiadomo, że największą uwagę przykuwają Ci młodzi gracze, którzy w piłkarskiej hierarchii znajdują się najwyżej. Nie jest to proste, żeby przestawić się z jednych rozgrywek na drugie, ale wiedziałem, na co się piszę.

Nie jest tajemnicą, że na Waszych meczach często pojawia się selekcjoner Adam Nawałka, który prawdopodobnie będzie chciał powołać na mundial jednego lub dwóch młodych-zdolnych piłkarzy, aby poczuli atmosferę wielkiego turnieju. Czy robisz sobie jakiekolwiek nadzieje, że pojedziesz na Mistrzostwa Świata do Rosji, mimo że w dorosłej kadrze nawet nie zadebiutowałeś?

Czemu nie?! Marzyć zawsze można… Muszę na pewno zrobić jeszcze postęp, bo wiadomo, że droga do tego jest bardzo długa. Jest wielu zawodników przede mną, ale to niczego nie zmienia – nadal muszę ciężko pracować. Wiem, co powinienem jeszcze udoskonalać, a w czym jestem dobry. Na razie selekcjoner jeszcze się ze mną nie kontaktował.

Rozmawiał: Mateusz Świst

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *