C8aAxU3WAAA6dRn

Nie od dzisiaj wiadomo, że warunki do uprawiania futbolu w śnieżnej i lodowej Islandii są wyjątkowo trudne ze względu na bardzo niską temperaturę czy też stale wybuchające gorące źródła. Nie przeszkadza to jednak małemu państwu położonemu w północnej części Europy w cyklicznym wypuszczaniu w świat graczy europejskiego formatu, których nie powstydziłyby się kraje znacznie bardziej pielęgnujące piłkarskie tradycje. Po gwieździe Chelsea i Barcelony Eiðurze Guðjohnsenie przyszedł teraz czas na Gylfiego Sigurðssona. Ofensywny pomocnik Swansea od kilku lat robi w Premier League doskonałą reklamę swojej słynącej m.in. z wybuchów gejzerów ojczyźnie. Czy 27-letni gracz jest już jednak gotowy na to, aby zrobić kolejny poważny krok w swojej piłkarskiej karierze i przenieść się do klubu ze znacznie wyższej półki?

Jeszcze kilka lat temu najbardziej znanym islandzkim piłkarzem był Eiður Guðjohnsen, który jeszcze w 2016 roku związany był z klubem FC Pune City grającym w lidze hinduskiej. Obecnie 37-letni napastnik pozostaje bez kontraktu i znajduje się już u schyłku zawodowej kariery. Pałeczkę po blondwłosym atakującym przejął nowy idol Strákarnir okkar i jednocześnie kapitan reprezentacji Gylfi Sigurðsson. Pomocnik Łabędzi jest obecnie najlepszym ambasadorem wyspy położonej na granicy Morza Arktycznego i Oceanu Atlantyckiego. Licząca zaledwie około 300 tysięcy mieszkańców Islandia potrafi zatem dochować się równie utalentowanych futbolistów, co światowe potęgi na czele z Hiszpanią, Niemcami czy Italią.


Sigurðsson błyskawicznie wszedł w buty bardziej doświadczonego rodaka i od kilku lat sukcesywnie pnie się w futbolowej hierarchii. W walijskiej ekipie walczącej usilnie o utrzymanie w Premier League 27-latek jest prawdziwym mózgiem. To przez wszędobylskiego pomocnika The Swans przechodzi każda akcja zespołu Paula Clementa. Sigurðsson imponuje nie tylko znakomitym przygotowaniem fizycznym, ale również dobrym wyszkoleniem technicznym oraz regularnością. Islandczyk daje Swansea także pierwiastek bezpieczeństwa, a największym zagrożeniem dla rywali są znakomicie wykonywane przez Gylfiego stałe fragmenty gry i szalenie niebezpieczne crossowe piłki posyłane ze szwajcarską precyzją prosto w pole karne rywali. Od 2014 roku, kiedy to wychowanek Fimleikafélag Hafnarfjarðar powrócił na Liberty Stadium, prawie nikt nie może się z nim równać w liczbie goli zdobytych z rzutów wolnych w angielskiej elicie. Sigurðsson aż pięciokrotnie zaskakiwał w ten sposób bramkarzy drużyn przeciwnych i tylko Christian Eriksen ma na koncie o jedno trafienie więcej.

Wrażenie robi także dystans, jaki przebiega Islandczyk na boiskach Premier League w sezonie 2016/17. Wyliczono, że rozgrywający Łabędzi przebiegł już 318,2 km, czyli najwięcej spośród wszystkich graczy występujących w najwyższej klasie rozgrywkowej w Anglii (stan na 14.03.2017 r.).


Ogromny wkład Sigurðssona w dorobek bramkowy Swansea nie może w tej sytuacji dziwić. W 33. meczach bieżącej kampanii ligowej Islandczyk zdobył 8 goli i zanotował aż 12 asyst. Ponadto jest już najlepszym strzelcem w historii walijskiej ekipy – w rozgrywkach Premier League trafiał do siatki aż 33 razy w ciągu czterech sezonów gry na Liberty Stadium (stan na 28.04.2017 r.).

Rozgrywający sezon życia 28-latek robi zatem wszystko, co w jego mocy, aby ekipa Paula Clementa uniknęła degradacji, ale wielkim marzeniem Sigurðssona pozostaje gra w klubie z europejskiego topu, o czym sam zainteresowany wspomniał także w niedawnym wywiadzie dla portalu Goal.com:

„Mam nadzieję, że dzięki dobrym występom w Swansea i reprezentacji Islandii w najbliższej przyszłości będę mógł zagrać w wielkim zespole. Teraz jesteśmy w ciężkim położeniu, ale ja lubię tego rodzaju presję. Staram się robić wszystko z całych sił, aby pomóc zespołowi w zdobywaniu co tydzień trzech punktów”Gylfi Sigurðsson

Menedżer Swansea nie wyobraża sobie ekipy z południowego wybrzeża Walii bez kreatora gry ofensywnej i uważa, że jego podopieczny znajduje się w ścisłym gronie najlepszych środkowych pomocników angielskiej ekstraklasy:

„Myślę, że jest więcej niż dobry. Kiedy zespół jest nisko w tabeli, często zawodnicy są niedoceniani, pomimo tego, że wykonują ogromną pracę dla dobra zespołu. Gylfi jest właśnie takim graczem, który świetnie się sprawdza w tej roli”Paul Clement

Trener Łabędzi wysoko docenia również niezwykłą postawę Islandczyka podczas treningów:

„Każdego dnia trenuje i robi dodatkowe ćwiczenia mające na celu poprawę techniki, wykończenia akcji oraz doskonalenia stałych fragmentów gry. Jest bardzo czujny i żywo zainteresowany tym, co dzieje się na naszych obserwacjach wideo ze spotkań. Ponadto nie tylko dba o swoje ciało, ale również niezwykle profesjonalnie podchodzi do swoich obowiązków”

Clement odniósł się też do sytuacji z ewentualną zmianą pracodawcy przez Sigurðssona w letnim okienku transferowym:

„Nie rozmawiałem z nim dotychczas o tej sytuacji. Myślę, że to dobrze, że ma ambicje, aby grać na najwyższym poziomie. Nie mam z Gylfim żadnych problemów. On ma wpojone wszystkie zasady etyki i ciężko pracuje na treningach” – zakończył były asystent Carlo Ancelottiego w Paris Saint-Germain, Chelsea, Realu Madryt i Bayernie Monachium

Sam zawodnik również bardzo pochlebnie wypowiada się o swoim menedżerze:

„Mam nadzieję, że możemy kontynuować dobrą robotę, która jest już wykonywana od 6-7 tygodni. Clement jest fantastycznym i bardzo dobrze zorganizowanym szkoleniowcem. Jego sesje treningowe stoją na wysokim poziomie. To bardzo pozytywna i bezpośrednia osoba w relacjach jeden na jednego. Wszyscy zawodnicy mają do niego pełne zaufanie”Gylfi Sigurðsson

Pod wielkim wrażeniem występów Sigurðssona i niezwykle udanego dla Islandczyka sezonu jest legenda Arsenalu Thierry Henry. Francuz na antenie Sky Sports stwierdził, że utrzymanie gracza tak dużego kalibru będzie dla The Swans niezwykle trudne:

„Gylfi jest zawodnikiem niesamowitym i nie wiadomo, jak długo jeszcze zostanie na Liberty Stadium”


W lecie rozegra się prawdopodobnie zażarty wyścig o podpis na kontrakcie nietuzinkowego piłkarza, jakim niewątpliwie jest Gylfi Sigurðsson. W brytyjskiej prasie od kilku tygodni non stop przewijają się nazwy klubów żywo zainteresowanych usługami pomocnika rodem z Reykjavíku. Everton, West Ham, Newcastle United, Southampton czy… Tottenham (notabene Koguty zrezygnowały z usług rozgrywającego w lipcu 2014 roku, oddając go za darmo do zespołu Łabędzi – przyp. red.) chcąc pozyskać 27-latka będą się musiały liczyć ze sporym wydatkiem. Szacuje się, że minimalna kwota, jaką powyższe zespoły musiałyby zapłacić za Islandczyka wynosi aż 35 mln £! W lecie 2016 roku Sigurðsson podpisał jednak nowy kontrakt ze Swansea, który obowiązuje go aż do czerwca 2020 roku.

Sigurðsson swoją postawą w tym sezonie udowadnia, że jest gotowy, aby w letnim oknie transferowym zmienić otoczenie. Islandczyk marzy o grze w wielkich firmach pokroju Realu Madryt bądź Paris Saint-Germain, ale czy równie dobrze posłużyłby mu ciepły klimat, skoro z angielską pogodą jest za pan brat? Jedno jest pewne – w przypadku spadku Swansea do Championship po usługi kreatywnego pomocnika ustawią się tabuny chętnych, a wtedy w kolejnych rozgrywkach będziemy oglądać go już w zupełnie innej ligowej rzeczywistości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *