6955e0add7a8780d4ffd3a70d8e6e4bd95458df3 (Kopiowanie)

30 mln € odstępnego za ofensywnego zawodnika w dzisiejszych futbolowych realiach na nikim nie robi już wrażenia. Takie pieniądze europejskie tuzy – przynajmniej z nazwy – wykładają na graczy, co do których wcale nie ma pewności, czy wniosą do zespołu jakąkolwiek jakość. Tyle właśnie musiał zapłacić Bayern Szachtarowi Donieck za Douglasa Costę. Wielu twierdzi, że ta inwestycja zwróciła się już po zaledwie paru miesiącach jego pobytu na Allianz Arena. Mistrzowie Niemiec sprowadzając do siebie 26-letniego skrzydłowego myśleli jednak o wielu nadchodzących sezonach, a nie jednej rundzie, dlatego dziś w Monachium wrze. Bayern, choć wygrywa, gra słabo, Ancelotti jest bezradny, a Costa, który już od roku szuka optymalnej formy, w kluczowym momencie kampanii detonuje pod chwiejącą się konstrukcją zespołu kolejną bombę. Brazylijczyk udzielił bowiem niedawno wywiadu, w którym zdradził, że… nie jest w stolicy Bawarii szczęśliwy i chciałby poszukać nowego klubu.

Costa przybył do Niemiec półtora roku temu – po sezonie, w którym Bayern z powodu nieustannych kontuzji Ribery’ego i Robbena musiał radzić sobie w najważniejszych meczach w zasadzie bez skrzydłowych. Działacze Gwiazdy Południa postanowili więc działać. Tamtego lata oprócz wychowanka Grêmio, a więc zawodnika ukształtowanego i natychmiastowej alternatywy dla któregoś z weteranów, sprowadzono również młodziutkiego Kingsleya Comana. Nie trzeba było długo czekać na weryfikację tych ruchów transferowych. Costa wprost niebywale wprowadził się do zespołu FCB, w pierwszych siedmiu meczach ligowych aż dziesięciokrotnie asystując i strzelając jedną bramkę. Jego dynamika i przebojowość połączona z fantastyczną techniką i brazylijskim polotem zrobiły w Bundeslidze prawdziwą furorę. Nikt wtedy nie mógł spodziewać się, jak potoczy się ta historia…

Costa, jak na gwiazdora Bayernu przystało, szybko złapał kontuzję. Na cztery kolejki przed końcem rundy jesiennej wypadł z gry z powodu problemów mięśniowych i wrócił dopiero po dwóch miesiącach, ale już mniej przebojowy i skuteczny. Pierwsze dwanaście meczów reprezentanta Canarinhos w niemieckiej elicie przyniosło 12 asyst i 2 bramki. Tymczasem pozostałe piętnaście, które Douglas rozegrał po kontuzji – zaledwie dwa trafienia i tyle samo decydujących podań.


Choć wydaje się to odrobinę niedorzeczne, gra Bayernu w poprzednich rozgrywkach często była krytykowana. Uderzano w Josepa Guardiolę uparcie i ślepo forsującego swój styl gry, który topowym przeciwnikom łatwo było rozszyfrować. Dziś kibice Bawarczyków wiele by oddali, aby ich ulubieńcy prezentowali futbol tak „przewidywalny” jak w ubiegłych rozgrywkach. Monachijczycy pod Carlo Ancelottim nie tylko nie grają choćby w połowie tak widowiskowo, jak za czasów katalońskiego szkoleniowca, ale dalecy są również od skuteczności i regularności, jaką prezentowali w poprzednich sezonach. Bayern w tym roku kalendarzowym rozegrał w lidze trzy spotkania: pierwsze wygrał dość szczęśliwie dzięki błyskowi geniuszu Roberta Lewandowskiego w doliczonym czasie gry, drugie dzięki indywidualnej klasie Robbena i Alaby, również w stosunku 2:1, a trzecie zremisował 1:1… także dzięki kunsztowi poszczególnych zawodników (m.in. świetnie dysponowanego Arturo Vidala i ponownie Lewandowskiego). W każdym z tych spotkań mistrzowie Niemiec niemiłosiernie się męczyli – brakowało polotu, dynamiki i tempa rozgrywania akcji, co skrzętnie wykorzystywali rywale i wychodzili z zabójczymi kontrami. Abstrahując od metod szkoleniowych Ancelottiego i jego wizji gry, taki zastój w poczynaniach ofensywnych to doskonała okazja dla przebojowego skrzydłowego, aby udowodnić, jak wiele znaczy dla drużyny. W tym trudnym dla Bayernu okresie swoją wartość udowadnia Arjen Robben i – od czasu do czasu, gdy jest zdrowy – również Franck Ribéry.


Nie można oczywiście powiedzieć, że Costa jest ostatnimi czasy kompletnie bezużyteczny – jego statystyki są w końcu niewiele gorsze od liczb uzyskiwanych przez wspomnianego Robbena (3 gole i 3 asysty Costy przy 6 trafieniach i 4 asystach Robbena – przyp. red.). Brazylijczyk zdążył już jednak pokazać, że stać go na wiele więcej, a ponadto jego styl gry zmienił się na niekorzyść. 26-latek dał się poznać niemieckiej publiczności jako zawodnik zawsze szukający gry do przodu. Gdy nadarzała się taka okazja, nie kalkulował – wchodził w pojedynek jeden na jeden, zazwyczaj go wygrywał i dostarczał piłkę w pole karne. Dziś byłemu skrzydłowemu Szachtara brakuje tamtej szybkości – nie tyle gry, co myślenia. Często zamiast kierunkowym przyjęciem urwać się obrońcy, Costa przyjmuje futbolówkę statycznie, następnie czeka na któregoś z kolegów, czym daje przeciwnikowi czas, aby zagęścił pole gry, a gdy już nadbiegną partnerzy, wówczas wchodzi z dryblingiem pomiędzy kilku rywali i traci futbolówkę. Taki obrazek w ostatnim czasie oglądaliśmy w wykonaniu Brazylijczyka nader często…

jjjjj
Źródło: Der Spiegel

Niekorzystną zmianę stylu Douglasa Costy dostrzegli dziennikarze „Spiegela”, którzy po zremisowanym meczu z Schalke przygotowali tablicę przedstawiającą, jak poszczególni zawodnicy Bayernu współpracują ze sobą na boisku (strzałki – powyżej pięciu podań). Potwierdza ona to, co było widać gołym okiem – tylko do Vidala Brazylijczyk wykonał więcej niż pięć podań, podczas gdy operujący po przeciwnej stronie Robben uzupełniał się z Rafinhą, Robertem Lewandowskim i Thomasem Müllerem. Znamienne również, że obaj napastnicy FCB, według przygotowanego przez niemieckich żurnalistów szkicu, w przekroju całego meczu operowali wyraźnie bliżej flanki, na której występował właśnie Holender…


Nie jest to z pewnością najlepszy okres w karierze wciąż młodego skrzydłowego rodem z Sapucaia do Sul. Na Allianz Arena wciąż jednak ewidentnie w niego wierzą. Costa pozostaje ważną postacią zespołu Gwiazdy Południa i nadal pokładane są w nim spore nadzieje. To oczywiście pociąga za sobą również pewną odpowiedzialność, której kompletnym brakiem wykazał się niedawno sam zainteresowany, mówiąc otwarcie w wywiadzie o chęci odejścia z Bayernu.

„Nie jestem tutaj do końca szczęśliwy. W najbliższym czasie będziemy szukać rozwiązania tej sytuacji. Mam kilka dużych ofert z Chin oraz z wielkich klubów w Europie. Kiedy sezon się skończy, usiądziemy i przeanalizujemy całą sytuację”

„Moim zamiarem nie jest opuszczenie Bayern już teraz. Chciałbym wygrać tytuł. Lubię ten klub i myślę, że mogę z nim wygrywać trofea, rozwijać się indywidualnie, powalczyć o Złotą Piłkę i Champions League. Chciałbym wygrać wszystkie możliwe puchary, a potem zostać mistrzem świata z reprezentacją Brazylii. Później będę się rozglądał po rynku transferowym”

„Mam umowę z Bayernem do 2020 roku, a więc zostały mi trzy lata. Oczywiście, piłka nożna to biznes, więc kiedy zgłosi się klub gotów zapłacić tyle, ile trzeba za moje usługi, Bayern nie będzie mógł odmówić”

Douglas Costa

W interesujący sposób do tych rewelacji odniósł się szkoleniowiec bawarskiej ekipy:

„Nie czytałem wywiadu, ale codziennie z nim rozmawiam. Jest tutaj szczęśliwy. Czasami w futbolu jest tak, że agenci czy doradcy chcą wywrzeć presję na klubie. Dla mnie liczy się tylko opinia piłkarza i według mnie nie ma żadnego problemu. Ten wywiad był bardziej kontrolowany przez agenta niż samego zawodnika”Carlo Ancelotti

Włoch może mieć sporo racji. We wszystkich wcześniejszych wywiadach – nawet tych udzielonych stosunkowo niedawno, choćby w styczniu – Costa podkreślał swoje przywiązanie do Bayernu. Ostatnie wypowiedzi, choć na pierwszy rzut sugerują coś innego, tak naprawdę są wyraźnym sygnałem, że przez najbliższe półtora roku brazylijski skrzydłowy… nigdzie się z Monachium nie rusza. Pozostaje mu zatem intensywnie pracować nad powrotem do formy z jesieni 2015 roku i powstrzymać się od kolejnych nieprzemyślanych aktywności medialnych, wszak mogą one tylko zaszkodzić zespołowi, który i tak musi sobie radzić ze sporą krytyką. Wtorkowy mecz w Pucharze Niemiec z Wolfsburgiem, przynajmniej dla samego Douglasa, może być małym podmuchem optymizmu…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *