Powiedzieliśmy, że nie chcemy sprzedawać najlepszych zawodników, ale Dimitri Payet nie chce dla nas grać – chce odejść. Nie zamierzamy go jednak sprzedawać. Ten zespół i ten sztab daje mu wszystko. Zawsze z nim byliśmy. Czuję się zawiedziony. Jestem zły!” – tych kilka zdań Slavena Bilicia wystarczyło, aby wstrząsnąć całą Anglią, a przede wszystkim zrzeszeniem fanów West Hamu United.

Rozczarowanie goni rozczarowanie

Po obiecującej kampanii 2015/16, którą West Ham zakończył na 7. miejscu w tabeli, oczekiwania przed bieżącym sezonem były we wschodnim Londynie przeogromne. W końcu Młoty przeniosły się na nowy stadion, który gwarantował zdecydowanie większą ilość miejsc, a co za tym idzie, także wzrost przychodów. Karnety rozeszły się jak świeże bułeczki, czego zazdrościło WHU wiele ekip. Ponadto w drużynie zatrzymano największą gwiazdę – Dimitriego Payeta, a na Stadion Olimpijski sprowadzono znanych na Starym Kontynencie graczy, jak Sofiane Feghouli, André Ayew czy Alvaro Arbeloa. Szeroka kadra, kilku doświadczonych na arenie międzynarodowej zawodników, a wśród nich gwiazda światowego formatu – ta mieszanka miała zapewnić stołecznej ekipie sezon, jakiego jeszcze do tej pory nie zanotowała. Tymczasem po 15. kolejkach…

Tabela Premier League po 15. kolejkach; źródło: worldfootball.net
Tabela Premier League po 15. kolejkach; źródło: worldfootball.net

8 porażek – tyle podopieczni Bilicia zanotowali w lidze w całym poprzednim sezonie! Dorzućmy do tego zaledwie dwa zwycięstwa w siedmiu domowych spotkaniach i przede wszystkim kolejną kompromitację w europejskich pucharach, gdzie po raz drugi z rzędu za silna dla West Hamu okazała się rumuńska Astra Giurgiu. Nic dziwnego, że w przeddzień meczu z Liverpoolem pisaliśmy o tym, iż posada Chorwata wisi na włosku. Po serii rozczarowań przyszedł jednak czas na mecze z Burnley, Hull i Swansea, które The Hammers wygrali. I kiedy wydawało się, że wszystko wraca na właściwe tory, znów nadciągnęła seria porażek, a czarę goryczy przelała masakra, jaką West Hamowi na oczach jego kibiców urządził Manchester City.



Francuski samiec alfa

Mimo problemów zdrowotnych Payeta na starcie rozgrywek, francuski rozgrywający był od początku wiodącą postacią swojego zespołu i choć West Ham prezentował się fatalnie, to indywidualnie 29-latek wypadał rewelacyjnie. A warto pamiętać, że miał za sobą niesamowicie wymagający sezon, który zwieńczyło EURO 2016. Oczywiście, wysoka dyspozycja reprezentanta Les Bleus przy kiepskiej postawie całej drużyny musiała zaowocować spekulacjami transferowym odnośnie jego przyszłości. Atmosferę dodatkowo podgrzała informacja, którą opublikował prestiżowy dziennik „The Times”.


Po wicemistrzu Europy nie było jednak widać żadnego śladu zmęczenia. W większości spotkań brał na swoje braki odpowiedzialność za wynik i starał się ciągnąć kolegów za uszy. Ale sam Payet to było stanowczo za mało…

Źródło: Squawka
Źródło: Squawka
Źródło: WhoScored
Źródło: WhoScored

Francuz nadal prezentował się w Premier League z dobrej strony, jednak różnicą w porównaniu do ubiegłej kampanii był niewspółmierny wkład w grę jego kolegów z drużyny. Bo o ile pochwalić można także Michaila Antonio czy Cheikhou Kouyate, to reszta piłkarzy Młotów prezentowała się nader blado, czego efektem niska pozycja West Hamu w tabeli. To w pewien sposób mogłoby usprawiedliwiać postępowanie Payeta, choć z drugiej strony profesjonaliście, a za takiego uważa się przecież byłego gracza Olympique’u Marsylia, takie zachowanie nie przystoi…

Do czasu, aż Dimitri nie zmieni swojego nastawienia, pozostanie poza zespołem i nie będzie z nami trenował. Nie zamierzamy jednak go sprzedawać. Oczekuję, że wróci i pokaże swoje zaangażowanie oraz determinację dla zespołu, tak jak zespół zrobił to dla niego. Rozmawiałem z właścicielami i to nie jest kwestia pieniędzy. Chcemy zatrzymać go w składzie” – powiedział na feralnej konferencji prasowej Slaven Bilić




Zostało niewiele czasu…

Zewsząd dochodzą głosy, że West Ham nie zamierza sprzedawać i nie sprzeda tej zimy Payeta. Nie dość, że Francuz póki co nie może się wydostać ze stołecznego klubu, to jeszcze znalazł się w tragicznym położeniu, choć niewątpliwie sam zgotował sobie taki los. Po pierwsze, mocno zaburzył swoje relacje z pracodawcą, a po drugie, z pewnością zszargał swoją opinię wśród kolegów z drużyny. Jego kontrakt obowiązuje do czerwca 2021 roku, więc argument w postaci wygasającej niedługo umowy także jest nieadekwatny. Kibice The Hammers w sposób przejrzysty wyrazili swoją opinię dotyczącą zaistniałej sytuacji.

Mimo to stanowisko klubu jest niezmienne. Do końca zimowego okienka transferowego zostało kilka dni, ale nic nie wskazuje na to, aby panowie Gold i Sullivan ulegli presji tłumu.

Nie chcemy pozbywać się Dimitriego. Nie potrzebujemy sprzedawać go dla pieniędzy ani z żadnych innych powodów. W tym styczniowym okienku na pewno go nie oddamy!

Klubem, który najmocniej zabiega o usługi Payeta jest jego poprzedni pracodawca – Olympique Marsylia. Z kolei sam piłkarz miał rzekomo przyznać, że chętnie wróciłby do ojczyzny. Byłaby to o tyle zastanawiająca decyzja, że usługami pomocnika WHU zainteresowane są także ekipy o znacznie większym potencjale i możliwościach niż Les Phocéens, że już o kuszeniu przez Chińczyków nie wspomnimy. Zdaniem angielskich mediów szalenie ważnym dla Payeta czynnikiem jest rodzina, która nie najlepiej odnalazła się w stolicy Anglii, stąd pomysł powrotu właśnie do Marsylii.

Jestem zasmucony ostatnimi doniesieniami. Spełniliśmy wszystkie jego wymagania od czasu, gdy dołączył do nas i parafował długoterminowy kontrakt, dlatego jest to szalenie rozczarowujące. Daliśmy Dimitriemu możliwość gry w najlepszej lidze na świecie, kiedy nie był reprezentantem Francji i to był dla niego fundament do stania się jednym z najlepszych zawodników w Europie” – powiedział w jednym z niedawnych wywiadów David Gold

Panowie Gold i Sullivan, a więc właściciele West Hamu stawiają sprawę jasno i chyba tylko jakaś horrendalnie nierozsądna kwota pieniędzy mogłaby ich nakłonić do sprzedaży Payeta. Zważywszy jednak, iż wątpliwym jest, aby ktoś zaoferował za jego usługi więcej niż 30 mln £ podczas trwającego wciąż okienka transferowego, kariera pomocnika na Stadionie Olimpijskim, w mniej lub bardziej jasnych barwach, będzie toczyć się dalej. Piłkarz Młotów powinien zatem pogodzić się z tym i przeczekać do lata, kiedy o zgodę na zmianę pracodawcy będzie łatwiej. Jak wiemy, z niewolnika nie ma pracownika, więc czy stołecznemu klubowi rzeczywiście na rękę będzie płacenie 120 tys. £ tygodniowo zawodnikowi, który być może nawet nie będzie trenował z pierwszym zespołem?

Źródło: Daily Star
Źródło: Daily Star

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *