West Bromwich Albion v Chelsea - Conte win Premier League

Po rocznej przerwie Chelsea wraca na piłkarski szczyt w Anglii. Antonio Conte dokonał czegoś, co u progu dobiegającego końca sezonu wydawało się niemożliwe. The Blues, mimo niemrawego początku, na przestrzeni całych rozgrywek grali najlepiej, najkonkretniej, a co najważniejsze najrówniej. Postanowiliśmy zatem rozłożyć sukces ekipy z zachodniego Londynu na czynniki pierwsze.

Kampania 2015/16 była prawdziwym koszmarem dla każdego kibica, piłkarza i działacza związanego z Chelsea. Na Stamford Bridge trwała niekończąca się gehenna, która doprowadziła do tego, że broniący tytułu mistrzowskiego londyńczycy zakończyli sezon na 10. miejscu. Zwolnienie José Mourinho, a następnie zatrudnienie Guusa Hiddinka nie poprawiło jakości gry stołecznej ekipy. W kwietniu 2016 roku rosyjski właściciel CFC podjął więc decyzję, która zmieniła oblicze klubu i przywróciła mu utracony blask.


Antonio Conte przejął zespół siedmiokrotnego triumfatora FA Cup latem, tuż po odpadnięciu z reprezentacją Włoch z francuskiego EURO. Były szkoleniowiec Juventusu wydawał się wręcz kandydatem idealnym – z sukcesami na Półwyspie Apenińskim (trzykrotnie z rzędu wygrał Scudetto – przyp. red.), a jednocześnie podziwiany za granicą. 47-latek obejmował stery w Chelsea już jako piąty szkoleniowiec rodem z Italii, zatem presja związana z prowadzeniem ekipy ze Stamford Bridge od początku była widoczna. Po dziesięciu miesiącach Contego na ławce trenerskiej Chelsea Roman Abramowicz wie, że podjął słuszną decyzję.

Choć dziś The Blues świętują swoje szóste mistrzostwo Anglii, to początek sezonu nie zwiastował tak optymistycznego scenariusza. Ubiegłego lata na Stamford Bridge przeprowadzono kilka znaczących transferów, ale Conte nie od razu wiedział, jak wprowadzić do zespołu powracającego na Wyspy po dwóch latach spędzonych w Paris Saint-Germain Davida Luiza czy byłego piłkarza m.in. Boltonu i Sunderlandu Marcosa Alonso. To o tyle istotne, że wobec późniejszej taktycznej rewolucji wspomniani gracze okazali się kluczowi. 40 mln £ wydane na Michy’ego Batshuayia również nie spotkało się z aplauzem kibiców Chelsea. Jedynym zawodnikiem, który już od początku okazał się realnym wzmocnieniem Niebieskich był N’Golo Kanté. Jeden z głównych architektów wiekopomnego sukcesu Leicester City miał być tym, kogo w zachodnim Londynie brakowało w ubiegłych rozgrywkach. Wielu ludzi zarzucało, że Chelsea brakuje odpowiedniej równowagi, właściwego balansu tak niezbędnego w ostatnich latach do osiągania sukcesów.


Conte początkowo nie zamierzał eksperymentować z ustawieniem. Tradycyjna formacja z czwórką defensorów przynosiła efekty, wszak pierwsze trzy kolejki kampanii 2016/17 przyniosły The Blues komplet punktów. Jak się jednak miało okazać, kluczowym dla losów całego sezonu było spotkanie z szóstej serii gier. Wówczas na Emirates Stadium Chelsea poległa z Arsenalem 0:3, a rozwścieczony niefrasobliwością i nieodpowiedzialnością swoich defensorów szkoleniowiec rodem z Lecce postanowił przeorganizować szyki swojej ekipy. Conte postawił na system stosowany zarówno w Juventusie, jak i reprezentacji Italii. Początkowo mało kto wierzył w to, że w siłowej, fizycznej Premier League ustawienie 1-3-5-2 może przynieść sukces. Zmiana taktyki wymusiła dodatkowo na Włochu roszady personalne.

Wspomniana konfrontacja z Kanonierami okazała się gwoździem do trumny zwłaszcza dla Branislava Ivanovicia. Serb grający na Stamford Bridge od 2008 roku był kluczową postacią londyńskiej defensywy między innymi wtedy, kiedy przed dwoma laty Chelsea sięgała po mistrzostwo. Na 47-letnim menedżerze nie robiło to jednak wrażenia. Popełniający coraz więcej błędów indywidualnych, apatyczny, pozbawiony dawnej motoryki Ivanović zaczął stanowić dla zespołu balast. Wiele groźnych sytuacji pod bramką Thibauta Courtoisa było prokurowanych właśnie na stronie, po której hasał obecny defensor Zenita Saint Petersburg. Słabo spisywał się także duet stoperów, który tworzyli Gary Cahill i John Tery. Jedynym pozytywem w obronie The Blues była wówczas forma Césara Azpilicuety. Conte postanowił więc, że z bloku defensywnego tylko Hiszpan i młodszy z Anglików zachowają miejsce w składzie. Gruntowne przetasowania sprawiły jednak, że Chelsea odzyskała harmonię i przede wszystkim pewność w defensywie. Warto wspomnieć, że przy okazji tych roszad charyzmatyczny trener „stworzył” na nowo dwóch zawodników. Trudno bowiem inaczej nazwać przesunięcie na środek obrony Azpilicuety, który nigdy wcześniej nie grał na tej pozycji, a okazał się być fundamentalną postacią zespołu Włocha.


Oprócz tworzącej już monolit defensywy, właściwie zaczęły funkcjonować także zaburzone wcześniej boczne sektory boiska. Marcos Alonso i Victor Moses – drugie odkrycie Contego – okazali się być w tej kampanii nieocenionymi. Jak ważnymi postaciami Chelsea byli obaj wahadłowi mówią liczby. Hiszpan w całym sezonie Premier League zdobył aż sześć goli, zaś Nigeryjczyk trzykrotnie pokonywał bramkarzy rywali. Skrzydłowi zapewniali to, czego The Blues wielokrotnie brakowało – odpowiedni balans. Co ważne, zarówno były piłkarz Fiorentiny, jak i ciemnoskóry pędziwiatr z Lagos wiedzieli, kiedy atakować, a kiedy bronić. Co prawda zdarzały im się błędy indywidualne, zwłaszcza Alonso, ale hiszpański wahadłowy niedostatki w defensywie nadrabiał znakomitą grą ofensywną.

Jeżeli jednak mielibyśmy wskazać kogoś, kto w głównej mierze zaważył na tym, że to Chelsea okazała się w ostatecznym rozrachunku najlepszą drużyną tegorocznej kampanii, to trzeba byłoby poświęcić oddzielny tom książki pt. „Mistrzostwo 2016/17” Francuzowi N’Golo Kanté. Piłkarz, który rok wcześniej stanowił fundament drużyny Claudio Ranieriego, w tym był niezastąpiony w układance Antonio Contego. Skład środka pola Niebieskich na przestrzeni całych rozgrywek zmieniał się niejednokrotnie. Szkoleniowiec Chelsea szachował personaliami, ale obecność Kanté w podstawowej jedenastce była niepodważalna. Wszędobylski 26-latek nie tylko został pierwszym piłkarzem w historii Premier League, który zdobył mistrzostwo dwa lata z rzędu z dwoma różnymi klubami, ale jeszcze otrzymał od stowarzyszenia The Professional Footballers’ Association wyróżnienie dla najlepszego zawodnika sezonu! Co ważne, tę prestiżową nagrodę przyznali mu zarówno dziennikarze, jak i piłkarze zrzeszeni w angielskiej federacji. Warto wspomnieć, że w barwach The Foxes francuski łącznik zwykle ograniczał się jedynie do odbioru piłki, a następnie przetransportowania jej do najbliższego partnera. Pod okiem Contego zmienił jednak styl gry i stał się zawodnikiem bardziej kreatywnym – takim, którego uderzenie z dystansu czy ofensywne wejście nie dziwi już obserwatorów. Jednym z pamiętnych momentów mijającego sezonu z pewnością pozostanie trafienie Kanté z październikowego pogromu przeciwko Manchesterowi United, kiedy po solowej akcji paryżanin strzelił czwartego gola dla The Blues.

Samemu Francuzowi nie robiło jednak różnicy, kto mu partnerował. Początek bieżącego sezonu to czas, kiedy w pierwszym składzie grał Brazylijczyk Oscar – później sprzedany do Chin za olbrzymie pieniądze. Ważną postacią londyńskiego zespołu wciąż pozostawał Nemanja Matić, choć w porównaniu do roli, jaką odgrywał przed dwoma laty, była ona nieco ograniczona. Wysoki defensywny pomocnik fantastycznie potrafił łączyć obowiązki defensywne i ofensywne, o czym świadczy liczba asyst – 7. Dość powiedzieć, iż tylko Pedro (8) i Fàbregas (11) spośród piłkarzy The Blues zanotowali więcej kluczowych podań w Premier League od Serba.

Rzeczony Fàbregas także stanowi osobliwy przypadek. U progu tegorocznych rozgrywek Hiszpan nie należał do ulubieńców włoskiego menedżera. Pierwsza część sezonu to wręcz prawdziwa katastrofa w wykonaniu byłego pomocnika Arsenalu, którego rola w ekipie Chelsea była wręcz marginalna. Trudno jednak nie oprzeć się wrażeniu, że włoski taktyk pomijając początkowo wychowanka Barcelony miał sporo racji. Choć Fàbregas jest zawodnikiem o wielkich umiejętnościach technicznych i znakomitym zmyśle do kreowania akcji ofensywnych, to Conte potrzebował czegoś więcej, niż tylko gry do przodu. Newralgicznych momentów Katalończyka w tym sezonie było kilka, ale ostateczny rozrachunek – 11 asyst – mówi sam za siebie. Piłkarz, o którym jeszcze na początku tej kampanii mówiono, że kolejnym przystankiem w jego karierze będzie Milan bądź Juventus, stał się na Stamford Bridge graczem o znaczeniu niemal fundamentalnym.


Aby jeszcze lepiej zrozumieć fenomen maszyny, jaką w tym sezonie była Chelsea, należy zatrzymać się na moment także przy młodych zawodnikach. Conte, kiedy należało pilnować wyniku, nie bał się zaufać powracającemu po ciężkiej kontuzji Kurtowi Zoumie. Rosły francuski defensor nie zawodził w ważnych momentach, podobnie jak inny młody talent – Nathaniel Chalobah. Były zawodnik Napoli wyróżnił się dodatkowo asystą przy trafieniu Victora Mosesa, która na długo pozostanie w pamięci fanów The Blues.


Płynnie przechodzimy tym samym do kolejnego wątku – rezerwowych. Czymże byłaby drużyna bez silnej ławki rezerwowych? Willian, autor siedmiu ligowych goli, nie zawsze grał pierwsze skrzypce w ekipie Niebieskich. Zarówno on, jak i Pedro zaliczyli w mistrzowskiej kampanii po 33 mecze, ale praktycznie żadnego w pełnym wymiarze czasowym. Szarpiący na prawym skrzydle Brazylijczyk rozegrał słabszy sezon od poprzedniego, ale i tak w talii włoskiego menedżera zajmował ważną pozycję. Pedro natomiast przeżył na Stamford Bridge kolejną młodość. Po średnio udanych ubiegłych rozgrywkach mało kto wierzył, że kampania 2016/17 może się okazać dla atakującego rodem z Teneryfy tak owocna. Blisko 40 mln € wydanych na Batshuayia dało Chelsea dwa ligowe gole, ale za to kluczowe. Belg trafił na Vicarage Road z Watfordem, kiedy drużynie nie szło, a także na The Hawthorns, zapewniając The Blues mistrzowski tytuł i równocześnie potwierdzając tezę, że „tytuły wygrywa się ławką”.


Jeżeli dodamy do tego świetnie dysponowanego Edena Hazarda, z niesamowitym licznikiem piętnastu ligowych goli i pięciu asyst, a także Diego Costę, który nareszcie opanował swoją dziką naturę, otrzymujemy piłkarskiego potwora, którego nie udało się stworzyć ani Mourinho, ani Hiddinkowi. Conte sprawił bowiem, że piłkarze byli w stanie skoczyć za nim w ogień, o czym na antenie Sky Sports mówił Gary Neville:

„Różnica pomiędzy Chelsea Mourinho, a Chelsea Contego jest prosta – widać, że piłkarze są całym sercem za Włochem i są w stanie oddać życie za The Blues”


Przed dwoma laty Chelsea zdobyła mistrzowski tytuł, ale w jej grze można było dostrzec pewne elementy możliwe do poprawy. Obecna ekipa, jaką udało się skompletować włoskiemu menedżerowi, wydaje się na ten moment zespołem bez wad. Każdy piłkarz ma ściśle określone miejsce w drużynie i co najważniejsze potrafi się ze swoją rolą pogodzić. W zespole The Blues panuje zdrowa rywalizacja, a zawodnicy na każdym kroku podkreślają zasługi 47-letniego trenera.

Już niebawem zostanie otwarte letnie okienko transferowe. Chelsea czeka walka na trzech frontach, w tym rywalizacja w Lidze Mistrzów. Czy zakłóci to w niebieskiej części Londynu obecną harmonię? Póki co ciężko w to uwierzyć…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *