pl-felieton-wersja-2

Mały dołek, znaczna zniżka formy lub spory kryzys – to zjawiska, z których przynajmniej jedno w trakcie sezonu dotyka każdą drużynę z czołówki. Wraz z przyjściem nowego roku celem owej grupy stał się Liverpool Jürgena Kloppa, który w obliczu problemów kadrowych póki co nie znalazł skutecznej recepty na zażegnanie zaistniałej sytuacji.

Jeśli twoje pasmo 25. meczów bez porażki na własnym stadionie zatrzymuje się po rywalizacji z czerwoną latarnią ligi, to powinieneś być mocno zaniepokojony. Oczywiście, można stwierdzić, że to tylko wypadek przy pracy, jednak nie po zestawieniu serii 1 zwycięstwa, dodajmy z 4-ligowcem, w 6 spotkaniach z passą 6 triumfów we wcześniejszych 8 spotkaniach. Liverpool zaliczył falstart w 2017 roku i czym prędzej musi wrócić na właściwe tory, wszak za chwilę zawodnikom z Anfield obok nosa może przejść nie tylko szansa na zdobycie pierwszego w tym sezonie trofeum, ale również możliwość rywalizacji ze stołecznymi ekipami o tytuł mistrzowski.


Nieobecność Matipa od 11 grudnia spowodowana najpierw problemami zdrowotnymi, a następnie niejednoznacznym stanowiskiem FIFA w sprawie jego gry dla klubu przez wzgląd na powołanie na Puchar Narodów Afryki przez reprezentację Kamerunu, dała się zespołowi we znaki. Warto w tym momencie dodać, że z gry dla kadry były piłkarze Schalke 04 zrezygnował już jesienią 2015 roku. Mimo iż w pierwszych 4 spotkaniach ligowych bez Kameruńczyka jego koledzy zachowali 3 czyste konta, to w ostatnich trzech było już zdecydowanie gorzej, bo łącznie The Reds stracili 6 bramek, z czego 5 w starciach z drużynami ze strefy spadkowej. Ale brak Matipa nie był jedynym problemem Kloppa w ostatnich tygodniach, bo z drobnymi urazami zmagali się: Jordan Henderson i Nathaniel Clyne, a przez dłuższy czas niedostępny był również Philippe Coutinho. Ponadto na mistrzostwa „Czarnego Lądu” wyjechał Sadio Mané, którego reprezentacja Senegalu ma spore szanse na końcowy triumf w tym turnieju, co oznacza, że Senegalczyk do gry wróciłby dopiero na początku lutego.


Oczywiście, że jego brak nie może być wymówką, tym niemniej strata Mané z pewnością jest odczuwalna, a niemiecki menedżer czym prędzej musi ten problem rozwiązać. Niewątpliwie wiele Liverpoolowi da powrót Philippe Coutinho, jednak póki co Brazylijczyk jest jeszcze oszczędzany i choć rozpoczął dwa kolejne mecze z rzędu w wyjściowym zestawieniu, to sztab szkoleniowy wolał nie ryzykować i zdejmował go z boiska nie później niż w 65. minucie. Matip również wystąpił w przegranym meczu ze Swansea, ale ledwie minutę.


Przed drużyną z czerwonej części Merseyside rewanż w Pucharze Ligi z Southamptonem. Tym razem porażka na Anfield nie wchodzi w rachubę. W poprzednim sezonie Klopp i jego piłkarze dotarli do finału na Wembley, gdzie jednak ulegli Manchesterowi City. Nieuniknione, że w tym przyjdzie im zmierzyć się z drugą drużyną z Manchesteru, jednak aby tak się stało potrzebny jest wreszcie bezbłędny występ w defensywie. The Reds będą na jednobramkowym debecie po tym, jak na St. Mary’s Stadium ulegli Świętym po golu Nathana Redmonda, jednak o to, że będą mieli okazje do strzelenia więcej niż jednego gola w tym spotkaniu, wszyscy w mieście Beatlesów są spokojni. To gra w obronie wydaje się jednak kluczem do sukcesu, toteż powrót Joëla Matipa może okazać się zbawienny.

***

Jeśli zapisywać się na kartach historii takiego klubu jak Manchester United, to tylko w taki sposób, w jaki zrobił to Wayne Rooney. Anglik w sobotę zdobył swoją 250. bramkę w barwach Czerwonych Diabłów i na oczach dotychczasowego lidera klasyfikacji wszech czasów Sir Bobby’ego Charltona pobił jego rekord. Dla kapitana reprezentacja Anglii to olbrzymi zaszczyt, chluba i kolejny sukces w piłkarskiej karierze, która jednak ostatnimi czasy zdaje się zjeżdżać na niewłaściwe tory. Wychowanek Evertonu bowiem od dłuższego czasu na boisku w meczach ligowych pojawia się głównie z ławki i tak też było w meczu ze Stoke City. Niegdyś to od Rooneya rozpoczynano ustalanie wyjściowej jedenastki w Manchesterze United, a dziś jest on tylko jednym z rezerwowych…

Kariera angielskiego napastnika ewidentnie wyhamowała, a przecież on i José Mourinho przez wiele lat wypowiadali się o sobie tylko w sposób pochlebny i ciepły. Co więcej, Portugalczyk próbował co najmniej 2 razy ściągnąć Rooneya na Stamford Bridge, gdy prowadził jeszcze Chelsea. Jak widać, w zespole są jednak lepsi i obecnie to „Wazza” jest tym, który na swoją szansę musi cierpliwie czekać. Jakby tego było mało, szkoleniowiec Manchesteru United w dosadny sposób wyraził się na temat ewentualnej przeprowadzki swojego podopiecznego do Chin.


Niewykluczone, że na naszych oczach dobiega końca kariera Rooneya w Manchesterze United, a przecież obok Johna Terry’ego jest on prawdopodobnie jedynym grającym, utytułowanym, angielskim piłkarzem, który przez wiele lat grał na chwałę jednego klubu. Pewna epoka tak w brytyjskim futbolu jak i światowym zmierza jednak ku końcowi, a my powinniśmy do tego przywyknąć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *