DbNvWPHWkAEUHN6

Na ten moment kibice The Gunners z pewnością czekali od wielu miesięcy. Informację o odejściu Wengera po zakończeniu obecnego sezonu można porównać jedynie do oczekiwania na zakończenie poniedziałkowej pracy po niezwykle imprezowym weekendzie. Gdy w końcu to nastąpiło, na twarzach wielu sympatyków futbolu pojawiła się konsternacja i rozrzewnienie. Kresu dobiegła bowiem długa kadencja leciwego Francuza, która mimo, że na końcowym etapie przypominała niezrozumiałą farsę, przez długi czas dostarczała wielu emocji, wzruszeń i – w co trudno uwierzyć tym najmłodszym fanom – także trofeów.

Nie ma cienia wątpliwości, że najczęściej wypowiadanym zwrotem przez kibiców Kanonierów było w ostatnich latach właśnie osławione „Wenger OUT!”. Trudno było się temu dziwić, gdyż 68-latek dał wiele argumentów, aby boleśnie zakończono długą współpracę.

Pierwsza „czerwona lampka” zapaliła się już na początku XXI wieku, gdy klub z północnego Londynu dzierżył w swoich dłoniach upokarzającą serię niemal dekady bez trofeów. Przełamanie również nastąpiło w niebywałych bólach. Wyjątkowo łaskawy los skierował na drogę Wengera i spółki zdecydowanie niżej notowane Hull City, a mimo to do wywalczenia upragnionego Pucharu Anglii niezbędna była dogrywka.

Warto także przypomnieć, że nawet przyjściu na Wyspy byłego opiekuna AS Monaco towarzyszyło wiele kontrowersji. Niejeden kibic zadawał sobie pytanie: „Kto to jest?”. Taka ignorancja też nie była pozbawiona sensownej argumentacji. Trudno powiedzieć, aby Wenger przyjeżdżał na „białym koniu”, w otoczeniu blasku reflektorów. Jego wcześniejszy, raczej skromny dorobek na ławce trenerskiej (mistrzostwo Francji i krajowy puchar) wskazywał, że może to być transakcja obarczona dużym ryzykiem. Któż mógł się wówczas spodziewać, że rozpoczyna się historia, na którą złożą się 22 tomy, każdy mający po ponad 360 dni.

Tak, jak liczna jest kolekcja klęsk i niepowodzeń sympatycznego Francuza, tak długo można wymieniać sukcesy, które po sobie pozostawia. Najbardziej znanymi i podziwianymi pozostają oczywiście wydarzenia z sezonu 2003/04 i wspomnienia ekipy, która na zawsze pozostanie w sercach fanów jako „Niezwyciężona”. W całym sezonie ligowym Arsenal nie poniósł bowiem ani jednej porażki, zapisując się złotymi literami w annałach historii brytyjskiej i światowej piłki.

Źródło: talkSPORT
Źródło: talkSPORT

Nie można zapominać przy tym o dokonaniach z pierwszej, pełnej kampanii, gdy Arsenal odrobił 12-punktową stratę do Manchesteru United, a do tytułu najlepszej drużyny w kraju dołożył jeszcze Puchar Anglii.


Londyńscy fani jeszcze długo będą zapewne wspominać również ważne zwycięstwa nad Barceloną czy „uciszenie” Estadio Santiago Bernabéu i wyeliminowanie Realu Madryt z Champions League.

Wartość dodatnią stanowiło jednak nie tylko sukcesywne uzupełnianie klubowej gabloty, czy ważne wygrane, ale także „wykreowanie” rzeszy zawodników, którzy już zawsze będą kojarzeni z herbem z armatką. To właśnie trener rodem ze Strasburga podjął się misji odbudowy Thierry’ego Henry’ego po zupełnie nieudanym pobycie w Juventusie, a następnie przyczynił się do rozwoju Robina van Persiego, Fredrika Ljungberga czy Patricka Vieiry.


Nie ma wątpliwości, że wszystko to będzie jeszcze długo pamiętane po odejściu Wengera. Grona kibiców Kanonierów nie stanowią przecież wyłącznie Ci, którzy mecze swoich ulubieńców oglądają w przerwie pomiędzy kolejnymi rozgrywkami w Counter-Strike’a czy zbieraniem pokemonów. Całości obrazu nie mogą też zamazywać wyłącznie czwarte miejsca czy kupowanie takich graczy, jak Marouane Chamakh, Sebastian Squillaci, Park Chu-Young czy Philippe Senderos.


Przez długi czas Wenger był zbyt wielkim romantykiem, wyznającym twardo swoje zasady, co spowodowało odejścia m.in. van Persiego, Ashleya Cole’a czy Samira Nasriego. Na zmianę swojej futbolowej filozofii zdecydował się dopiero w ostatnich miesiącach, ale mimo transferów Henrikha Mkhitaryana, Pierre’a-Emericka Aubameyanga czy Alexandre’a Lacazette’a widać było wyraźnie, że rywale uciekli mu o lata świetlne. A kilkoma, nawet dość głośnymi i efektownymi wzmocnieniami nie da się tej wyrwy załatać…

Dużej maści kamyczek należy zatem wrzucić także do ogródka zarządzających klubem z The Emirates. W podziękowaniu za wcześniejsze zasługi powinni oni skłonić Francuza, aby decyzję o rezygnacji podjął nie na rok przed zakończeniem trwającego do czerwca 2019 kontraktu, ale już po finiszu ubiegłej kampanii Premier League. Wówczas, po raz pierwszy od przyjścia Wengera do stolicy Anglii, zdołał wyprzedzić The Gunners ich odwieczny rywal.


Zamiast rywalizacji w Lidze Mistrzów, przyszła więc batalia w jej młodszej i znacznie uboższej siostrze. Pojedynki z Crveną zvezdą, FC Köln i BATE Borysow były swego rodzaju upokorzeniem i kolejnym czytelnym znakiem, że niezbędne jest już zakończenie tego coraz bardziej toksycznego związku. Pierwszy krok wykonał sam zainteresowany, podejmując 20 kwietnia trudną, ale jedyną możliwą decyzję.

„Po odbyciu kolejnych rozmów z klubem i poważnych rozważaniach zdecydowałem, że jest to koniec tego sezonu jest właściwym momentem na odejście. Dziękuję, że mogłem dostąpić przywileju służby przez tyle lat. Wszystkich sympatyków proszę, abyście zawsze troszczyli się o wartości tego klubu”

Arsène Wenger

Teraz, przed Wengerem ostatnie zadanie, które może być ukoronowaniem jego „londyńskiej przygody”. Zostały mu jeszcze trzy kroki, aby wygrać tegoroczną edycję Europa League i zostawić swojemu następcy – bez względu na to, czy będzie to Thomas Tuchel, Carlo Ancelotti czy Luis Enrique – perspektywę gry w najbardziej prestiżowych rozgrywkach na Starym Kontynencie. I jeśli uda mu się tę misję zakończyć powodzeniem, to będzie mógł powtórzyć za byłym premierem: „prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy”.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *