Round of 8 UEFA Champions League 19 kwietnia 2017 - foto główne

Dziś czas na decydujące rozstrzygnięcia w fazie 1/4 finału Champions League. Juventus zrobi wszystko, aby na Camp Nou nie podzielić losu Paris Saint-Germain z poprzedniej rundy, zaś Borussia Dortmund postara się zapomnieć o dramatach związanych z zamachem terrorystycznym z ubiegłego tygodnia i na niezwykle trudnym terenie w Monaco po czterech latach ponownie wywalczyć awans do czwórki najlepszych klubowych zespołów na Starym Kontynencie.

Pierwsze starcie w Turynie pokazało to, co wielu obserwatorów przewidywało jeszcze przed pierwszym gwizdkiem – zagubioną Barcelonę, bez pomysłu na sforsowanie szczelnej defensywy Bianconerich, a do tego niestanowiącą monolitu w defensywie. Trzy bramki zaliczki to mniej niż miało PSG, jednak hiszpańska prasa już od kilku dni donosi o możliwym powtórzeniu tego wiekopomnego sukcesu. „Marca” anonsuje środowe spotkanie hasłem „Niemożliwe, ponownie”. Żurnaliści stołecznego dziennika przewidują, że Blaugrana po raz kolejny dokona niemożliwego, ale są również pewni, że podopieczni Massimiliano Allegriego na pewno skierują piłkę do siatki strzeżonej przez Marca-André ter Stegena. Katalońskie „El Mundo Deportivo” publikuje natomiast wywiad z legendą Milanu Demetrio Albertinim, który także większe szanse daje gospodarzom, przy zachowaniu należytego szacunku dla Starej Damy.


Tym razem szanse Dumy Katalonii na skuteczną remontadę wydają się jednak mniejsze, wszak podopieczni Luisa Enrique są dalecy od optymalnej formy. W ostatniej kolejce ligowej mistrzowie Hiszpanii mocno męczyli się z Realem Sociedad (3:2), a sprawę przesądziły dopiero dwie bramki genialnego Leo Messiego. Obrońcy Txuriurdin zostawili jednak Argentyńczykowi mnóstwo miejsca, a tego typu zachowanie nie miało miejsca podczas pierwszego starcia ćwierćfinałowego na J Stadium. Chiellini z Bonuccim całkowicie wyłączyli wówczas trio MSN z gry i w środowy wieczór może być podobnie. Doświadczony Włoch w jednym z wywiadów powiedział zresztą, że obrońcy Juve nie mogą pokazać strachu, ponieważ wówczas trzej latynoscy muszkieterowie Barçy poczują krew i przygoda turyńskiego zespołu z Ligą Mistrzów może się brutalnie zakończyć.


Na korzyść Juventusu przemawia też fakt, że niedawny uraz Paulo Dybali okazał się niegroźny. Bohater zeszłotygodniowej rywalizacji doznał stłuczenia podczas weekendowego spotkania z Pescarą i jego występ w stolicy Katalonii stanął pod znakiem zapytania. 23-letni napastnik zapowiedział jednak, że na batalię o półfinał LM będzie w pełni przygotowany:

„Na szczęście trenowałem już z zespołem i będę w stu procentach gotowy na spotkanie z Barceloną” – przyznał Dybala w rozmowie z dziennikarzem „TyC Sports”

Po znakomitym występie w pierwszym meczu z Barceloną Argentyńczyk przedłużył kontrakt z Juventusem do 2022 roku, więc może być dodatkowo zmotywowany, by z dobrej strony pokazać się także na Camp Nou.


W zespole Barcelony zabraknie z kolei Javiera Mascherano, który kilka dni temu nabawił się kontuzji łydki. Co będzie zatem przemawiać za gospodarzami? Z pewnością statystyki. Blaugrana 27 razy schodziła z boiska w pierwszym spotkaniu fazy pucharowej europejskich pucharów pokonana i 13 razy awansowała do dalszej rundy dzięki zwycięstwu w drugim pojedynku. Aż pięć razy Barça przegrywała też w pierwszym starciu 0:3 i trzykrotnie wychodziła z takiej konfrontacji zwycięsko, odprawiając z kwitkiem Ipswich Town FC (1977/78), Anderlecht (1978/79) i IFK Göteborg (1985/86). Luis Enrique od czasu, gdy objął posadę szkoleniowca FCB, wygrał ponadto wszystkie 15 domowych spotkań w Lidze Mistrzów. Co więcej, Barcelona nie przegrała żadnego z ostatnich 12 meczów na własnym obiekcie przeciwko klubom z Włoch, tracąc przy tym zaledwie trzy bramki i zdobywając aż 16!


Juventus takimi okazałymi liczbami pochwalić się nie może. Bianconeri wygrali co prawda wszystkie cztery wyjazdowe starcia w Champions League w obecnym sezonie (zachowując przy tym 3 czyste konta – przyp. red.), jednak ich bilans przeciwko zespołom z Hiszpanii to osiem zwycięstw i sześć porażek. Na pocieszenie kibiców z biało-czarnej części Turynu można dodać, że ich ulubieńcy triumfowali w 34 z 42 spotkań w europejskich pucharach, w których wygrywali pierwsze spotkanie. Dodatkowo w tym sezonie Stara Dama mierzyła się już z rywalem z Półwyspu Iberyjskiego. W fazie grupowej mistrz Italii pokonał Sevillę 3:1 na Estadio Ramón Sánchez Pizjuán i bezbramkowo zremisował przed własną publicznością.


Szkoleniowiec Juventusu Massimiliano Allegri ma jednak same złe doświadczenia ze spotkań z Barceloną. Włoch, w czasach, gdy był opiekunem Milanu, odpadał z Ligi Mistrzów w konfrontacji właśnie z katalońskim gigantem – najpierw w sezonie 2011/12 (1:3 w dwumeczu), a potem rok później (2:4). Ogólny bilans 49-latka w starciach z Blaugraną to dwa zwycięstwa, trzy remisy i pięć porażek. Luis Enrique również nie może zbyt miło wspominać pojedynków z Juventusem. W czasach, gdy prowadził jeszcze Romę, dwukrotnie przegrał z ekipą ze stolicy Piemontu, a raz zremisował.

„Widziałem mecz na stadionie i nie wydawało mi się, aby problem tkwił w osobach Mascherano, Piqué czy Neymara. W tym roku Barcelona wielokrotnie zawodziła w meczach wyjazdowych – było tak w Paryżu, Máladze, La Corunii czy Turynie. Różnica między Barçą a Juventusem tkwiła głównie w nastawieniu. Nie zapominajmy o chęciach, jakie miało Juve do gry pressingiem. Kiedy Barcelona gra na Camp Nou, tak jak w meczu z PSG, wtedy widzimy inny zespół. Problem Katalończyków nie leżał po stronie taktyki, lecz mentalności i nastawienia” – oceniał były zawodnik obu klubów Gianluca Zambrotta dla dziennika „Marca”


W drugim środowym spotkaniu AS Monaco zmierzy się na Stadionie Ludwika II z Borussią Dortmund. Po ubiegłotygodniowych wydarzeniach w Niemczech, Europę zalała fala komentarzy na temat decyzji UEFA odnośnie rozegrania spotkania dzień później. Przypomnijmy, że w momencie, gdy autokar BVB wyjeżdżał z hotelu na stadion, doszło do eksplozji kilku ładunków wybuchowych, które na szczęście nie wyrządziły znaczących szkód, a jedynym zawodnikiem, który poniósł poważniejsze obrażenia był Marc Bartra. Media za naszą zachodnią granicą kilka dni po zamachu donosiły, że gdyby bomba wybuchła sekundę później, to zniszczenia byłyby o wiele większe. Mimo tego UEFA zdecydowała, że mecz zostanie rozegrane zaledwie 24 godziny później, co wywołało dużą falę oburzenia. W środę Les Rouges et Blancs pokonali gospodarzy 3:2 i przed rewanżem znajdują się w komfortowej sytuacji.

„Wykonaliśmy wielką pracę i wykazaliśmy się wielką odwagą. Gdybyśmy dostali trochę więcej czasu, to na pewno byłoby nam łatwiej. Ciężko było w pełni skoncentrować się na grze. Futbol nie jest tak ważny, jak nasze rodziny, życie w pokoju, poczucie bezpieczeństwa i bycie zdrowym – nawet, jeśli wkładasz w niego mnóstwo serca i talentu. Mimo wszystko w drugiej połowie zagraliśmy na wysokim poziomie i chciałbym pochwalić za to mój zespół” – powiedział opiekun Borussii Thomas Tuchel

„Ciężko było mi wybiec na boisko dzień po ataku. Nie mogłem skoncentrować się na meczu i odbierałem wszystko jakby z opóźnieniem. Po meczu emocje znalazły swoje ujście. Nie było zawodnika, który nie miałby łez w oczach” – mówił z kolei golkiper BVB Roman Bürki

„L’Équipe” zaznacza jednak, że lider Ligue 1 może mieć poważny problem w środku pola, bowiem zawieszony na środowe spotkanie jest Fabinho, który w pierwszym spotkaniu zmarnował rzut karny. Strata Brazylijczyka będzie dotkliwa i oznacza, że większą odpowiedzialność za poczynania w tej newralgicznej strefie boiska przejmie Tiemoué Bakayoko. Co ciekawe, podobna sytuacja miała już miejsce w finale Pucharu Ligi Francuskiej, gdy Monaco przegrało z Paris Saint-Germain aż 1:4. Gospodarze będą musieli sobie radzić również bez Djibrila Sidibé, zaś po kontuzji wraca do składu lewy obrońca Benjamin Mendy.


Pełnego komfortu kadrowego nie ma również szkoleniowiec Borussii, który na południu Francji będzie musiał radzić sobie bez Mario Götzego, Andre Schürrle i wspomnianego Bartry. Niepewni występu są również Erik Durm oraz Sebastian Rode.


Żółto-Czarni przeżywają wyjątkowo napięty okres. W ciągu siedmiu dni drużyna z Dortmundu rozegra trzy spotkania i to tuż po zamachu terrorystycznym, w którym ucierpiał jeden z zawodników BVB. Ewentualna wygrana Die Borussen w Monaco byłaby wielkim pokazem siły i hartu ducha, jakiego europejska piłka jeszcze nie widziała.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *