mamrotto_

Na Podlasiu już dawno przed przerwą zimową nie panował taki niepokój. Jagiellonia w trzech ostatnich kolejkach rundy jesiennej straciła aż siedem punktów i aktualnie ogląda plecy nie tylko Lechii Gdańsk, ale również warszawskiej Legii. Kibice Żółto-Czerwonych są podenerwowani i zarzucają niektórym piłkarzom brak zaangażowania związany z przyszłymi transferami. Kierownictwo białostockiego klubu zapowiedziało duże zmiany, które ostatnim razem miały miejsce po sezonie okraszonym brązowym medalem krajowego czempionatu. W tamtej kampanii Jaga do ostatnich kolejek biła się o utrzymanie, a jej fani dostawali białej gorączki, domagając się wreszcie utrzymania kadry i systematycznej walki o najwyższe cele. Teraz, kiedy ma dojść do kolejnej rewolucji personalnej, sympatycy aktualnego wicemistrza Polski znowu mają uzasadnione powody do niepokoju.

Od przeszło dwóch sezonów to właśnie ekipa z Białegostoku przejęła rolę drugiej siły w rodzimym futbolu. Coś, co jeszcze do niedawna wydawało się abstrakcją, stało się codziennością. Klub, który jeszcze na początku obecnego tysiąclecia miał wątpliwą przyjemność rywalizować nawet na IV poziomie rozgrywkowym, stał się jedną z topowych marek w Polsce, i to pomimo sporych różnic budżetowych dzielących Jagiellonię od krajowych bogaczy. Wdrożenie mądrej polityki transferowej nastawionej na przychody ze sprzedaży młodych, perspektywicznych piłkarzy, brak kominów płacowych, przyjazna atmosfera i solidni szkoleniowcy – w stolicy Podlasia postawili na proste środki, które przy odrobinie cierpliwości przyniosły skutki, o jakich białostoccy fani marzyli przez dziesięciolecia. Wygląda jednak na to, że niektórzy kibice Pszczółek zbyt szybko przyzwyczaili się do dobrobytu i już po kilku gorszych spotkaniach skierowali w stronę swoich ulubieńców masę krytyki, w wielu przypadkach mocno przesadzonej.


Aktualnie w ligowej tabeli podopieczni Ireneusza Mamrota zajmują 4. miejsce z identyczną liczbą punktów jak poznański Lech (33). Strata do przewodzącej stawce Lechii jest już spora i wynosi 9 punktów, zaś do Legii – 6. Jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że do spotkań z wyżej wymienioną dwójką Duma Podlasia przystępowała z pozycji lidera, oraz to, że Ekstraklasa jest całkowicie nieprzewidywalna, deficyt ten może okazać się tyleż pokaźny, co szybko niwelowalny. W przekroju całego roku zespół ze Słonecznej 1 był drugim najlepszym punktującym w kraju. To statystyki, które powinny bardziej cieszyć niż irytować. Tymczasem z tego, co można przeczytać na internetowych forach i portalach społecznościowych, lub usłyszeć na ulicach stolicy Podlasia, dla wymagającego kibica Jagi to jednak wciąż za mało. Fani w Białymstoku mają z tyłu głowy, że aktualny stan rzeczy nie będzie trwał wiecznie, a szansa na mistrzostwo może przepaść bezpowrotnie. W związku z tym domagają się jak najszybszego wykorzystania nadarzającej się szansy, zwłaszcza że dwa ostatnie lata z niewielkim okładem Żółto-Czerwoni grają w niemal niezmienionym składzie, budowanym skrupulatnie, z okienka na okienko.

Okazuje się jednak, że już w nadchodzącym oknie Jagiellonia może paradoksalnie paść ofiarą własnego sukcesu, bowiem piłkarze tak skutecznie wypromowali się na polskim podwórku, że do klubu wpłynęły oferty, na których odrzucenie białostockich działaczy po prostu nie będzie stać. W kolejce do wyjazdu z Podlasia stoją m.in: Ivan Runje, Arvydas Novikovas, Przemysław Frankowski, Taras Romanczuk, Karol Świderski oraz czterech graczy, którzy zostali wystawieni na listę transferową decyzją zarządu.


W podsumowującym rundę jesienną wywiadzie szkoleniowiec Jagi powiedział:

„Analizując wiele spotkań dało się dostrzec, że drużyny mocno analizowały nasze mocne oraz słabe strony, mocno ustawiały się „pod Jagiellonię”. Była to jedna z przyczyn takich, a nie innych wyników w Białymstoku. Zespoły grały bardzo cierpliwie wiedząc, że przy remisie musimy się odkryć, a wtedy one próbowały nas kontrować. Mamy nad czym pracować w przerwie zimowej. Gra Jagiellonii przeszła ewolucję i wszyscy to widzą, dlatego trzeba mocno poćwiczyć podczas obozu, aby mieć jeszcze szersze pole manewru.”

Te słowa dobitnie pokazują, jak ogromny jakościowy skok wykonali dwukrotni wicemistrzowie Polski. Kiedyś to Jaga grała na własnym boisku z kontry, a zespoły, które przyjeżdżały na Podlasie pewne siebie, były karcone szybkimi wypadami. Teraz to białostoczanie, jako ci teoretycznie lepsi, muszą prowadzić grę. Za każdym razem zależy im na komplecie punktów i padają tego ofiarą. Aby jednak to zminimalizować, potrzebna jest odpowiednia jakość. 48-letni szkoleniowiec podkreślał zresztą we wspomnianej rozmowie, że cele, o które jego drużyna będzie rywalizowała na wiosnę, w dużej mierze zależeć będzie od zimowych ruchów kadrowych, które powinny dotyczyć zwłaszcza bloku defensywnego. Żółto-Czerwoni w ciągu ostatnich szesnastu kolejek tracili zawsze przynajmniej jedną bramkę, co niewątpliwie powinno zapalić lampkę ostrzegawczą, tym bardziej, jeśli dojdzie do transferu Runje do ligi arabskiej. Ponadto niezbędne będzie sprowadzenie przebojowych skrzydłowych, którzy gwarantowaliby podobną jakość do popularnych „Franka” i „Ary”. O transfery na Słonecznej boją się jednak coraz mniej, gdyż Cezary Kulesza dokładnie ogląda każdy grosz, zanim go wyda na jakiegoś zawodnika. Mało tego, zanim pomyśli o wydaniu na piłkarza jakichkolwiek pieniędzy, skrupulatnie analizuje raporty na jego temat i dopiero wówczas decyduje, czy dany gracz może się drużynie przydać.

Trener rodem z Trzebnicy wspomniał też, że liczba zawodników, którzy opuszczą zimą Białystok, być może urośnie nawet do siedmiu. Wówczas byłoby to największe przetasowanie za jego kadencji, porównywalne do tego, jakie miało miejsce po sezonie 2015/16, kiedy to ekipę Pszczółek opuścili m.in. Patryk Tuszyński, Nika Dzalamidze, Michał Pazdan, czy Mateusz Piątkowski. Takie wietrzenie szatni może nie tylko na nowo zdefiniować cele, ale również postawić stempel na całej obecnej kampanii.


Wygląda na to, że kibice Jagi nie do końca mogą być pewni, jakie oblicze swojego zespołu zobaczą na wiosnę, a cała ich nadzieja pokładana jest w dobrych wyborach personalnych prezesa Kuleszy. Wymiana połowy składu w środku sezonu nie jest z reguły trafionym pomysłem, ale kto wie, czy do Białegostoku nie trafi ponownie zawodnik pokroju Quintany, który w pojedynkę będzie potrafił decydować o losach spotkań. Wiosenne mecze będą zatem wielką niewiadomą, aczkolwiek fani Żółto-Czerwonych nie powinni zapominać, że w rodzimej lidze tak naprawdę żadna przewaga punktowa nie jest bezpieczna.

Warto przy tym wrócić do genezy obecnych osiągnięć Jagiellonii, by zrozumieć, że dopóki na Podlasiu nie pojawi się jakiś potężny sponsor, to co jakiś czas podobne rewolucje kadrowe będą się zdarzały, bo klub musi przecież na siebie zarobić. Widmo mistrzostwa dalej majaczy więc na horyzoncie, ale na tą chwilę przez niewielu jest dostrzegalne. W obliczu nadchodzących roszad wydaje się, że jest ono tylko kolejnym naiwnym i nieosiągalnym złudzeniem. W prawdopodobnie najbardziej nieprzewidywalnej lidze świata, przy odrobinie umiejętności i szczęścia, marzenia szybko można jednak przekuć w rzeczywistość. 9 punktów da się odrobić w 3 spotkaniach, potem wystarczy dobrze zaprezentować się w „Turnieju Maja” i na koniec dnia można obudzić się ze złotem na piersi – pierwszym w historii najbardziej utytułowanego klubu piłkarskiego w północno-wschodniej Polsce.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *