tumblr_o9lwrmOISS1sibznpo1_1280

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że Jakub Błaszczykowski uosabia wszystkie cechy idealnego reprezentanta Polski. Przeszedł bardzo trudną drogę na szczyt, a gdy już go osiągnął, nie zatracił ani grama swojej pokory i nie zrezygnował z ideałów. Dalej był wzorem dla wielu młodych adeptów futbolu, którzy marzą, aby w przyszłości założyć koszulkę „z orłem na piersi”. Uwielbienie kibiców skończyło się jednak wraz z objęciem posady selekcjonera przez Jerzego Brzęczka, czyli prywatnie wujka byłego kapitana Biało-Czerwonych

Zanim nastała era Roberta Lewandowskiego, który zawładnął niejednym sercem, większość młodych sympatyków reprezentacji Polski miała zupełnie innego idola. Niemal każdy z nastoletnich wówczas kibiców, na pytanie o ulubionego polskiego piłkarza, dumnie odpowiadał „Jakub Błaszczykowski”. Nie było to żadnym zaskoczeniem, bowiem dobre występy w barwach Borussii Dortmund musiały działać na młodzieńczą wyobraźnię. Były to równocześnie trudne czasy dla fanów futbolu znad Wisły, wszak mogli tylko pomarzyć, aby kadrowicze występowali w klubach pokoju AS Monaco, SSC Napoli, Juventusu czy Bayernu Monachium.

Nikt nie jest jednak długowieczny, dlatego rola Błaszczykowskiego na Signal Iduna Park z każdym miesiącem była coraz mniejsza, aż w końcu polski skrzydłowy musiał opuścić Zagłębie Rurhy. Zgotowano mu natomiast iście królewskie pożegnanie, będące docenieniem całego wkładu w ówczesne sukcesy Die Schwarzgelben.

W międzyczasie na Kubę spadł kolejny cios – musiał się pogodzić z faktem, że rola kapitana kadry przypadnie komuś innemu. Wychowanek częstochowskiego Rakowa nader godnie przyjął odebranie mu tej zaszczytnej roli, stawiając na szczycie nie swoje prywatne ambicje, ale dobro całej grupy. Ponadto zapowiedział, że nigdy nie opuści narodowego okrętu. Cokolwiek by się działo, nie zamierzał rezygnować z gry w biało-czerwonych barwach. Od początku stawiał sprawę jasno – pożegna się z reprezentacją tylko wtedy, gdy któryś z trenerów uzna go za całkowicie nieprzydatnego.

„Nie zrezygnuję z reprezentacji. Zdaję sobie sprawę z tego, że mam swoje lata, ale z marzeń się nie rezygnuje. Kiedyś może przyjść taki moment, że będę za słaby, ale sam nie zrezygnuję z reprezentacji, bo to dla mnie zbyt ważne. Podchodzę do tego z pokorą, ale sam świadomie takiej decyzji nie podejmę”

Jakub Błaszczykowski jesienią ubiegłego roku

Zafundujmy sobie teraz mały wehikuł czasu i cofnijmy się o kilka tygodni. Ostatnie minuty „rywalizacji” z Japonią w Wołgogradzie. Jak wyglądała reakcja zdecydowanej większości kibiców na całe zamieszanie z wejściem Kuby na boisko? Opierała się na mocnych słowach kierowanych właśnie w kierunku doświadczonego pomocnika? Wtedy również tak bardzo uwierał opinię publiczną brak regularnej gry, nieporównywalnie bardziej niż w przypadku innych kadrowiczów? No właśnie…


Trudno więc racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego gigantyczna fala hejtu wylała się na Błaszczykowskiego właśnie teraz. Gigantyczna fala hejtu bez jakiejkolwiek merytoryki. Żadną przesadą nie są zatem słowa o tym, że na całe szczęście Kuba potrafi pływać, bo w takiej ilości internetowego szamba mógłby się utopić. Doprawdy trudno zrozumieć, czym zawodnik Wolfsburga zasłużył sobie na taką krytykę, która wymagała nawet interwencji samego prezesa PZPN-u.

„Jak to w Polsce bywa, zajmujemy się głupotami. Zamiast patrzeć na zespół jako całość, po udanym meczu z Włochami podzieliliśmy się na dwa kościoły – zwolenników i przeciwników Błaszczykowskiego. Dajmy Kubie spokój, on jest potrzebny tej kadrze”

Zbigniew Boniek podczas rozmowy z dziennikarzami Interii po zakończeniu meczu w Bolonii

Rodacy wspierali Błaszczykowskiego po niewykorzystanym rzucie karnym w ćwierćfinałowej rywalizacji z Portugalią w Mistrzostwach Europy, a teraz wylewają nań wiadra pomyj bez logicznego uzasadnienia. Czy to jego wina, że łączą go więzy rodzinne z aktualnym selekcjonerem? Czy to on spowodował, że Kamil Grosicki nie zagrał nawet sekundy w bieżącym sezonie Championship, Przemysław Frankowski ma fatalne liczby, Maciej Makuszewski nabawił się urazu, a Rafał Kurzawa przesiaduje na ławce po przenosinach do Amiens? Owszem, sprokurował „jedenastkę” w piątkowym starciu z Włochami, ale czy to wystarczający argument, aby grubą kreską przekreślić jego wcześniejszy wkład i rozpocząć irracjonalny roast?


Mam naprawdę bogatą wyobraźnię i widziałem Bartosza Kapustkę w pierwszym składzie Leicester City czy Bartłomieja Pawłowskiego w lepszym klubie niż Malaga. Trudno mi jednak uwierzyć, aby podobna krytyka dotknęła Bartosza Bereszyńskiego, Jana Bednarka, czy nawet Kamila Glika, gdyby to im przydarzyło się takie przewinienie. Przy całym szacunku dla nich, nawet wspólnie nie dali kadrze tyle, ile piłkarz rodem z Truskolasów.

Dlatego apeluję, zejdźmy wreszcie na ziemię! Czy kraj, który nie wyszedł z grupy na mundialu od ponad 30 lat, nie mający w dodatku swoich przedstawicieli w europejskich pucharach, stać, aby lekką ręką pozbywać się legend? Zwłaszcza, że nasza reprezentacja jest w trakcie poważnej przebudowy.

Kto będzie lepszym wzorem dla Damiana Kądziora, Kamila Jóźwiaka i Sebastiana Szymańskiego, jak nie człowiek uchodzący za wzorowego kadrowicza, zarówno na boisku, jak i poza nim. Naprawdę możemy sobie pozwolić, aby wyrzucić na śmietnik strzelca bramek na dwóch turniejach o prymat na Starym Kontynencie?!?


Nikt nie mówi zresztą, żeby Kuba występował w podstawowym składzie Biało-Czerwonych. Ale dalsze powołania są absolutną koniecznością. Aż do momentu, gdy drużyna narodowa będzie dysponowała czterema, pięcioma skrzydłowymi na najwyższym poziomie. Ale w tym momencie jest to tak absurdalne, jak wizja polskiego klubu w fazie grupowej Ligi Mistrzów…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *