d6787678a1059af59c42ca1811c51143

Tegoroczni beniaminkowie Bundesligi stanowią dla sympatyków niemieckiego futbolu miłą odmianę. Po zaskakującym powitaniu, a potem szybkim pożegnaniu z elitą kopciuszków z Darmstadt i Ingolstadt, przed rokiem do najwyższej klasy rozgrywek wdarły się tak ciekawe ekipy, jak Lipsk i Freiburg. Wspólnym mianownikiem nowicjuszy z ostatnich dwóch sezonów jest jednak brak wielkiej historii i klubowego dziedzictwa, na które kładzie się za naszą zachodnią granicą ogromny nacisk. Ostatnią firmą, którą w lidze mistrzów świata przywitano niczym starego znajomego było 1. FC Köln w kampanii 2014/15. Tym razem tendencja się odwróciła – zarówno Hannover 96, jak i VfB Stuttgart to kluby na swój sposób przynależące do Bundesligi. Przewidywania w stosunku do ich dyspozycji mocno się jednak różniły. Ci pierwsi mieli bronić się przed spadkiem, a drudzy typowani byli do roli czarnego konia. Tymczasem po czterech kolejkach bieżących rozgrywek to Die Roten triumfują – są drudzy w tabeli, a przez kilkanaście godzin byli nawet liderem!


Gdy klub, który jeszcze niedawno bił się o ligowe podium i z powodzeniem reprezentował kraj na arenie międzynarodowej musi zmierzyć się z widmem degradacji, często dochodzi do gruntownej reorganizacji, odmłodzenia składu i wprowadzenia świeżych pomysłów oraz nowych rozwiązań mających na celu szybki powrót do elity, a w dalszej perspektywie krajowej czołówki. Taką właśnie strategię obrał VfB Stuttgart, który jako beniaminek Bundesligi zgodnie z przewidywaniami radzi sobie bez większych kłopotów. Die Schwaben prezentują niezły futbol i zajmują bezpieczne miejsce w środku tabeli. Zmian ani w składzie, ani w klubowych strukturach nie obserwowaliśmy natomiast w Hannoverze. Na HDI-Arena postawili przede wszystkim na utrzymanie kadry, która wcześniej bez powodzenia rywalizowała Bundeslidze, z przekonaniem, że owa koncepcja zaowocuje szybkim awansem.

Takie podejście do sprawy spotkało się za Odrą z niemałą krytyką. Nie jest bowiem tajemnicą, że zatrzymanie niemal wszystkich kluczowych graczy mocno nadwyrężyło budżet H96 i ewentualny brak promocji w tym roku mógłby sprowadzić na klub z Dolnej Saksonii niemałe kłopoty. Od początku ubiegłych rozgrywek Die Roten utrzymywali się jednak w czołówce 2. Bundesligi i pewnie zmierzali w kierunku elity. Zespół z północy Niemiec nie zachwycał, ale wygrywał.

Kiedy pod koniec marca Hannover spadł na czwarte miejsce w tabeli, w klubie spanikowano. Nowo zatrudniony dyrektor sportowy Horst Heldt zastąpił cieszącego się sympatią lokalnych kibiców szkoleniowca Daniela Stendela, który kończył na ławce trenerskiej sezon 2015/16, swoim dobrym znajomym – André Breitenreiterem. 47-letni działacz wcześniej pracował jako Sportdirektor w FC Schalke 04 i delikatnie mówiąc nie wspomina się go na Veltins-Arena zbyt dobrze. Breitenreiter również zaliczył kompletnie nieudany epizod w Gelsenkirchen, zresztą właśnie za czasów Heldta. Ten oto duet miał wprowadzić do Hannoveru „nową” jakość. Złośliwa ironia losu sprawiła ponadto, że pierwszy mecz Breitenreitera przy Robert-Enke-Straße przypadł na 1 kwietnia…


Historia Hannoveru 96 na zapleczu niemieckiej ekstraklasy zakończyła się ostatecznie happy-endem. Die Roten awansowali do Bundesligi bezpośrednio z drugiego miejsca, ale po zaciętej walce z Unionem Berlin i Eintrachtem Brunszwik. Transferowe lato przed powrotną kampanią wśród najlepszych było na HDI-Arena znacznie bardziej pracowite niż to przygotowujące do walki o elitę. Włodarze saksońskiego klubu tym razem podeszli do sprawy z pełną świadomością, że potrzebnych im będzie kilka nowych nazwisk, aby nie zabawić na najwyższym poziomie rozgrywek dokładnie tyle, ile zajęło dostanie się tam. Sprowadzono więc zawodników z doświadczeniem i niezłą jakością, ale wciąż nie spowodowało to, że ktokolwiek widział w Hannoverze potencjalną rewelację sezonu. Zresztą kadra Die Roten nadal łudząco przypominała tą, która przed rokiem doprowadziła do spadku. Obecnie w pierwszej drużynie H96 gra 13 piłkarzy, którzy pamiętają tamtą traumę. Dla porównania: w drużynie drugiego tegorocznego beniaminka takich graczy jest tylko czterech.

Co ciekawe, rynek transferowy dostarczył kilku smaczków i połączeń właśnie na linii Hannover – Stuttgart. Jedną z kluczowych postaci w ekipie trenera Breitenreitera jest aktualnie Martin Harnik, a więc doświadczony napastnik, którego sprowadzono po spadku właśnie z zespołu Die Schwaben. Z kolei w bramce VfB od kilku tygodni stoi Ron-Robert Zieler – znakomity golkiper, który również rok temu uciekł z tonącego hanowerskiego statku, korzystając z oferty Leicester City. Na King Power Stadium 28-latek nie zdołał jednak podważyć pozycji Kaspera Schmeichela i przed sezonem powrócił do ojczyzny na tarczy.


Nowicjusz z Dolnej Saksonii w bieżącej kampanii prezentuje mało atrakcyjny dla oka futbol – oparty na doskonałej organizacji gry w defensywie i szybkich kontratakach. Trzeba jednak przyznać, że mało który klub w niemieckiej elicie potrafi tak skutecznie zagęścić i „zamknąć” dla rywala środek pola. Ten efekt podopieczni Breitenreitera osiągają dzięki dwóm solidnym stoperom: Felipe i Salifowi Sané oraz nominalnemu obrońcy grającemu w linii pomocy – Waldemarowi Antonowi. To młodzieżowy reprezentant Niemiec, który od niedawna doskonale odnajduje się w roli typowej „szóstki”.

Obok niego, w zależności od przyjętej taktyki oraz klasy rywala, występuje Pirmin Schwegler lub Marvin Bakalorz, a czasami obaj. Cała trójka to nienaganni taktycznie, doskonale odnajdujący się w destrukcji zawodnicy, choć mający swoje ograniczenia w grze ofensywnej. Za to jednak w ekipie Die Roten odpowiedzialni są inni. Wspominany wcześniej 30-letni Harnik przeżywa drugą młodość, a Niclas Füllkrug pokazuje na boiskach Bundesligi, że kilkanaście bramek strzelonych w okresie przygotowawczym nie było dziełem przypadku. Szybko swoją przydatność udowodnił również sprowadzony za 9 mln € z Rubina Kazań Jonathas – to właśnie rosły Brazylijczyk strzelił zwycięską bramkę w meczu z Schalke.


Po wygraniu trzech spotkań i zremisowaniu jednego Hannover zajmuje drugą lokatę w tabeli Bundesligi. Na HDI-Arena nie dzieje się jednak tak dobrze, jak sugerowałby wynik sportowy. Derbowe zwycięstwo nad HSV zostało bowiem okraszone mini-strajkiem kibiców, którzy wyszli ze stadionu jeszcze przed końcowym gwizdkiem. Horst Heldt twierdzi, że uderzyło to w piłkarzy, ale w rzeczywistości wszyscy na północy Niemiec wiedzą, komu fani Die Roten chcieli zamanifestować swoje niezadowolenie…

Źródło: Bild
Źródło: Bild

Ekscentryczny prezydent Martin Kind planuje wykupić większość udziałów w klubie. Już teraz posiada ich znaczącą część, a jego poczynania nie podobają się sympatykom H96. Gdyby Kindowi udało się obejść zasadę”50+1″, swoje niezadowolenie fani z pewnością okażą znacznie mocniej niż wystawiając banery czy opuszczając trybuny. Ponadto nikt w Hanowerze nie łudzi się, że aktualną pozycję uda się utrzymać na dłużej. Wśród piłkarzy i trenerów dominuje pogląd, że celem na ten sezon wciąż pozostaje utrzymanie w lidze i wcale nie myślą o podbijaniu stawki. Takie poczucie realizmu zdaje się najlepszą możliwą drogą do stopniowego odbudowania pozycji dwukrotnego mistrza Niemiec w Bundeslidze.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *