Najwazniejsze wydarzenia R32 LE - foto główne (24 lutego 2017) (Kopiowanie) (Kopiowanie)

Za nami rewanżowe spotkania 1/16 finału Europa League, które przyniosły wiele planowych rozstrzygnięć, ale także niespodzianki, na które fani futbolu tak bardzo czekają. Co zapamiętamy po zakończeniu tej fazy rozgrywek?

Wiosna w Europie nadal nie dla polskich drużyn

Znowu sprawdziła się reguła od lat rządząca rodzimym futbolem klubowym, w świetle której żadnemu zespołowi znad Wisły nie udaje się rozstrzygnąć na swoją korzyść pierwszego dwumeczu po przerwie zimowej. Tak było kilkanaście lat temu z Wisłą Kraków Henryka Kasperczaka, gdy jesienią toczyła wspaniałe boje z Parmą i Schalke 04 Gelsenkirchen, a wiosną po pełnym emocji dwumeczu uległa rzymskiemu Lazio. W podobnych okolicznościach kończyły się także przygody Groclinu (dwie porażki z Girondins Bordeuax), Lecha Poznań (odpadnięcie z Udinese Calcio i Sportingiem Braga) oraz Legii Warszawa, która mierzyła się ze Sportingiem CP i z Ajaxem Amsterdam. W większości tych konfrontacji do awansu nie brakowało wiele, ale ostatecznie żadnej polskiej drużynie nie udało się osiągnąć sukcesu.


Tym razem lepsi od przedstawiciela Ekstraklasy okazali się wicemistrzowie Holandii, którzy byli na przestrzeni całego dwumeczu zespołem piłkarsko lepszym, choć przy odrobinie szczęścia podopieczni Jacka Magiery mogli rozstrzygnąć starcie w Amsterdamie na swoją korzyść. Początkiem problemów dla polskich klubów rywalizujących na wiosnę w europejskich pucharach stawały się często rotacje kadrowe, które po udanej jesieni na arenie międzynarodowej stawały się nieuniknione. Na pewno za czynnik sprzyjający nie można uznać również przerwy zimowej, która w polskiej Ekstraklasie trwa stosunkowo długo, a w większości liczących się lig zagranicznych kończy się znacznie wcześniej lub nie ma jej w ogóle…


Goal-Line Technology potrzebna od zaraz!

W przypadku meczu Legia – Ajax brak technologii okazał się dla polskiego klubu korzystny, jednak pokazał, że problem istnieje także w skali rozgrywek europejskich. Holendrzy umieścili piłkę wyraźnie za linią bramki strzeżonej przez Arkadiusza Malarza, jednak sędziowie tego nie dostrzegli i gola niesłusznie nie uznali.



Jak widać doskonale na tym przykładzie, wprowadzenie dodatkowego sędziego, którego główną funkcją miała być kontrola linii końcowej i bramkowej, nie zagwarantowało poprawy arbitrażu. A niezależnie, kto w danej sytuacji korzysta, a kto traci, dążenie do wyeliminowania takich rażących pomyłek, przynajmniej na arenie międzynarodowej, powinno stać się dla władz piłkarskich priorytetem. Technologia Goal-Line czy inny zbliżony system nie dadzą nigdy pełnej gwarancji korekty błędów, ale na pewno znacząco pomogą w sprawiedliwym rozstrzyganiu kontrowersyjnych sytuacji boiskowych. Tym razem niewłaściwa ocena sędziego nie miała większych konsekwencji dla losów dwumeczu, gdyż piłkarze Ajaksu i tak wywalczyli awans, ale w przeszłości bywało z tym różnie…


Determinacja Anderlechtu

Piłkarze Fiołków nie byli faworytami w konfrontacji z Zenitem Sankt Petersburg – rosyjskim klubem mającym zdecydowanie większe możliwości finansowe, a także ambicje w europejskich pucharach, tymczasem pierwszy mecz niespodziewanie wygrali piłkarze Anderlechtu. W rewanżu jednak, także w obliczu sporego osłabienia, jakim była kontuzja najlepszego strzelca Paars-wit Łukasza Teodorczyka, było oczywistym, że Rosjanie zrobią wszystko, aby z nawiązką odrobić straty sprzed tygodnia. Przebieg meczu tylko te przewidywania potwierdzał. Od początku piłkarze Zenitu ruszyli do ofensywy, co przyniosło skutek w postaci trzech bramek. I kiedy wydawało się, że emocje w tym spotkaniu już się zakończyły, gracze z Brukseli pokazali to, co w futbolu jest tak ważne i być może najpiękniejsze – wolę walki, nieustępliwość i wiarę w końcowy sukces aż do końca, które zaowocowały bramką na wagę awansu w ostatniej minucie spotkania!


Po raz kolejny okazało się, że pieniądze w piłce nie grają, a teoretycznie słabsza drużyna może spłatać figla faworytowi.


Rewanże bez polskich piłkarzy

Polscy zawodnicy oczywiście wystąpili w rewanżowym meczu 1/16 finału Ligi Europy, jednak byli to wyłącznie piłkarze reprezentujący Legią Warszawa. W żadnej innej drużynie, z różnych powodów, nie pojawił się na murawie jakikolwiek reprezentant Biało-Czerwonych. Kontuzje wykluczyły wspomnianego Łukasza Teodorczyka oraz Macieja Rybusa, który świeżo po chorobie nie miał okazji przyczynić się do efektownego triumfu Olympique’u Lyon.

W zgoła odmiennej sytuacji są Łukasz Szukała (Osmanlıspor FK), któremu bliżej obecnie do odejścia z klubu niż gry w pierwszym składzie, a także Bartłomiej Drągowski (ACF Fiorentina), który zmaga się ostatnio z problemami zdrowotnymi, lecz nawet będą w pełni sił nie miał szans na grę w barwach Violi. Z kolei występujący jesienią regularnie w Krasnodarze Artur Jędrzejczyk po transferze do Legii Warszawa ze względów proceduralnych nie mógł wystąpić w dwumeczu z Ajaksem. Wojciech Szczęsny rewanż z Villarrealem spędził na ławce rezerwowych, ale po pewnym zwycięstwie Giallorossich w pierwszym starciu (4:0), Luciano Spaletti dał w rewanżu szansę wielu rezerwowym.


Trzy drużyny belgijskie w 1/8 finału

Z pewnością sporym zaskoczeniem, a jednocześnie odzwierciedleniem rozwoju belgijskiej piłki skutkującym wysypem w tym kraju wielu talentów oraz niezłym występem reprezentacji Czerwonych Diabłów na mistrzowskich imprezach, był awans aż trzech przedstawicieli Jupiler League do 1/8 finału Europa League: Anderlechtu, Gentu oraz Racingu Genk.


Zespoły Anderlechtu oraz Gentu poradziły sobie z Zenitem i Tottenhamem, a więc wyeliminowały faworyzowanych przeciwników. Warto zaznaczyć, że żadna z innych lig nie ma tym etapie rozgrywek tylu przedstawicieli co belgijska, a z Hiszpanii, Włoch czy Anglii występuje tylko jeden zespół. Oczywiście, te kraje mają jeszcze wielu swoich przedstawicieli w Lidze Mistrzów, ale progres klubów z południowych Niderlandów jest zauważalny.


Imponujący dwumecz Olympique’u Lyon

Banałem jest stwierdzenie, że na tym etapie rozgrywek nie ma już słabych drużyn, jednak rozmiary triumfu francuskiej drużyny nad AZ Alkmaar muszą budzić uznanie, gdyż rzadko zdarza się, aby w dwumeczu zaaplikować rywalom dwucyfrową liczbę bramek!


Taki festiwal strzelecki urządzili sobie piłkarze Les Gones, mimo że dopiero na ostatni kwadrans spotkania pojawił się na murawie ich najlepszy strzelec – Alexandre Lacazette. Czwartkowy rezultat stawia podopiecznych Bruno Génésio w roli poważnych kandydatów do zwycięstwa w całych rozgrywkach. Cieszy zatem fakt, że członkiem takiego zespołu jest Maciej Rybus, bo pozycja Polaka na Stade des Lumières jest coraz słabsza…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *