nintchdbpict000351901297

Znakomity sezon w Benfice, transfer do Bayernu Monachium i złoty medal Mistrzostw Europy we Francji – kariera Renato Sanchesa potoczyła się znacznie szybciej niż sam Portugalczyk mógł przypuszczać. Poprzednie rozgrywki Bundesligi brutalnie zweryfikowały jednak młodego lizbończyka. Działacze giganta z Bawarii postanowili więc wypożyczyć nastolatka do Swansea City, gdzie dość nieoczekiwanie także zmaga się z olbrzymimi trudnościami.

Kiedy Bayern wydawał 35 mln € na utalentowanego 18-letniego pomocnika, świat przecierał oczy ze zdumienia. Mający za sobą zaledwie osiem miesięcy gry w seniorskiej ekipie Benfiki zawodnik trafiał bowiem do jednego z najsłynniejszych klubów świata za duże jeszcze wówczas pieniądze. Niektórzy eksperci twierdzili, że to piłkarz dla Die Roten wprost idealny. Mierzący 176 cm wzrostu i pracowity jak mrówka Portugalczyk zdawał się być perfekcyjną opcją do obsadzenia pozycji nr „8”. Sanches sprawiał wrażenie gracza potrafiącego rozłożyć czynniki defensywne i ofensywne niemal po równo. Jak to często bywa, praktyka okazała się znacznie brutalniejsza od teorii, co potwierdził roczny pobyt w Monachium.


Szybko potwierdziło się, że jeszcze wiele wody upłynie w Tagu, zanim trzynastokrotny reprezentant A Selecção okrzepnie i stanie się ważną postacią mistrza Niemiec. Ilekroć Carlo Ancelotti stawiał na ciemnoskórego defensywnego pomocnika, ten zawodził. Podejmowanie złych wyborów, zwalnianie tempa gry czy brak dyscypliny taktycznej to tylko niektóre z zarzutów, jakie stawiano młodzianowi. W dodatku wciąż pojawiały się wątpliwości co do jego wieku…


Tego lata Bayern wypożyczył perspektywicznego Portugalczyka do Swansea City, gdzie może liczyć na regularne występy, które pomogą mu podnieść umiejętności i po mundialu w Rosji wrócić do Bayernu – już w roli podstawowego zawodnika.

Źródło: Swansea City AFC
Źródło: Swansea City AFC

Początek walijskiej przygody Sanchesa nie przebiega jednak zgodnie z planem. Dwa dotychczasowe mecze rozegrane w barwach Łabędzi nie przysporzyły 20-latkowi sympatyków na Liberty Stadium. Na Wyspach Brytyjskich oczekiwano, że mistrz Europy będzie w stanie godnie zastąpić dotychczasowego lidera Swansea, Gylfiego Sigurðssona. Tymczasem już w debiucie przeciwko Newcastle skrzętnie wytknięto Renato, że zanotował aż sześć strat, z piętnastu pojedynków indywidualnych wygrał zaledwie cztery, a jego pojedyncze próby strzałów czy przerzutów okazały się niecelne. Niewiele lepiej było w defensywie, wszak lizbończyk zanotował tylko jeden odbiór. Zgodnie zarzucono mu również, że spotkania przeciwko Srokom nie wytrzymał kondycyjnie, przez co Paul Clement zmienił go już po 70. minutach gry.

„Renato potrzebuje czasu. Nie zagrał źle, ale fizycznie odstaje od naszych zawodników. Widać, że nie przepracował całego okresu przygotowawczego. Liczymy, że wkrótce będzie gotowy na pełne 90 minut”


Wychowanek Benfiki przejawiał ogromną ochotę do gry, jednak nie realizował tego, co powinno stanowić dla środkowego pomocnika credo – nie trzymał pozycji. Zbyt ofensywne zapędy Sanchesa sprawiały, że w środkowej strefie Swansea tworzyły się gigantyczne dziury. Dziennikarz „Daily Mail” Ralph Ellis rozłożył zresztą występ nowego zawodnika Łabędzi na czynniki pierwsze:

„Widać, że jest nie do końca przygotowany pod względem kondycyjnym. Braki fizyczne są spowodowane tym, że nie miał normalnych przygotowań w Bayernie. Udało mu się wywalczyć kilka rzutów wolnych, ale minie jeszcze sporo czasu, zanim przystosuje się do angielskiego stylu gry. W Monachium miał o tyle wygodniej, że piłkarze byli lepsi. Tutaj przyszedł po to, by być liderem. Jest młody, utalentowany, ale potrzebuje czasu”


Drugie spotkanie Sanchesa w barwach Swansea było już nieco lepsze, ale Tottenham także obnażył mankamenty młodego gracza. W wielu sytuacjach widać było, że Portugalczykowi brakuje jeszcze boiskowego cwaniactwa i samodyscypliny. Tym razem starał się jednak brać grę na siebie, choć piłkarsko wyraźnie odstawał od zawodników środka pola Spurs. Próby uruchamiania kolegów z ataku, kilka odbiorów i mniejsza liczba strat to wciąż zbyt mało. Na Wyspach oczekują, że Renato znacznie podwyższy loty i z miejsca stanie się liderem The Swans. Swojego młodego podopiecznego stara się bronić Paul Clement, który na pomeczowej konferencji mówił:

„Wiemy, że nie będzie błyszczał od razu. On potrzebuje czasu, by zrozumieć drużynę, ale przede wszystkim by poznać specyfikę ligi. Renato musi się zaaklimatyzować”


Brytyjskie media zarzucają Clementowi, że bezgranicznie ufa talentowi z Lizbony. Choć Sanches dopiero przed miesiącem skończył 20 lat, wszyscy wokół wymagają od niego pełnej odpowiedzialności za boiskowe poczynania drużyny grającej na poziomie Premier League. Zdaniem lokalnych dziennikarzy, kiedy tylko w stu procentach zdrowy będzie Leon Britton, to w obecnej dyspozycji najlepszy młody zawodnik EURO 2016 wyląduje na ławce rezerwowych…

Sanches usilnie stara się pomóc zmagającej się z licznymi problemami walijskiej ekipie, ale nie bardzo wie, jak to zrobić. Na ten moment Portugalczyk jest pierwiastkiem zupełnie niepasującym do układanki Paula Clementa. Dysponującemu niezłą techniką piłkarzowi może być niezmiernie trudno, by błyszczeć w zespole prezentującym nieskomplikowany, a momentami nawet siłowy futbol. Uwaga rywali będzie więc przeważnie skupiona na wycenianym na 22 mln € piłkarzu (według Transfermarkt), a jak pokazały występy w Bayernie, nastolatek ma spore problemy w grze pod presją.

Czy zatem transfer do Swansea okaże się być dobrym ruchem dla uzdolnionego pomocnika? Początki na Wyspach nie należą do najłatwiejszych, ale wydaje się, że z czasem sytuacja złotego chłopca portugalskiego futbolu na Liberty Stadium ulegnie polepszeniu. Pobyt w Cymru powinien stać się chrztem bojowym dla zawodnika, który jeszcze dwa lata temu grał w piłkę w… rezerwach Benfiki z Pawłem Dawidowiczem. Angielski futbol uczy pokory, a ta bez wątpienia będzie Sanchesowi niezbędna, jeżeli ma w planach powrót do Bayernu i skuteczną rywalizację o miejsce w składzie Bawarczyków.

Czas pokaże, czy „El Bulo” dojrzeje na angielskiej niwie, czy wróci z podkulonym ogonem. Nie do Monachium, lecz do Portugalii, gdzie na zawsze może mu przylgnąć łatka wonderkida, bądź jak mawiają w Polsce „piłkarza jednego meczu”.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *