champions-league-trophy

Jak co roku w elitarnym gronie 32 najlepszych zespołów na Starym Kontynencie znalazło się miejsce dla piłkarskich kopciuszków, które będą próbowały pokrzyżować plany faworytom i zaimponować szerszej europejskiej publiczności. W rolę potencjalnych bohaterów drugiego planu mają szansę wcielić się także Polacy – Łukasz Teodorczyk oraz Jakub Rzeźniczak, których czeka rywalizacja z absolutnymi gigantami światowego futbolu: Bayernem, Paris Saint-Germain, Chelsea czy Atlético. O tym, na kogo jeszcze muszą uważać potentaci, w trzeciej, a zarazem ostatniej części naszego subiektywnego zestawienia uczestników tegorocznej fazy grupowej Champions League.




UEFA Champions League official ball 2017-18 UEFA Champions League official ball 2017-18

CSKA Moskwa, RB Leipzig, Olympiakos SFP, Sporting CP, Spartak Moskwa, FC Basel, FC Shakhtar

W największej grupie sytuujemy kluby znajdujące się w różnych sytuacjach. Celem CSKA Moskwa będzie walka z Benfiką o drugie miejsce w grupie A. Wydaje się, że Rosjanie stoją jednak na przegranej pozycji w tej konfrontacji. W zespole Krasnoarmiejców od dawna panuje bowiem stagnacja. O ile o sile defensywy wicemistrza Priemjer-Ligi od lat stanowi kultowy już blok obronny złożony z braci Berezutskich i Siergieja Ignashevicha, za którymi w bramce niezmiennie stoi Igor Akinfeev, o tyle atak CSKA wygląda bardzo słabo. Latem nie sprowadzono do stołecznego klubu żadnego klasowego napastnika, więc cała nadzieja w Brazylijczyku Vitinho, który póki co nie błyszczy na miarę swoich poprzedników.

Od Viktora Gonczarenki, a więc trenera, który już jako 31-latek wprowadzał w 2008 roku do Ligi Mistrzów białoruskie BATE Borysów, w Moskwie wymagają rezultatów co najmniej na miarę Leonida Slutskiego, autora pierwszego w historii klubu awansu do fazy pucharowej Champions League (w sezonie 2009/10 CSKA dotarło do ćwierćfinału rozgrywek, gdzie uległo Interowi Mediolan – przyp. red.). Powtórzenie tego wyniku w bieżącej edycji będzie jednak gigantyczną niespodzianką.

Źródło: PFC CSKA Moskwa
Źródło: PFC CSKA Moskwa

RB Leipzig w sezonie 2016/17 wywalczył sensacyjne wicemistrzostwo Bundesligi, ale teraz czeka ich nieporównywalnie trudniejsze zadanie. Młoda i niedoświadczona drużyna z Red Bull Arena trafiła wprawdzie do dość wyrównanej grupy, ale naszym zaniem ostatecznie nie uda jej się wywalczyć awansu do dalszej fazy rozgrywek. Zespół z Saksonii nie jest bowiem przyzwyczajony do rywalizacji na kilku frontach, a jak pokazał przykład Borussii Mönchengladbach to bardzo wymagające wyzwanie, które może także przysporzyć niemałych kłopotów na krajowym podwórku.

Ralph Hasenhüttl będzie się zatem cieszył z każdego dobrego występu swoich podopiecznych w Europie, ale priorytetem pozostaje Bundesliga, a w niej Czerwone Byki znów chcą zameldować się w czołówce. Atutem RasenBallsport może okazać się brak presji, wszak nikt nie wymaga od całkowitego nowicjusza, by z miejsca podbił piłkarski Stary Kontynent. Warto będzie natomiast obserwować, jak na tle futbolowych potentatów poradzą sobie talenty z Lipska: Timo Werner, Naby Keita czy Dayot Upamecano.


Olympiakos znów nie miał szczęścia w losowaniu. Realnym celem Greków powinno być więc 3. miejsce w grupie, o które powalczą ze Sportingiem. Według nas większe szanse na powodzenie tej misji mają piłkarze dobrze znanego nad Wisłą, choć zdecydowanie gorzej pamiętanego Besnika Hasiego.


Ulubieńcem fanów na Stadionie Giorgiosa Karaiskakisa szybko stał się Vadis Odjidja-Ofoe, który doskonale zna atuty lizbońskich Lwów, bowiem z zespołem Jorge’a Jesusa rywalizował będąc jeszcze piłkarzem Legii Warszawa. Kadra Greków wygląda przyzwoicie, ale furory Thrylos w tym roku raczej nie zrobią.

Na Estádio José Alvalade doskonale pamiętają poprzedni sezon. Stołeczny klub nie potrafił poradzić sobie z Królewskimi i Borussią Dortmund, co akurat było do przewidzenia, lecz przede wszystkim dał się pokonać Legii, czego już nikt w Portugalii nie zakładał. Kluczowym piłkarzem Leões pozostaje niezmiennie Bas Dost, ale poza nim brakuje Sportingowi gwiazd europejskiego formatu. Wzmocniona została za to obrona, którą zasilili doświadczeni Jérémy Mathieu (poprzednio FC Barcelona) i Fabio Coentrão (Real Madryt). Więcej szans na awans dajemy jednak Grekom, którzy rokrocznie wygrywają swoją ligę.

Massimo Carrera po szesnastu latach odzyskał mistrzostwo dla Spartaka Moskwa, ale nie okazało się to dobrą wróżbą na Ligę Mistrzów. Moskiewska drużyna trafiła bowiem do wymagającej grupy z Liverpoolem i Sevillą, więc zapewne pozostanie jej walka o trzecie miejsce i „degradacja” do Ligi Europy. W zespole Krasno-Belye próżno szukać gwiazd europejskiej piłki. O obliczu drużyny decyduje kilku reprezentantów Rosji i błyskotliwy Holender Quincy Promes. 25-latek to zawodnik o uznanej marce na Wschodzie. Już jako młody talent opuszczał Twente Enschede za 11,5 mln €, ale w kadrze narodowej długo pozostawał w cieniu Arjena Robbena i Dirka Kuyta. Zdaniem Danny’ego Blinda, byłego selekcjonera Oranje, Promes jest obecnie najlepszym piłkarzem ligi rosyjskiej.


Problemy mogą zacząć się w obliczu ewentualnej niedyspozycji Promesa, bowiem strzelający dawniej jak na zawołanie w Szachtarze Luiz Adriano nie potrafi wrócić do formy sprzed lat. Rosjanie, choć wprowadzili do Champions League w tym sezonie dwa kluby, najprawdopodobniej w kampanii poprzedzającej Mistrzostwa Świata będą musieli emocjonować się na wiosnę wyłącznie rywalizacją w Lidze Europy.

Większych szans na niespodziankę nie widać także w Bazylei i Doniecku. Przed mistrzem Szwajcarii bardzo trudny, bowiem naznaczony potężną rewolucją sezon. Odeszli trener, dyrektor sportowy i prezes klubu, a nowym szkoleniowcem został mianowany znany przed laty reprezentant Helwetów Raphaël Wicky. 40-latek nie ma jednak doświadczenia w prowadzeniu seniorskich drużyn, gdyż do tej pory pracował wyłącznie na szczeblu młodzieżowym.


W rodzimej lidze RotBlau wciąż nie mają sobie równych, lecz na Europę to zwyczajnie za mało. Atutem Bazylei pozostaje obycie na europejskiej niwie, ale wydaje się, że tym razem na St. Jakob-Park brakuje indywidualności. FCB jak zwykle będzie niewygodnym rywalem, ale kiedy przyjdą kluczowe pojedynki, zabraknie umiejętności czysto sportowych. Van Wolfswinkel, Zuffi, Xhaka czy Oberlin to nazwiska, które nie robią na fanach futbolu na Starym Kontynencie większego wrażenia. Wygląda więc na to, że drugi rok z rzędu Szwajcarzy zakończą pucharową przygodę już jesienią.

W przypadku Szachtara największym problemem wydaje się być… siła grupowych oponentów. Napoli i Manchester City to uznane firmy, więc Górnikom pozostanie najpewniej walka o trzecie miejsce. Ukraińsko-brazylijska mieszanka od lat sprawdza się w Doniecku bardzo dobrze (obecnie w kadrze znajduje się ośmiu Brazylijczyków – przyp. red.), a największa gwiazda drużyny, Facundo Ferreyra, wspomagana przez rodaka Bernarda, strzela jak na zawołanie.


Wyjątkowo solidnie wygląda także linia obrony Szachtara, którą od lat dowodzą Darijo Srna i Yaroslav Rakitskiy. Problemem mistrzów Ukrainy może być za to słaby poziom rozgrywek ligowych. Większość spotkań piłkarze Paulo Fonsecy wygrywają wysoko i łatwo, a w takiej sytuacji trudno rozwijać umiejętności. Dodatkowo ze względu na toczącą się na terenie Donbasu wojnę domowe mecze muszą rozgrywać na stadionie Metalista w Charkowie.



UEFA Champions League official ball 2017-18

RSC Anderlecht, Feyenoord, Beşiktaş JK, Celtic FC, NK Maribor, APOEL FC, Qarabağ Ağdam

W ostatniej grupie prezentujemy zespoły, które naszym zdaniem nie przebrną przez jesienną fazę zmagań w Lidze Mistrzów. Co więcej, tylko jedna z nich ma realną szansę na promocję do 1/16 finału Ligi Europy. Najwięcej szans dajemy Anderlechtowi Bruksela z Łukaszem Teodorczykiem w składzie. Bayern i Paris Saint-Germain to zdecydowanie zbyt wysokie progi dla mistrzów Belgii, ale Celtic wydaje się być w zasięgu Fiołków.


Za wyjątkiem Youriego Tielemansa włodarzom Paarswit udało się utrzymać piłkarzy, z którymi trener Rene Weiler dotarł w ubiegłym sezonie aż do ćwierćfinału Ligi Europy. Kibice w Brukseli liczą na to, że rosły i silny jak tur reprezentant Polski (185 cm wzrostu – przyp. red.) będzie w stanie wygrywać pojedynki z atletycznymi Szkotami. Król strzelców Jupiler Pro League staje zatem przez znakomitą okazją, by wypromować się i pokazać w Europie, a tym samym zapracować na transfer do ligi zdecydowanie lepszej niż belgijska. O ciarki może za to przyprawiać fanów Anderlechtu defensywa, która w ubiegłej, mistrzowskiej kampanii dała sobie wbić aż 30 goli.

Feyenoord, choć jest uznaną na Starym Kontynencie marką z tradycjami, do tegorocznej edycji Champions League przystąpi w roli „Kopciuszka”. Holendrzy będą chcieli napsuć krwi mocniejszym rywalom, ale przede wszystkim powalczyć z Szachtarem o trzecie miejsce w grupie.


Największą gwiazdą drużyny z Rotterdamu jest jej trener. Giovanni van Bronckhorst zna europejski futbol od podszewki i będzie chciał, by jego młodzi zawodnicy zaprezentowali się z dobrej strony. Problem w tym, że poza bramkarzem Kennethem Vermeerem i Karimem El Ahmadim brakuje doświadczonych piłkarzy. Bramki dla ekipy z De Kuip ma natomiast strzelać Nicolai Jørgensen, który 1 września pokonał Łukasza Fabiańskiego w meczu na Parken.

Podobnie sytuacja ma się w Stambule. Mistrzowie Süper Lig po raz drugi z rzędu awansowali do Ligi Mistrzów. Czarne Orły prowadzi Şenol Güneş, którego nazwisko w Turcji oznacza mniej więcej tyle, co Kazimierza Górskiego w naszym kraju. 65-letni szkoleniowiec, który czternaście lat temu doprowadził reprezentację Ay-Yıldızlılar do brązowego medalu na mundialu w Korei i Japonii, to obok Fatiha Terima największa legenda futbolu nad Bosforem. Wśród jego obecnych podopiecznych znajdują się nawet aktualni mistrzowie Europy – Ricardo Quaresma i Pepe.

Źródło: Beşiktaş JK
Źródło: Beşiktaş JK

Kadrowo Beşiktaş prezentuje się więcej niż przyzwoicie, ale to głównie zasługa doświadczonych graczy. Poza Portugalczykami, znanymi nazwiskami na Vodafone Park są Jermain Lens, Gary Medel, Alvaro Negredo, Adriano czy Duško Tošić. Wszyscy ci zawodnicy szczyt formy mają już dawno za sobą, zatem trudno wyobrażać sobie, by podstarzała turecka drużyna przeciwstawiła się młodej nawałnicy z Porto, Lipska czy Monaco. Czarno-Białym nie zabraknie za to charakteru, woli walki i determinacji, ale ostatnie miejsce w grupie to najpewniejszy scenariusz.

Nie mniej waleczni będą Celtowie z Glasgow. Na Parkhead wierzyli, że pokonanie Astany może być preludium do nowej, lepszej ery dla całego szkockiego futbolu, ale plany o podboju Europy trzeba będzie najprawdopodobniej odłożyć w czasie. The Bhoys trafili do arcytrudnej grupy, choć wiadomo, że na własnym obiekcie będą groźni i dla Paris Saint-Germain, i dla Bayernu.


Brendan Rodgers wykonuje na Celtic Park kawał dobrej roboty, ale fakt faktem, że brakuje mu wykonawców. Leigh Griffiths, Scott Sinclair czy Oliver Ntcham sieją postrach w Scottish Premier League, która bardzo daleka jest od poziomu Ligi Mistrzów. Głównym atutem walecznych Szkotów będzie zatem atmosfera na Paradise, ale jak pokazywały niejednokrotnie przykłady polskich drużyn w eliminacjach do europejskich pucharów, doping kibiców może nie wystarczyć. Awans z trzeciego miejsca nie jest co prawda nierealny, jednak w tym momencie lepiej wyglądają notowania Anderlechtu.


Tercet klubów, które trudno stawiać choćby na trzecim miejscu w grupie otwiera Maribor. Słoweńcy po raz drugi w ostatnich czterech latach zakwalifikowali się do Champions League, tym razem po dramatycznych bojach z Hapoelem Beer-Sheva. Stadion mistrza Słowenii jest w stanie pomieścić zaledwie 12 437 widzów, ale nie oznacza to, że doping jest na nim mizerny. Kibice Vijoličastich są mocno związani ze swoim klubem i do końca będą wierzyli w powodzenie misji „Liga Mistrzów”.


Problem w tym, że Mariborowi brakuje piłkarzy, którzy byliby w stanie stworzyć na boisku różnicę. Najbardziej znanym zawodnikiem w zespole Darko Milaniča jest 39-letni bramkarz Jasmin Handanović, który w przeszłości występował we włoskim Empoli (kuzyn słynnego Samira Handanovicia, golkipera Interu Mediolan – przyp. red.). W obronie gra z kolei znany z występów w Legii Warszawa Marko Šuler, zaś za zdobywanie bramek odpowiedzialny jest Brazylijczyk Marcos Tavares. Wychowanek Grêmio to żywa legenda słoweńskiego klubu, dla którego gra od przeszło dziewięciu lat. To wszystko jednak zbyt mało, by Maribor pokusił się o zajęcie pozycji gwarantującej udział w fazie pucharowej Europa League. Liverpool, Sevilla i Spartak to półka wyżej niż waleczna ekipa Milaniča.

Trzecie miejsce w kontekście olbrzymiego sukcesu będą również rozpatrywać na Cyprze. Po dwóch sezonach nieobecności Liga Mistrzów wraca do Nikozji. APOEL ponownie trafił jednak do grupy, w której każdy punkt będzie na wagę złota. Fani Τhrylos mogą cieszyć się, że na GSP Stadium zawitają Real Madryt, Borussia Dortmund czy Tottenham. O ile spotkania na własnym obiekcie powinny przysporzyć możniejszym grupy H nieco trudności, o tyle na wyjazdach podopieczni trenera Giorgosa Dionisa będą starali się przede wszystkim uniknąć kompromitacji.


APOEL ma w swoich szeregach niezłych zawodników, aczkolwiek daleko im do miana gigantów europejskiego futbolu. Nazwiska Igora de Camargo czy Nuno Moraisa nie są anonimowe, ale w blasku gwiazd Los Blancos, BVB czy Spurs natychmiast bledną. W większości meczów mistrzowie Cypru będą starali się grać z kontry, co swego czasu przynosiło im w Champions League nadspodziewane efekty.


Jeżeli ktoś myślał, że awans Ogierów, jak nazywani są w ojczyźnie piłkarze Qarabağu, był dziełem przypadku, to słono się pomylił! Azerowie mozolnie pracowali nad budową eksportowej drużyny, aż w końcu udało się spełnić marzenia o awansie do piłkarskiej elity eliminując FC København.


Trudno jednak przypuszczać, by zagościli w niej na dłużej niż do grudnia. Każdy punkt w starciach z Chelsea, Atlético czy Romą byłby olbrzymim powodem do dumy. Mimo wielkich ambicji zespół z Ağdam będzie po prostu bez szans w starciach z potentatami LaLiga, Premier League i Serie A. Trener Qurban Qurbanov wierzy, że chociaż na własnym obiekcie będzie dane jego podopiecznym strzelić kilka bramek i ucieszyć fanatycznych kibiców.


Co ważne dla fanów futbolu znad Wisły, w drużynie złożonej głównie z miejscowych graczy istotną rolę odgrywa Polak. Jakub Rzeźniczak drugi rok z rzędu będzie mógł posmakować rywalizacji w Champions League i to ponownie jako podstawowy piłkarz swojego zespołu.


Oglądając mecze Qarabağu uśmiechną się także kibice Białej Gwiazdy. W barwach mistrza Azerbejdżanu na lewym skrzydle biega bowiem były zawodnik Wisły Kraków – Wilde-Donald Guerrier. Haitańczyk dał się poznać w Ekstraklasie jako błyskotliwy piłkarz i równie barwna postać. Swego czasu gwiazdą ligi polskiej był także rozgrywający Dani Quintana, autor 23 goli i 19 asyst dla Jagiellonii Białystok.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *