jose-mourinho-man-united-young-boys_gtpfmr3fa22b1ot18njuw1l8k

Podobno nieważne, ile razy się upada, lecz ile razy się wstaje i idzie naprzód. Wątpliwości zaczynają rodzić się jednak wtedy, gdy przy kolejnej próbie podnosimy się z kolan, ale znów upadamy i nie jesteśmy w stanie wykonać kolejnych kroków. Tak od jakiegoś czasu wygląda kariera portugalskiego szkoleniowca. Z podziwianego menedżera pozostał już właściwie tylko cięty język i wielkie, przerośnięte ego. Seria trzech kolejnych zwolnień, konflikty i specyficzny styl gry prowadzonych przez niego zespołów każe zastanowić się, czy legenda o jeszcze do niedawna „The Special One” jest nadal aktualna…

To, o czym mówiło się właściwie od początku sezonu, stało się wreszcie faktem. 55-letni Portugalczyk został zwolniony z funkcji opiekuna Czerwonych Diabłów. Ostatnia, bardzo prestiżowa porażka z Liverpoolem, a przede wszystkim styl, jaki tego dnia prezentował zespół z Old Trafford, przelał czarę goryczy. Ponad sześciokrotnie (!) mniej oddanych strzałów w przeciągu 90 minut to potwarz dla każdego fana z czerwonej części Manchesteru. Po raz kolejny Mourinho przegrał nie tylko z odwiecznym rywalem, ale także swoją filozofią, upartością, charakterem i brakiem pokory. Jego drużyna nie pokazała w tym meczu absolutnie nic. Jedynie błędowi Allisona Red Devils zawdzięczają to, że zdołali w tym meczu uniknąć kompromitacji, ale o uratowaniu honoru nie mogło być jeszcze mowy.

Na pracę urodzonego w Setubal trenera należy jednak spojrzeć szerszym okiem, wszak to właśnie on z powrotem wprowadził klub z Teatru Marzeń na europejskie salony, sięgając po Ligę Europy, a także kończąc ligę angielską na drugim miejscu.


To jednak nie wystarczyło. Oto kilka statystyk, które wyraźnie pokazują, że w Manchesterze coś poszło nie tak. Dwukrotny zdobywca Ligi Mistrzów poprowadził MU w 144 spotkaniach – 84 z nich wygrał, 28 razy schodził z boiska pokonany, a w 32 przypadkach mecz kończył się podziałem punktów. W aktualnej kampanii United zgromadzili 26 punktów w trakcie 17 kolejek – to najgorszy wynik (1.75 punktu na mecz) na tym etapie rozgrywek od sezonu 1992/93! Oprócz tego okazuje się, że 55-letniego szkoleniowca pogrzebała defensywa (aktualnie 29 straconych bramek – czwarta najgorsza w całej lidze). Jeżeli dodamy do tego mizerne poczynania ofensywne – również 29 strzelonych goli – to już wiemy, dlaczego 20-krotni mistrzowie Anglii znajdują się dopiero na szóstym miejscu w tabeli, mając ponad 20 punktów straty do lidera. Złe wrażenia zacierała nieco statystyka wygranych spotkań, w której „Mou” ustępował jedynie wielkiemu Sir Alexowi Fergusonowi.


Nie można jednak zapominać, że nie tylko słabe wyniki z tego sezonu stały za zwolnieniem byłego menedżera Realu Madryt. Niebagatelną rolę ogrywał także skomplikowany charakter José. Prawie notorycznie pojawiały się informacje, że jest on w stałym konflikcie z Paulem Pogbą, Anthonym Martialem, czy nawet Edem Woodwardem. A poszło o nic innego, jak o pieniądze na wzmocnienia. W angielskich mediach pojawiły się informacje, jakoby po ostatnim sezonie, w którym jak uważał Mourinho, jego zespół osiągnął wynik ponad stan, poinformował on prezesa i osoby odpowiedzialne za klubowe finanse, jakie pozycje i zawodników chciałby sprowadzić. Podczas gdy eksperci wraz z analitykami pracowali nad zawężeniem listy celów transferowych, Portugalczyk miał irytować swoich współpracowników podczas rozmów wideo i dorzucać do listy kolejne nazwiska, o których wcześniej nie było mowy.


Kolejne niesnaski pojawiły się, gdy na Old Trafford za 50 mln £ przybył Fred. Menedżer z Półwyspu Iberyjskiego kręcił nosem twierdząc, że ten sezon będzie „trudny”, co później dodatkowo spotęgował fakt nieudolnego wzmocnienia środka obrony przy jednoczesnym genialnym występie na mundialu Harry’ego Maguire’a. „The Special One” miał mieć za złe swoim kolegom z pracy, że żaden z ponad 50 skautów zatrudnionych w klubie nie zaproponował jego zakontraktowania jeszcze wtedy, kiedy był on zawodnikiem Hull City. Oczywiście do kolejnej średnio udanej przygodzie z ławką trenerską, swój stempel postawił też niewyparzony język trzykrotnego mistrza Anglii. Znamienna była tutaj sytuacja ze wspomnianym wyżej francuskim skrzydłowym, kiedy to kilka dni po tym, jak klub zapewnił 23-letniego piłkarza z Massy, że nie jest na sprzedaż, portugalski trener bez wahania mówił o tym, dlaczego cieszyłby się z jego sprzedaży, gdy ten poinformował go, że jest zaniepokojony tym, że do klubu w styczniu przybyć miał Alexis Sanchez. Od tamtego czasu, atmosfera w szatni zrobiła się bardzo gęsta i jak się okazało, tej sytuacji nie udało się już wymazać z pamięci.


Nie można zaprzeczać, że od kilku lat akcje Mourinho systematycznie spadają. Od opuszczenia Santiago Bernabeu w klimacie przypominającym wojnę domową, poprzez wylot z Chelsea, którą zostawił na skraju strefy spadkowej, aż do momentu w którym, zamiast być ofiarą początkowych sukcesów, poległ przez ich brak. W świecie, w którym kluby pretendują do miana wielkich korporacji, świadomych swoich celów i zawsze dbających o swoich pracowników – piłkarzy, dwukrotny Trener Roku UEFA rysuje się jako człowiek kompletnie niepasujący do tego krajobrazu. Jego ego, które pozwala mu otwarcie krytykować czy to swoich podopiecznych, czy to pracodawców, defensywne podejściem do futbolu oraz brak samokrytyki nie są i nie będą sprzymierzeńcami byłego już trenera United.


Pozostaje więc zastanowić się, czy znajdzie się jeszcze chętny aby dać mu kolejną szansę. Wydaje się, że najlepszym rozwiązaniem byłby powrót do Włoch, do Interu Mediolan, z którym po raz ostatni do tej pory podnosił uszaty puchar za zwycięstwo w Champions League i jeden z dwóch, których nie opuszczał w złej atmosferze. Ostatnio co raz głośniej mówi się też, o rzekomym powrocie na półwysep Iberyjski, by po raz kolejny zasiąść za sterami Królewskich. Co by jednak nie mówić nie ma raczej wątpliwości, że któreś z topowych europejskich marek będzie ścigać się w walce o podpis tak barwnego trenera. Pozostaje więc czekać, na kolejną próbę wielkiego Mou. Próbę o powrót – najpierw na karuzelę, na której kręcą się aktualnie najlepsi europejscy szkoleniowcy, a później na tron, na którym sam się kiedyś posadził, twierdząc że jest wyjątkowy („The Special One”). Próbę, która może mu również zamknąć drzwi do powrotu na piedestał.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *