DEiEaTRXcAIEf7Z

Letnie zbrojenia Bayernu Monachium trwają w najlepsze. Po zakontraktowaniu za rekordową kwotę Corentina Tolisso, a także transferach Niklasa Sülego, Serge’a Gnabry’ego i Sebastiana Rudego, Bawarczycy na zasadzie dwuletniego wypożyczenia pozyskali króla strzelców Mistrzostw Świata w Brazylii Jamesa Rodrígueza. Kolumbijczyk kosztował Gwiazdę Południa 10 mln €, a za dwa sezony Bayern będzie miał prawo jego pierwokupu za kolejne 40 mln. Jaką rolę dla Jamesa przygotowuje Carlo Ancelotti?



Istotnie wydaje się, że na odejściu 26-latka z Realu Madryt zyskają wszyscy. Przede wszystkim skorzysta klubowa kasa Królewskich, która przez ostatni sezon utrzymywała zawodnika o jakości mocno wątpliwej. Piłkarza, który miewał tylko momenty przebłysku geniuszu. Wreszcie gracza będącego notorycznie niezadowolonym ze swojej pozycji w klubie, o czym zaczęto dyskutować już w połowie rozgrywek, gdy Real zdobywał Klubowe Mistrzostwo Świata. Rodríguez przez cały swój pobyt w stołecznym klubie udowodnił, że prawdopodobnie nie był wart sumy 80 mln €, które Florentino Pérez przelał w 2014 roku na konto AS Monaco.

To był najlepszy okres w karierze byłego gwiazdora FC Porto. Kolumbia na brazylijskim mundialu doszła do ćwierćfinału, gdzie pechowo uległa gospodarzom 1:2. Pozbawieni Falcao podopieczni José Pekermana szybko znaleźli jednak nowego lidera reprezentacji właśnie w osobie mającego wówczas 23 lata Jamesa. Jego piękny gol strzelony Urugwajowi został nawet wybrany „Bramką Roku FIFA”. Było to jedno z sześciu trafień, jakie młody Kolumbijczyk zanotował na MŚ 2014, zostając tym samym królem strzelców całego turnieju. Wszystko jawiło się niczym piękny sen.

Pierwszy sezon w Realu Madryt zapowiadał, że Królewscy pozyskali „materiał” na wybitnego zawodnika. 46 meczów we wszystkich rozgrywkach, w których Kolumbijczyk zdobył 17 goli i zanotował 18 asyst, tylko to potwierdzało. Carlo Ancelotti mógł być zadowolony z tego transferu, ale odejście włoskiego szkoleniowca rozpoczęło pasmo nieszczęść dla Jamesa, choć teoretycznie w liczbach nie wyglądało to tak źle. Kampanię 2015/16 zakończył z dorobkiem 32 meczów, 8 goli i 10 asyst, zaś poprzedni sezon z bilansem 32 meczów, 11 goli i 13 asyst. Problem polegał jednak na tym, że przez cały pobyt w Madrycie Rodrígueza cierpiał na „chorobę Mesuta Özila”. Podobnie jak Niemiec potrafił zagrać fantastyczną piłkę w starciu z każdym rywalem, by przez kolejne 80 minut być kompletnie niewidocznym.

Reprezentant La Tricolor błyszczał głównie w meczach ze słabymi przeciwnikami, a dodatkowo uchodził za zawodnika dość konfliktowego. Z trzech trenerów, z którymi miał okazję współpracować na Bernabéu, tylko Ancelotti potrafił dotrzeć do psychiki Latynosa. Z Benítezem popadł w głośny konflikt, zaś Zidane nie stawiał na piłkarza nie oddającego się w pełni treningom. Nad wyraz klarownie wyglądało to przede wszystkim wówczas, gdy stołecznym klubem dowodził obecny menedżer Newcastle United. Wiele można było Benítezowi zarzucić, ale w tym przypadku akurat się nie pomylił. James jesienią 2015 roku był cieniem samego siebie.


U Zidane’a sytuacja wyglądała nieco inaczej. „El Cafetero”, jak nazywany jest w ojczyźnie Rodríguez, błyszczał w końcówce sezonu. Drużyna wystawiana przez „Zizou” w lidze, nazywana „Realem Madryt B”, błyszczała, a jedną z jej głównych postaci był właśnie James. To jednak okazało się zbyt mało. Gwoździem do madryckiej trumny Kolumbijczyka pozostają obydwa finały Ligi Mistrzów: zarówno z Atlético w Mediolanie, jak i z Juventusem w Cardiff rozgrywający zasiadał na trybunach.

Lata 2014-2017 były więc dla Jamesa okresem straconej szansy. 26-latek otrzymał możliwość dyrygowania poczynaniami najlepszego, jak się później okazało, klubu Europy, lecz nie sprostał wymaganiom. Teraz otrzymuje okazję do odbudowy.


Bayern wydaje się być klubem wręcz idealnie skrojonym pod możliwości Jamesa. Mistrzowi Niemiec udało się bowiem pozyskać zawodnika o olbrzymim potencjale, który najlepsze chwile w Realu przeżywał, jako się rzekło, pod czujnym okiem Ancelottiego. Mimo tego, że ostatnie dwa lata nie były szczególnie udane dla Kolumbijczyka, to na Allianz Arena trafia przecież zwycięzca dwóch ostatnich edycji Ligi Mistrzów. Obsesja Bayernu co do sięgnięcia po najcenniejsze klubowe trofeum trwa, a poprzednie rozgrywki Champions League Bawarczycy zakończyli na etapie ćwierćfinału, przegrywając w pełnym dramaturgii dwumeczu właśnie z Realem Madryt. Do Monachium trafia zatem piłkarz z genem zwycięstwa. Taktycznie także wygląda na to, że Hoeneß i spółka dokonali majstersztyku. Dotychczas Robert Lewandowski musiał zmagać się z obrońcami rywali, których uwaga koncentrowała się niemal wyłącznie na polskim snajperze FCB. Od nowego sezonu „Lewy” będzie miał za plecami jednego z najbardziej kreatywnych pomocników na świecie.


James dysponuje świetnym przeglądem pola, potrafi regulować tempo gry, a przede wszystkim posiada jedną z najmocniejszych lewych nóg na świecie. Atomowe strzały z dystansu sprawią, że podzielność uwagi obrońców rywali Bayernu będzie musiała sięgać maksimum, przez co Lewandowski będzie miał jeszcze więcej wolnego miejsca. Dodatkowo Kolumbijczyk, który w pomyśle taktycznym Ancelottiego spisywał się znakomicie, może obsługiwać prostopadłymi podaniami nie tylko kapitana kadry Adama Nawałki. Biorąc pod uwagę siłę bawarskiej ofensywy, na tym ruchu transferowym skorzystają także skrzydłowi: Arjen Robben i wykupiony tego lata z Juventusu Kingsley Coman. Rodríguez doskonałymi piłkami może „rozrzucać” grę do bocznych sektorów boiska, stając się tym samym pełnoprawnym reżyserem monachijskiego giganta. Wydaje się zatemm, że właśnie kogoś takiego jak James w ostatnich latach Bayernowi brakowało.



Często ustawiany na pozycji ofensywnego pomocnika Thomas Müller jest piłkarzem o zupełnie innej charakterystyce niż reprezentant Los Cafeteros. W praktyce Bawarczycy stosowali więc ustawienie z drugim, „fałszywym” napastnikiem wbiegającym ze środka pola. Müller to piłkarz walczący, który „żywi się” obrońcami rywali. Nie unika kontaktu i walczy z defensorami jak lew, często z korzyścią dla drużyny. Jego repertuar techniczny, choć nieraz strzelał piękne bramki, jest jednak stosunkowo ubogi, aby kreować grę Bayernu. Do tej pory za arytmię gry w ekipie mistrza Niemiec odpowiedzialny był Xabi Alonso, ale Hiszpan zawiesił już buty na kołku. James będzie miał zatem za zadanie zastąpić 114-krotnego kadrowicza La Roja. Będzie to oczywiście zastępstwo nierównomierne, wszak Bask był zawodnikiem odpowiedzialnym w dużej mierze także za destrukcję.

Teraz, kiedy w klubie pozostał Arturo Vidal, a za rekordową kwotę 42,5 mln € Lyon na Monachium zamienił Corentin Tolisso, obowiązki defensywne w zespole Gwiazdy Południa powinny być wypełniane bez zarzutu. Rodríguez weźmie na siebie ciężar kreowania gry, a gdy zajdzie taka potrzeba, może zastąpić Roberta Lewandowskiego w roli fałszywego napastnika. To odciążyłoby Polaka z ogromu spotkań, a nadchodzący sezon z uwagi na zbliżający się mundial będzie wyjątkowo intensywny. Czas pokaże, czy James Rodríguez stanie się reżyserem filmu pt. „Bayern triumfatorem Ligi Mistrzów”. Języczkiem uwagi pozostaje fakt, iż Kolumbijczyk będzie mógł pogrążyć swój były klub, bowiem Real nie zapisał w kontrakcie wypożyczenia tzw. „klauzuli strachu”. W przypadku wylosowania Królewskich, James będzie miał zatem okazję stanąć twarzą w twarz przeciwko Ronaldo i spółce, a tym samym udowodnić na murawie, że madrytczycy osłabili się wypożyczając go do Bundesligi.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *