DF1tmmIWsAE_mi5

Biorąc pod uwagę dotychczasowe spotkania Sampdorii w nowym sezonie Serie A, poza ostatnim, kompletnie nieudanym meczem z Udinese, można stwierdzić, iż Blucerchiati notują znakomity początek rozgrywek. 11 punktów po sześciu ligowych kolejkach i odprawione z kwitkiem Milan czy Fiorentina, a do tego dwa wyjazdowe remisy z Torino i Veroną – takie rezultaty mogły rozbudzić apetyty wśród kibiców ze Stadio Luigi Ferraris. Sobotnia wizyta na Dacia Arena sprowadziła jednak podopiecznych trenera Marco Giampaolego na ziemię. Jak w tej sytuacji odnajduje się trójka naszych rodaków – Bartosz Bereszyński, Karol Linetty i Dawid Kownacki?

Cała trójka byłych piłkarzy Lecha Poznań znajduje się aktualnie w różnych momentach swoich karier. Bereszyński przebywa w genueńskim klubie od początku roku i w tym sezonie miał postarać się wywalczyć miejsce w podstawowej jedenastce La Samp. Dla Linettego natomiast trwające rozgrywki są drugimi w stolicy Ligurii. W poprzednich 22-letni wychowanek Kolejorza przebojem wdarł się do pierwszego składu Blucerchiatich rozgrywając w Serie A 35 na 38 możliwych spotkań. Najmłodszy w tym gronie Kownacki przybył na Marassi przed rozpoczęciem kampanii 2017/18 – w pierwszej kolejności po to, aby się uczyć, przede wszystkim od Fabio Quagliarelli. Na Półwyspie Apenińskim nie traktowano bowiem transferu młodzieżowego reprezentanta Polski w kontekście natychmiastowego zastępstwa dla odchodzącego do Romy Patrika Schicka.


Solidny „Bereś”

Na chwilę obecną w najlepszej sytuacji jest Bereszyński, choć jeszcze nieco ponad miesiąc temu niewiele wskazywało na taki obrót spraw. Sezon w wyjściowym składzie Dorii zaczął Jacopo Sala, a do tego klub z Genui był bardzo blisko pozyskania kolejnego bocznego defensora – Vincenta Lauriniego. W praktyce oznaczałoby to koniec poważnej kariery popularnego „Beresia” na Stadio Luigi Ferraris, jednak w ostatnich dniach okienka transferowego gracz Empoli trafił do Fiorentiny. Początek sezonu były zawodnik Legii spędził w pozycji siedzącej, kosztem wspomnianego Sali, ale Włoch jedynie pierwszy mecz rozegrał w pełnym wymiarze czasowym. W dwóch kolejnych w trakcie spotkań zastępował go Polak, a po zmianie w przerwie rywalizacji z Torino na stałe ustąpił mu miejsca, oglądając trzy kolejne mecze z ławki rezerwowych. Bereszyński z dobrej strony zaprezentował się w następnych pojedynkach ligowych – z Hellasem i przede wszystkim z Milanem.


Dobra gra 25-letniego poznanianina po raz kolejny nie umknęła uwadze selekcjonera Adama Nawałki, który powołał prawego defensora Sampdorii do kadry na zbliżające się mecze eliminacyjne z Armenią i Czarnogórą. Tym razem jednak, w obliczu kontuzji Artura Jędrzejczyka i problemów zdrowotnych Macieja Rybusa, Bereszyński ma sporą szansę na grę – co prawda nie na swojej nominalnej pozycji, ale za to w podstawowym składzie Biało-Czerwonych. Świadomość zmiany swojego statusu ma sam piłkarz, wszak jego sytuacja pomiędzy zgrupowaniem sprzed miesiąca a obecnym zmieniła się diametralnie.

„Ciężko się siedziało na trybunach, ale na zgrupowanie przyjechałem jako rezerwowy Sampdorii i na więcej nie mogłem liczyć. Teraz sytuacja się zmieniła – dałem argumenty selekcjonerowi, by poprawić swoją sytuację, ale najważniejsza jest drużyna. Moim celem nie jest tylko przyjazd na zgrupowanie i udział w treningach. Chcę być jak najbliżej murawy. Selekcjoner wymaga od obrońców regularnej gry, każdy musi być w rytmie. Trener dał do zrozumienia, że we mnie wierzy, ale ktoś musi iść na trybuny. Dostałem pozytywnego kopniaka, żeby teraz przyjechać z argumentami, dzięki którym nie powtórzy się sytuacja z września”

Bartosz Bereszyński o swojej pozycji w reprezentacji Polski

Cieniem na postawie wychowanka TPS-u Winogrady może położyć się słabe spotkanie wyjazdowe z Udinese w ostatniej kolejce ligowej, które akurat potoczyło się fatalnie dla całej Sampdorii.


Niemniej wydaje się, że obecna sytuacja kadrowa reprezentacji Polski stwarza Bartoszowi jedną z niewielu szans na ponowny występ w koszulce z orłem na piersi. Pozycja Łukasza Piszczka jest bowiem niepodważalna i ciężko sobie wyobrazić, by prawy obrońca Borussii Dortmund usiadł na ławce w jakimkolwiek istotnym spotkaniu, pomijając ewentualne urazy, jak choćby w niedawnym meczu z Danią, kiedy jednak Bereszyński pozostał poza meczową osiemnastką i spotkanie obserwował z trybun.


Nieregularny Karol

W nieco innym położeniu znajduje się Karol Linetty. Najlepszy mecz swojej drużyny w tym sezonie (przeciwko Milanowi) polski pomocnik w całości obejrzał z perspektywy ławki rezerwowych. Oprócz tego dwa spotkania rozegrał w pełnym wymiarze czasowym, zaś w pozostałych trzech pojawiał się na boisku w drugich połowach. Pochodzący ze Żnina piłkarz cały czas znajduje się jednak w rytmie meczowym, o czym świadczy wprowadzenie go na plac gry w meczu z Udinese, jeszcze przy wyniku 0:1. Nie sposób jednak nie zauważyć, że mocniejszą pozycję u trenera Marco Giampaolo mają zaczynający każde spotkanie La Samp w wyjściowym składzie Dennis Praet i Lucas Torreira, czy chociażby Edgar Barreto, z którym, jak pokazują dotychczasowe mecze, wychowanek Lecha będzie toczył bezpośrednią rywalizację o podstawową jedenastkę.


Faktem jest, że Linetty nie do końca przypomina siebie sprzed roku, kiedy z marszu podbił Genuę i zachwycił komentatorów calcio na Półwyspie Apenińskim. Wydaje się jednak bardzo prawdopodobne, że z meczu na mecz Karol będzie umacniał swoją pozycję w środku pola Blucerchiatich i powoli zbliżał się do poziomu z poprzedniej kampanii.




„Kownaś” z debiutami i pierwszą bramką

Ostatnim z naszych reprezentantów na Stadio Luigi Ferraris jest najnowszy nabytek Sampdorii – Dawid Kownacki. Przebywający w stolicy Ligurii od niespełna trzech miesięcy napastnik przybył przede wszystkim po naukę. W obliczu takich rywali do miejsca w składzie, jak Fabio Quagliarella, Duván Zapata czy pozyskany przed sezonem za 12 mln € Gianluca Caprari, było to wiadome od samego początku. Wychowanek poznańskiego klubu z marszu zabrał się jednak do ciężkiej pracy, mając świadomość, że przynajmniej na początku nie dostanie zbyt wielu minut, lecz gdy szansa nadejdzie, musi zrobić wszystko, by ją wykorzystać w jak najlepszy sposób. Wspomniana szansa pojawiła się nadspodziewanie szybko, bo już dokładnie po miesiącu od podpisania kontraktu. Mecz pucharowy z drugoligową Foggią był idealnym momentem na efektowne przywitanie się z włoskimi kibicami.

W miniony weekend „Kownaś” doczekał się również debiutu w Serie A i mimo, iż wydaje się, że sztab szkoleniowy Sampdorii w momencie wprowadzenia młodego napastnika na boisko był już myślami przy następnym przeciwniku (w momencie wejścia Kownackiego na murawę w 73. minucie Sampdoria przegrywała z Udinese 0:2 i grała w dziesiątkę – przyp. red.), to sam fakt, że Giampaolo i jego współpracownicy zdecydowali się skorzystać z usług 20-latka w tak trudnym momencie pokazuje, że młodzieżowy reprezentant Polski powinien dostawać w Genui swoje szanse. Od niego samego zależy natomiast, w jaki sposób je wykorzysta.


Przedsezonowe osłabienia w osobach Patrika Schicka i Luisa Muriela pokazały jasno, że Sampdoria pozostanie średniakiem Serie A. W drużynie, która raczej nie powalczy o europejskie puchary, ani której nie powinno zaglądać w oczy widmo degradacji swoje role mają do odegrania trzej Polacy. Wydaje się, że będąca pierwszym zagranicznym wyzwaniem w karierze każdego z nich ekipa czterokrotnego zdobywcy Pucharu Włoch jest dobrym miejscem do dalszego rozwoju. Pozycje w genueńskim klubie Bereszyńskiego i Linettego już są nie najgorsze, a sytuacja Kownackiego powinna się poprawiać z każdym miesiącem. Pozostaje zatem mieć nadzieję, że gra naszego tercetu w barwach Blucerchiatich okaże się trampoliną do jeszcze lepszego klubu walczącego o najwyższe laury, a nie szczytem ich marzeń i możliwości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *