21584872-0-image-a-55_1574955224099

W sobotnie popołudnie oczy piłkarskiej Europy zostały skierowane na Bukareszt. To właśnie stolicy Rumunii przypadł zaszczyt organizacji ceremonii losowania grup przyszłorocznych Mistrzostw Europy. Mimo że wciąż nie są znani wszyscy uczestnicy jubileuszowego turnieju o prymat na Starym Kontynencie, to poznaliśmy już kilka odpowiedzi. Los zdecydował, że podopieczni Jerzego Brzęczka w pierwszej części kontynentalnego czempionatu będą rywalizować z Hiszpanią, Szwecją oraz zwycięzcą jednej ze ścieżek barażowych: Bośnią i Hercegowiną, Irlandią Północną, Słowacją lub Irlandią.

Biało-Czerwoni bez większych problemów zakończyli eliminacyjne zmagania na czele swojej grupy, ponosząc w całych kwalifikacjach zaledwie jedną porażkę – w wyjazdowym starciu ze Słowenią. Mimo tego, głównie ze względu na mało atrakcyjny styl gry, nie brakowało opinii, że jeszcze przed startem Mistrzostw Europy należy dokonać roszady na stanowisku selekcjonera.

Zbigniew Boniek pozostał jednak niewzruszony i ponownie okazał pełne zaufanie do byłego trenera Wisły Płock. Polskim kibicom pozostało zatem skupić się na rozważaniach, którzy rywale byliby najlepsi dla ćwierćfinalistów turnieju sprzed trzech lat. Najpierw trzeba było jednak zgłębić same zasady dopasowania do grup, na wyrost nazywane losowaniem. A były one na tyle skomplikowane, że problemy z nimi miał nawet sam Prezes PZPN-u…


W tej sytuacji można, a nawet należy rozgrzeszyć byłą gwiazdę Romy i Juventusu, wszak reguły przydziału były niezrozumiałe niemal dla każdego. Jak bowiem wytłumaczyć fakt, iż już wcześniej wiadomy był niemal cały skład rywali reprezentacji Belgii, a podopieczni Roberto Martíneza musieli czekać tylko na przydział przeciwnika z czwartego koszyka? Całą tą farsę dość skutecznie wypunktował sam Kevin De Bruyne, mówiąc o lekceważeniu zasad i tym, że futbol staje się już niemal wyłącznie biznesem, z którym przegrywają przyjemność czy radość z gry.

Sama idea Michela Platiniego, aby uczcić rocznicę 60-lecia rozegrania pierwszego turnieju o prymat w Europie była może słuszna, ale zupełnie niedopracowana. Precedensem jest także to, że skład grup poznaliśmy w momencie, gdy wciąż nie są znani wszyscy uczestnicy, a barażów rywalizacja o cztery ostatnie miejsca odbędzie się dopiero w marcu.

Z naszej perspektywy kluczowa była jedna informacja – spośród najsilniejszych ekip Polska mogła zostać dolosowana do Anglii, Niemiec, Hiszpanii albo Italii. Nie brakowało głosów, że najlepiej byłoby uniknąć finalistów EURO 2012, choć nie ze względu na coraz lepszą grę zespołu dowodzonego przez Roberto Manciniego, lecz konieczność rozgrywania dwóch pojedynków w stolicy Azerbejdżanu, Baku.


Ostatecznie spośród najsilniejszych reprezentacji los przydzielił Lewandowskiemu i spółce Hiszpanów, którzy zdecydowanie nie wywołują u nas pozytywnych emocji. Dość powiedzieć, że przedstawiciel Półwyspu Iberyjskiego kojarzy się nad Wisłą z bolesnymi klęskami: 0:6 seniorskiej reprezentacji z czerwca 2010 oraz 0:5 podopiecznych Czesława Michniewicza na ostatnim młodzieżowym czempionacie.

Co ciekawe, w przyszłym roku od niesławnego starcia towarzyskiego w Murcji minie już dziesięć lat, a mimo to ponownie naprzeciwko siebie staną prawdopodobnie Sergio Ramos, Jesús Navas, Sergio Busquets, a po stronie Orłów – Kamil Glik, Jakub Błaszczykowski, Maciej Rybus i Robert Lewandowski, który na pewno nie wspomina najlepiej rywalizacji z Estadio Nueva Condomina.


Z trzeciego koszyka do grupy E dołączyła Szwecja – z jednej strony rywal wymagający, z którym ogólny bilans mamy daleki od oczekiwań. Dość powiedzieć, że wygraliśmy tylko 8 z 26 bezpośrednich konfrontacji, a aż 14 kończyło się porażkami Polaków. Druga strona medalu jest bardziej optymistyczna – udało się uniknąć triumfatora mistrzostw z 2016 roku. Portugalia w zdecydowanie najciekawszej grupie zmierzy się bowiem z dwoma ostatnimi mistrzami świata: Francją i Niemcami.


Zmagania na przyszłorocznym EURO rozpoczniemy zaś od starcia z rywalem, którego… jeszcze nie znamy. Będzie to któraś z czterech drużyn, które w marcu zmierzą się w barażach, czyli Irlandia, Bośnia i Hercegowina, Irlandia Północna lub Słowacja. Wydaje się, że potencjalnie najtrudniejszym rywalem z tego zestawu powinni być nasi południowi sąsiedzi, w których składzie znajdują się m.in. Milan Škriniar z Interu, Stanislav Lobotka z Celty Vigo, były gracz Legii Warszawa Ondrej Duda, czy doświadczony Marek Hamšík.


Teraz pozostaje opracować precyzyjny plan przygotowań i optymalnie wykorzystać potyczki z Ukrainą oraz Rosją, które sprawdzą formę Biało-Czerwonych przed czerwcowymi zmaganiami grupowymi. W międzyczasie należy poświęcić wiele godzin na dokładną analizę słabych stron rywali, aby móc wykorzystać je podczas rywalizacji o punkty. Na pewno nie należy natomiast wyciągać jakichkolwiek górnolotnych wniosków po samym losowaniu, zwłaszcza w oparciu o obecną dyspozycję poszczególnych reprezentacji. Jak pokazało bowiem losowanie grup ostatniego mundialu, niezmiennie pewne są tylko śmierć i podatki, a wcielając się w rolę eksperta (wróża?) można się jedynie narazić na kompromitację, która później będzie w mediach wielokrotnie cytowana.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *