D4vkJzuW4AArvI4

Po fatalnym początku sezonu w wykonaniu Valencii, o którym pisaliśmy w jednym z poprzednich artykułów, okazało się, że popularne Nietoperze pod koniec kwietnia wciąż pozostają w rywalizacji o końcowy triumf w Lidze Europy, nadal walczą o bezpośrednie miejsce premiowane awansem do Champions League, a 25 maja zmierzą się z Barceloną w finale Copa del Rey. Poprawie uległa nie tylko sytuacja w tabeli, ale również forma poszczególnych graczy Los Ches, a przede wszystkim bohatera niniejszego tekstu. 22-letni portugalski skrzydłowy od kilku tygodni znajduje się na językach wszystkich iberyjskich żurnalistów, a jego forma rodzi niepokój w szeregach każdej defensywy, naprzeciwko której stanie.

13 grudnia reprezentant A Seleção „osierocił” klub z Mestalla w newralgicznym momencie. Valencia była bowiem bardzo daleko od ligowej czołówki, a co za tym idzie – od Champions League. W takiej sytuacji Los Murciélagos tracili jednego ze swoich najbardziej wartościowych zawodników. Guedes zmagał się wówczas z przepukliną i musiał przejść dwie operacje, by rozwiązać zdrowotny problem. Optymistyczne prognozy mówiły o dwóch miesiącach przerwy, tymczasem rekonwalescencja przebiegła w ekspresowym tempie i okres puazy udało się skrócić.

Obecnie Portugalczyk jest jednym z pierwszych wyborów Marcelino Garcíi Torala. Pierwsza bramka w meczu z Betisem pozwoliła wychowankowi Benfiki na stałe zapisać się w historii walenckiego klubu, wszak był to gol numer 4500 w historii występów VCF w LaLiga. Seria Guedesa wystartowała w marcu, a zapoczątkowana została trafieniem w meczu z Gironą na Estadio Municipal de Montilivi.


Po spowodowanej kontuzją przerwie od futbolu dynamiczny skrzydłowy zadziwia na każdym możliwym polu. Osiem zdobytych bramek i dwie asysty to aktualnie jedne z najlepszych liczb w hiszpańskiej elicie. Wystarczy wspomnieć, że w analogicznym okresie jedynie Karim Benzema i Lionel Messi zdołali zanotować lepsze statystyki. Wygląda na to, że po problemach z początku sezonu Guedes odnalazł swoją najlepszą wersję. Trudno teraz znaleźć zawodnika, który mógłby z pełną odpowiedzialnością powiedzieć: „Ja go powstrzymam!”. Były zawodnik Paris Saint-Germain jest do bólu skuteczny – strzela gola średnio co 80 minut, jest szybki, nieprzewidywalny, pewny siebie i już poprawił swój dorobek bramkowy z poprzednich rozgrywek, kiedy to kierował piłkę do siatki rywala 7 razy. W kluczowej części sezonu jest dokładnie takim piłkarzem, jakiego ekipa Los Ches potrzebowała.


Bieżąca dyspozycja Gonçalo Guedesa pozwala mu kreować coś z niczego. Gdy przyjrzymy się bliżej jego boiskowym poczynaniom, dostrzeżemy, że nie potrzeba mu zbyt wiele do stworzenia dogodnej sytuacji dla swoich partnerów. Kiedy znajduje się przy piłce, nigdy nie wiadomo, co może za chwilę wykreować. Mimo swojego relatywnie młodego wieku i odbicia się od ściany w PSG, w coraz większej liczbie meczów udowadnia, że może być kluczową postacią drużyny. Graczem, który jeżeli nie idzie innym, jak choćby Danielowi Parejo czy Rodrigo Moreno, weźmie na siebie odpowiedzialność i w pojedynkę odmieni losy spotkania.

„Jestem bardzo szczęśliwy, że mogę pomagać swojemu zespołowi. Wszystko idzie po mojej myśli. Chcemy zakwalifikować się do Ligi Mistrzów i zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by to się udało. Jeżeli chodzi o kontuzję, to operacja i cały proces powrotu był bardzo skomplikowany, ale teraz chcę robić to, co najlepiej potrafię. W tym momencie cieszę się każdą chwilą na boisku, czerpię ogromną przyjemność z gry. Jestem bardzo szczęśliwy.”

Gonçalo Guedes po meczu z Realem Betis

Wspomniane zwycięstwo nad Gironą pozwoliło Nietoperzom na nowo uwierzyć w to, że sezon nie musi być stracony (wtedy Valencia zbliżyła się do czwartego miejsca na dystans dwóch punktów – przyp. red.). Aktualnie ekipa dowodzona przez Marcelino zajmuje 6. miejsce w ligowej tabeli, ze stratą trzech oczek do lokaty gwarantującej udział w Champions League, a okupowanej obecnie przez rewelacyjne Getafe. Do końca rozgrywek Los Ches pozostały już tylko cztery potyczki w LaLiga – z Eibarem, Huescą, Deportivo Alavés i Realem Valladolid, co stawia sześciokrotnego mistrza Hiszpanii w dość uprzywilejowanej sytuacji w porównaniu z bezpośrednimi rywalami. Los Azulones czekają starcia z Realem Sociedad, Gironą, Barceloną i Villarrealem, natomiast Sevilla ma jeszcze do rozegrania spotkania z Gironą, Leganés, Atlético Madryt oraz Athletikiem Bilbao. Wydaje się, że przy takim zestawieniu zdecydowanym faworytem do zajęcia ostatniej pozycji premiowanej grą w najbardziej prestiżowych klubowych rozgrywkach na Starym Kontynencie będzie ekipa z Walencji. W środku tygodnia Guedes i spółka zostali jednak powstrzymani na Wanda Metropolitano, co – dość paradoksalnie – może okazać się zimnym prysznicem w najbardziej odpowiednim momencie sezonu.

„Dwa razy udało nam się wyrównać wynik, ale mieliśmy także swoje szanse na to, by wyjść na prowadzenie. Po zdobyciu gola na 2:2 stworzyliśmy jeszcze kilka bardzo groźnych okazji. Trzeci gol dla Atlético padł w dość kontrowersyjnych okolicznościach. Moi zawodnicy twierdzą, że miał tam miejsce faul. Mimo tego dalej próbowaliśmy i w końcówce spotkania znowu mieliśmy swoją szansę. Szkoda, że nie udało nam się osiągnąć satysfakcjonującego rezultatu pomimo zdobycia dwóch goli przeciwko takiej drużynie, jak „Los Colchoneros”. Po raz pierwszy w tym sezonie pozwoliliśmy wbić sobie trzy bramki, co pokazuje, że robiliśmy coś gorzej niż we wszystkich 52 poprzednich meczach, a jeżeli zdarza się to z takim rywalem, to prawie zawsze oznacza porażkę. Zostały jednak jeszcze 4 mecze i 12 punktów do zdobycia. Nasz cel pozostaje niezmienny.”

Marcelino García Toral po wyjazdowej porażce z Atlético Madryt

Progres Valencii w trakcie sezonu zasługuje na uznanie. Wielu ekspertów już dawno postawiło krzyżyk na drużynie z Mestalla, spisując w tym sezonie na straty. Okazuje się, że absurdalnie z pomocą przyszła… kontuzja. Któż mógłby się wtedy spodziewać, że Valencia wyeliminuje z Europa League Villarreal i będzie szykować się do półfinału z Arsenalem oraz decydującego starcia z Barceloną w Pucharze Króla? Potencjał zawodników Los Murciélagos odpowiadał etapowi tych rozgrywek, jednak styl gry, jaki wtedy prezentowali, już niekoniecznie. Zwyżka formy zespołu fortunnie zbiegła się w czasie w natchnieniem Guedesa, który dobitnie przyczynił się zarówno do progresji w europejskich pucharach, jak i na krajowym podwórku. Tak spektakularna przemiana nie powinna przejść bez echa i na koniec sezonu do klubowej gabloty przy Avenida de Suecia być może trafi choć jedna nagroda za wzorowe odrobienie lekcji – wewnątrzsezonową transformację.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *