Spain's head coach Vicente del Bosque gives a press conference at the Spanish team's hotel in Palma de Mallorca on October 10, 2013, on the eve of their FIFA World Cup 2014 qualifier football match Spain vs Belarus on October 11.    AFP PHOTO/ JAIME REINA        (Photo credit should read JAIME REINA/AFP/Getty Images)

Na Mistrzostwa Świata 2014 Hiszpanie jechali jako obrońcy tytułu i dwukrotni zwycięzcy europejskiego czempionatu. Absolutnej dominacji w piłce reprezentacyjnej utrzymać się jednak nie udało, a na dodatek piłkarzom La Furia Roja przyszło przeżyć upokorzenie w fazie grupowej, po zakończeniu której musieli spakować walizki i opuścić Brazylię. Trenerem narodowej kadry był Vicente del Bosque, który mimo blamażu nie stracił stanowiska, a drużyna nie została poddana wielkiej rewolucji.

Kwaśna pomarańcza

Mundial w Brazylii nie zdążył się jeszcze na dobre rozkręcić, a piłkarze z Półwyspu Iberyjskiego już dali znać, że to nie będzie ich turniej. Pierwszy mecz z Holandią zaczął się wprawdzie dobrze, bo od prowadzenia 1:0 po skutecznie wyegzekwowanym rzucie karnym przez Xabiego Alonso. Nawet wyrównanie Robina van Persiego tuż przed przerwą nie zwiastowało nadciągającej katastrofy. Ostatecznie skończyło się na wyniku 1:5, co stawiało aktualnych mistrzów Europy pod ścianą przed kolejną potyczką.

W drugiej serii spotkań przeciwnikiem La Roja było Chile, które bez większych problemów wygrało 2:0, ustalając wynik meczu już w pierwszej połowie. Wobec drugiej porażki i niekorzystnych dla Hiszpanów wyników innych spotkań, ostatnie spotkanie z Australią było już wyłącznie o honor. I faktycznie, ten udało się uratować po zwycięstwie 3:0.

Po brazylijskich mistrzostwach kibice w kraju Antonio Gaudíego nie byli niezadowoleni z postawy drużyny i domagali się głowy trenera. Mimo to, szanse del Bosque na kontynuację pracy z kadrą wydawały się całkiem spore. Włodarze federacji już po meczu z Chile, który przesądził o odpadnięciu, deklarowali poparcie dla selekcjonera. Założenie było jedno – odmienić oblicze La Rojy. W RFEF uznano, że obecny trener najlepiej się do tego nadaje.

 

U Pana Trenera bez zmian

Piłkarze Hiszpanii wyczekiwali rozpoczęcia eliminacji do Mistrzostw Europy 2016, aby jak najszybciej udowodnić kibicom swoją wartość oraz zmazać plamę po nieudanym mundialu. Wiadomo było, że kadrze nie pomogą już Xabi Alonso, David Villa i Xavi, którzy zakończyli reprezentacyjną karierę. Ponadto do zespołu mieli być wprowadzeni młodzi gracze, z mistrzami Europy U-21 na czele. Na inaugurację z Macedonią powołania otrzymali m.in. Paco Alcácer, Isco czy Munir El Haddadi. Pierwszy z nich znalazł się nawet w pierwszym składzie i zdobył bramkę, a pozostała dwójka pojawiła się na murawie, kiedy losy meczu były już rozstrzygnięte.

Kolejne mecze pokazały jednak, że powołania dla młodych graczy nie są preludium do przewietrzenia kadry, a jedynie pozornym otwarciem się na konieczne zmiany w reprezentacji. W październikowych meczach debiutujący Juan Bernat oraz Rodrigo zagrali łącznie… 28 minut ze słabym Luksemburgiem.

„Sfinksa” ratowały wyniki, gdyż przez eliminacje La Furia Roja przeszła jak burza, tracąc tylko 3 punkty ze Słowacją. Wobec tego nikt specjalnie nie narzekał na brak oczekiwanych zmian w kadrze. Vicente del Bosque wprawdzie dawał szansę kilku nowym zawodnikom, ale tylko Alcácer był w meczach eliminacyjnych wiodącą postacią. Napastnik Valencii zdobył 5 bramek w 8 spotkaniach, co uczyniło go najlepszym strzelcem zespołu. Dobra postawa pod bramką przeciwnika nie zapewniła mu jednak paszportu do Francji.


Pozostali, jak Isco, Álvaro Morata czy Juan Bernat, nie otrzymali jednak prawdziwej szansy na pokazanie swojej przydatności w reprezentacji, gdyż jeśli zostali już zaproszeni na zgrupowanie, na ogół grali mało.

 

Na ostatnią chwilę

Po zakończonych eliminacjach trener Hiszpanów najwyraźniej uzmysłowił sobie, że dobrze byłoby jednak nieco odświeżyć kadrę. Z tego względu w reprezentacji zagościli Nolito, Aritz Aduriz oraz Bruno Soriano. Trudno ich nazwać młodymi talentami czy przyszłością La Rojy, ale dobre statystyki notowane w klubach broniły decyzji selekcjonera.


Z młodszych graczy powołania otrzymali Morata, Thiago Alcântara i Lucas Vázquez. Nie sposób jednak nie zauważyć braku Isco i Saúla Ñígueza. Obaj utalentowani, młodzi, ale już prezentujący bardzo wysokie umiejętności i mogący się pochwalić niezbędnym doświadczeniem, aby grać na poziomie międzynarodowym.


Cień Luisa Aragonésa

Vicente del Bosque przejął schedę w hiszpańskiej kadrze w 2008 r.oku po Luisie Aragonésie, który rozstał się z nią zdobywając mistrzostwo Starego Kontynentu. Był to wówczas pierwszy medal na mistrzowskiej imprezie od 1984 roku oraz pierwsze zwycięstwo od 1964. Hiszpanie w końcu przełożyli swoje umiejętności na tytuły.

Ciekawostką jest fakt, że w finale z Niemcami zagrali Iker Casillas, Sergio Ramos, Andrés Iniesta, Cesc Fàbregas i David Silva, a więc piłkarze, którzy po 8 latach stanowią trzon kadry kolejnego trenera. Wszystkich wyżej wymienionych, oprócz Casillasa, do reprezentacji wprowadził właśnie Aragonés, który nie bał się powołać choćby 19-letniego Ramosa, gdy ten grał jeszcze w Sevilli. Środkowy obrońca, obecnie występujący w Realu Madryt, został wówczas najmłodszym kadrowiczem od ponad 50 lat.

 

Szukając następcy Xaviego

Rewelacyjny pomocnik zakończył przygodę z kadrą po nieudanych Mistrzostwach Świata w 2014 roku, ale do dziś sztabowi reprezentacji nie udało się znaleźć odpowiedniego następcy dla byłego zawodnika Barcelony. Nierzadko ciężar gry spadał także w La Roja na barki rozgrywających Dumy Katalonii – Xaviego i Iniesty. Teraz często „Don Andresa” nie ma komu odciążyć…

„Bywają momenty, w których wydaje mi się, że nie możemy grać razem, ale i tak uważam występy u jego boku za przywilej. Xavi jest w stanie poprawić błędy, które popełnię oraz sprawić, że cała drużyna gra lepiej”Andrés Iniesta

Opiekun Hiszpanów najwyraźniej wziął sobie do serca jedynie pierwszą część tej wypowiedzi. Trudno jednak dać wiarę tym słowom, biorąc pod uwagę wieloletnie występy duetu w klubie i reprezentacji oraz sukcesy, jakimi one zaowocowały. 32-latek niewątpliwie potrzebuje kogoś, kto weźmie na siebie odpowiedzialność i wraz z nim będzie w stanie rozruszać kolegów na boisku.

Na pewno kimś takim nie jest Sergio Busquets, który w destrukcji należy do najlepszych na świecie i na tym głownie się skupia, przez co ograniczony jest jego wkład w ofensywę. Innym kandydatem mógłby być Fàbregas, ale ten z kolei w reprezentacji był „rzucany” na różne pozycje, zahaczając nawet o żądło ataku. Zresztą daleko mu do przeglądu pola i kontroli tempa gry, którą imponował Xavi.


Swojego następcę 2 lata temu wskazał z kolei sam zainteresowany. Dla wychowanka Blaugrany najlepszym kandydatem do gry na jego pozycji w kadrze jest Koke.

„On ma wszystko: talent i zdolności fizyczne. To piłkarz na teraz i na przyszłość. Może być dyrygentem reprezentacji przez kolejne 10 lat. Mam szczególną sympatię do niego, gdyż gramy na tej samej pozycji i myślę, że jest niezwykłym graczem”Xavi Hernández o Koke

 

Ostatni akord?

Decyzje personalne i trzymanie się ulubionych nazwisk może dziwić i poddawać w wątpliwość dalekowzroczność selekcjonera. Być może del Bosque skupił się jedynie na jak najlepszym wyniku na EURO 2016, a prawdziwą przebudowę kadry zostawi następcy. Zresztą sam 65-latek sugerował przed dwoma laty w dzienniku „AS”, że mistrzostwa we Francji będą jego pożegnaniem z kadrą, a w końcówce 2015 roku potwierdził to na łamach portalu Espnfc.com:

„ Spodziewam się, że po Mistrzostwach Europy opuszczę stanowiska selekcjonera kadry. Będę miał za sobą 8 lat pracy z reprezentacją i nie chcę trzymać się tej posady za wszelką cenę. Moim celem jest zakończyć turniej w dobrym stylu i nie wybiegam w przyszłość”Vicente del Bosque

„Sfinks” wywołał już wiele kontrowersji samymi powołaniami. Z jednej strony krytykowano przewijanie się tych samych graczy, jak choćby Pedro czy Fàbregas po słabym sezonie Chelsea, a z drugiej – brak takich graczy jak Saúl, Fernando Torres, Isco czy Juan Mata. Jedno jest pewne – doświadczony trener chciałby zakończyć swoją przygodę z kadrą z przytupem, jak jego poprzednik. Jeśli zdobędzie tytuł mistrzowski, w myśl zasady „zwycięzców się nie sądzi”, opuści La Furia Roja w glorii zwycięzcy. W innym razie narazi się na ogromną falę krytyki, a jego ulubieni gracze mogą rychło pożegnać się z grą w narodowych barwach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *