629360372.0 (Kopiowanie)

Enrico Chiesę z pewnością pamiętają kibice w Polsce, i to nie tylko ci śledzący na bieżąco rozgrywki włoskiej ekstraklasy. Były napastnik m.in. Parmy, Lazio czy Fiorentiny pod koniec ubiegłego wieku upodobał sobie trafianie przeciwko naszym klubom w europejskich pucharach – dwukrotnie skarcił Wisłę Kraków, a raz łódzki Widzew. Rok 2017 to z kolei – wszystko na to wskazuje – początek poważnej kariery jego syna, Federico. Jeżeli 19-latek dorówna ojcu, Włosi będą mieli kolejnego znakomitego napastnika.

Niecałe dwa tygodnie temu „La Gazzetta dello Sport” rozpoczęła odliczanie od rezultatu 138 do 1. O co chodziło? Nie trudno zgadnąć: bilans bramkowy ojca i syna w Serie A. Po minionej kolejce Chiesa junior wykonał kolejny krok w gonitwie. Stan na początek lutego to 138 do 2 i nie mamy wątpliwości, że tablica wyników jeszcze wiele razy będzie zmieniana…

Enrico Chiessa to, oprócz regularnego ostrzeliwania polskich zespołów, prawdziwy goleador w rozgrywkach ligowych. Najwięcej trafień zanotował w barwach Fiorentiny, czyli klubu, którego wychowankiem jest jego syn. Chiesa senior fioletowe barwy reprezentował w latach 1999-2002, a jego partnerami w ataku byli wówczas legendarni Gabriel Batistuta i Predrag Mijatović. Florencję opuścił z jednym Pucharem Włoch, ale po spektakularnym upadku klubu, który na początku obecnego stulecia musiał odbudowywać swoją pozycję od Serie C2. Federico miał wtedy pięć lat i zaczynał zabawę z piłką w Settignanese – satelickim klubiku Fiorentiny, z miasteczka położonego w gminie Florencja. Na Stadio Artemio Franchi przybył w wieku lat dziesięciu.

C3LchGAWcAITOs6

Jak zresztą sam przyznaje, dość długo nie zapowiadało się, że zostanie piłkarzem i to pomimo trenowania we Florencji: „Zagrałem tylko w jednym meczu, a bardzo często odsyłano mnie do ćwiczeń z młodszym rocznikiem 1998”. Za namową ojca szukał więc alternatyw. Rodzice zapisali go do International School of Florence, gdzie nauczano tylko w języku angielskim, a ponieważ nasz bohater swobodnie porozumiewa się w narzeczu Szekspira, koledzy nadali mu przydomek „l’Inglese” (Anglik). Federico na tyle dobrze radził sobie w szkole, że dostał się na Uniwersytet na fakultet z wychowania fizycznego (odpowiednik naszego AWF-u), gdzie jest już na drugim roku. Równocześnie jednak czynił postępy w grze w piłkę, a zaczął w nią grać, kiedy w drużynie Primavery jego trenerem został Federico Guidi. W ustawieniu 1-4-3-3 pełnił rolę prawego napastnika, co przy jego warunkach fizycznych (175 cm wzrostu, 70 kg wagi – identycznie jak u ojca) jest naturalnym wyborem w dzisiejszym futbolu. Chiesa jest dynamiczny, lubi dryblować, ale jeszcze zbyt często robi to z opuszczoną głową i wiele takich pojedynków przegrywa. Niemniej, to właśnie na boku boiska 19-latek czuje się najlepiej, niezależnie czy grał we wspomnianym wyżej ustawieniu, czy musi funkcjonować w formacjach, na jakie stawia teraz Paulo Sousa (1-4-2-3-1 czy 1-3-4-2-1).

Kiedy latem 2016 roku do Florencji przychodził Ianis Hagi, wielu dziennikarzy i kibiców cieszyło się, że trafia do ich klubu tak utalentowany piłkarz. Syn Georghe Hagiego, pomimo dopiero 18 lat, ma za sobą już 39 występów w rumuńskiej ekstraklasie, a w zdecydowanej większości z nich grał jako kapitan zespołu FC Viitorul Konstanca! Klub ten w 2009 roku założył zresztą jego ojciec. Na dzisiaj Hagi junior zaliczył jedynie piętnastominutowy epizod w Serie A przeciwko Cagliari, a jego rok starszy kolega zaczyna coraz śmielej wchodzić do pierwszego zespołu Fiorentiny


W sierpniu 2016 roku Chiesa zadebiutował w dorosłej drużynie Fiołków wychodząc w wyjazdowym meczu przeciwko Juventusowi w podstawowym składzie. Po przerwie już na boisku się nie pojawił, ale niewątpliwie Stara Dama będzie kojarzyć mu się bardzo pozytywnie. To przecież mistrzom Włoch strzeliłby debiutancką bramkę na boiskach Serie A. Już w rundzie rewanżowej na początku stycznia Viola ograła u siebie Juve 2:1 i początkowo gola na 2:0 przypisano właśnie jemu. Wszystkim wydawało się, że trącił piłkę, ledwie ją musnął, czym miał zmylić Gianluigiego Buffona, ale powtórki telewizyjne jasno pokazały, że owszem, Chiesa przeszkodził legendarnemu bramkarzowi w interwencji, ale autorem gola jest Milan Badelj.

Na premierowe trafienie w lidze Federico musiał więc jeszcze poczekać – dokładnie tydzień. Wtedy to pokonał innego weterana – Steffano Sorrentino, pieczętując zwycięstwo z Chievo 3:0. Zresztą jego radość po bramce mówi o nim chyba wszystko. Zamiast biegać jak oszalały i prezentować efektowne cieszynki, Chiesa skrył twarz w dłoniach. Spełnił właśnie jedno ze swoich marzeń…

To właśnie wtedy „La Gazzetta” rozpoczęła odliczanie, o którym wspominaliśmy wyżej. Ale ten „wyścig” bierze pod uwagę tylko mecze w Serie A, a przecież syn goni ojca także w europejskich pucharach! 8 grudnia minionego roku strzelił bramkę w Azerbejdżanie Karabachowi Agdam – głową na 2:1, pieczętującą wygraną w tym meczu oraz w grupie J Ligi Europy. Cztery dni później zaliczył premierową asystę w lidze włoskiej. W minioną niedzielę zaś trafił drugi raz z rzędu w Serie A, tym razem przeciwko Genoi. Co ciekawe, dla rywali trafiał inny potomek z piłkarskiej rodziny – Giovanni Simeone, syn Diego, obecnego trenera Atlético Madryt.


Gol przeciwko Gryfonom na pewno cieszył go podwójnie, wszak tak on, jak i jego ojciec urodzili się w Genui, a dodatkowo tata do dużej piłki wchodził jako gracz Sampdorii, czyli lokalnego rywala. Młody Federico zdecydowanie deklaruje jednak swoją miłość do Fiorentiny. Kiedy udzielał pomeczowego wywiadu po styczniowym starciu z Juventusem, przyznał bez wahania, że koszulka Violi jest dla niego jak druga skóra, a kiedy po kilku dniach zapytano o plotki łączące go właśnie z mistrzami Włoch, napastnik odpowiedział, że chętnie całą karierę poświęci na grę dla Fioletowych. Można te słowa traktować jako deklaracje bez pokrycia, wszak w piłce nożnej nigdy nie można mówić nigdy, ale póki co Chiesa junior dobrze czuje się we Florencji gdzie pod okiem Paulo Sousy dorasta do seniorskiego futbolu.


Po pierwszym półroczu na najwyższym poziomie można już stwierdzić, że 19-latek zerwał ze zbitką słów „syn Enrico Chiesy”. Federico pracuje na własny rachunek, a ponieważ pracuje solidnie, zauważył go także Giampiero Ventura, który w rozmowie z „La Repubblica” wskazał go obok Gagliardiniego i Berardiego jako przyszłość włoskiej piłki i zapowiedział, że będzie chciał sprawdzić go w reprezentacji Italii.

Autor: Łukasz Szymański

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *