gyi0062641357-0

Najbardziej elektryzującym spotkaniem tego weekendu będzie niewątpliwie starcie pomiędzy Barceloną a Realem Madryt. Na Camp Nou dojdzie do pierwszego w tym sezonie El Clásico o stawkę, którą tym razem jest Superpuchar Hiszpanii. Kibice obu drużyn czekają na zwycięstwo swoich ulubieńców, a neutralni fani z pewnością liczą na spektakularne widowisko, których w przeszłości nie brakowało.

FC Barcelona 1:2 Real Madryt (2.04.2016 r. – 31. kolejka)

Wynik być może nie był szczególnie spektakularny, ale ten mecz pokazał, jak nieopłacalne bywa kalkulowanie i chęć wygrania minimalnym nakładem sił. Barcelona miała dziewięć punktów przewagi i starała się utrzymać przewagę nad odwiecznym rywalem. Ta ostatecznie zmalała, a porażka na Camp Nou opóźniła koronację Barcelony, która wkrótce doznała zadyszki, jednak mistrzostwo zdołała uratować.

Gospodarze kwietniowego Klasyku prezentowali się lepiej, co jednak udało im się udokumentować dopiero po wznowieniu gry po przerwie, kiedy piłkę do bramki skierował Gerard Piqué. Od tego momentu gracze Luisa Enrique, zamiast pójść za ciosem, spuścili z tonu, czego efektem był wyrównujący gol Karima Benzemy. Remis jednak satysfakcjonował w pełni Barcelonę, która nadal grała zachowawczo. W 83. minucie gości spotkała katastrofa w postaci czerwonej kartki dla Sergio Ramosa. Katalończycy jednak i tej okoliczności nie chcieli wykorzystać, a ambitny Real chwilę później dokonał remontady i nie wypuścił już zwycięstwa z rąk.



Real Madryt 3:4 FC Barcelona (23.03.2014 r. – 29. kolejka)

To była niezwykle bolesna porażka dla piłkarzy ze stolicy. Po tej kolejce Królewscy spadli na drugie miejsce kosztem lokalnego rywala – Atlético. Los Colchoneros okazali się zresztą największym wygranym tego meczu, co później potwierdziło dosyć niespodziewane mistrzostwo zdobyte przed podopiecznych Diego Simeone. Real ostatecznie zakończył sezon na trzecim miejscu.

Los Blancos przystępowali do El Clásico jako liderzy tabeli, z kolei goście znajdowali się na najniższym stopniu podium z czteropunktową stratą. Mecz rozpoczął się atalnie dla podopiecznych Carlo Ancelottiego, gdyż to Katalończycy dość szybko objęli prowadzenie. Wtedy jednak geniuszem na lewej flance błysnął Ángel Di Maria, który dwukrotnie doskonale dośrodkował, czym otworzył drogę do bramki swoim kolegom. Do poziomu Argentyńczyka nie potrafili się dostosować jego koledzy z defensywy, którzy jeszcze przed przerwą pozwolili rywalom z Katalonii na wyrównanie. W drugiej połowie Real ponownie wyszedł na prowadzenie dzięki skutecznie wyegzekwowanemu rzutowi karnemu przez Cristiano Ronaldo. Później jednak dwie „jedenastki” otrzymała Blaugrana, a Lionel Messi skompletował w ten sposób hat-tricka.



FC Barcelona 5:0 Real Madryt (29.11.2010 r. – 13. kolejka)

Oba zespoły przed tą rundą spotkań wypracowały niezłą przewagę nad resztą stawki, a minimalnie lepszy był wówczas Real, który miał punkt przewagi nad Barçą. To spotkanie mogło ustawić drużynę José Mourinho w komfortowej sytuacji. Portugalczyk jest znany z doskonałej organizacji defensywnej swoich zespołów, co prześmiewczo przez krytyków „The Special One” nazywane jest parkowaniem autobusu we własnym polu karnym.

Ówcześni liderzy Primera División najwyraźniej nie rozpoczęli meczu z należytą koncentracją, gdyż już po kilkunastu minutach przegrywali 0:2. Defensorzy Królewskich nie potrafili nadążyć za szybko grającymi przeciwnikami i notorycznie gubili krycie. Druga połowa była już prawdziwym koncertem gry Barcelony i kakofonią w wykonaniu obrońców Realu, którzy ustępowali rywalom pod każdym względem. Szybki Lionel Messi do spółki z Davidem Villą wypracowali kolejne dwa trafienia. Goście ze stolicy nie byli w stanie odpowiedzieć nawet jedną bramką, a w końcówce manita stała się faktem. Szczególnie słabo zaprezentował się Sergio Ramos, który obnażył wszystkie swoje niedoskonałości nie do końca widoczne na tle słabszych rywali. Czerwona kartka w końcówce meczu była najlepszym podsumowaniem występu Hiszpana.



Real Madryt 2:6 FC Barcelona (2.05.2009 r. – 34. kolejka)

Piłkarze z Camp Nou mieli w tabeli cztery punkty przewagi, więc z racji zaawansowanej fazy sezonu był to ostatni sygnał dla Los Blancos na podjęcie walki o mistrzostwo Hiszpanii. Z tego względu Real urządzało jedynie zwycięstwo, więc sromotna porażka odniesiona na własnym terenie musiała boleć podwójne.

Początek meczu nie zwiastował katastrofy, gdyż to gracze z Santiago Bernabéu objęli prowadzenie za sprawą bramki Gonzalo Higuaína. Radość gospodarzy trwała jednak tylko sześć minut, gdyż właśnie tyle czasu potrzebowali podopieczni Pepa Guardioli, aby doprowadzić do wyrównania, a następnie objąć prowadzenie. Do przerwy było już 3:1, a nadzieje Królewskim przywrócił golem kontaktowym Ramos. Madrytczycy, zamiast pójść za ciosem, po chwili ponownie stracili bramkę i najwyraźniej także chęci do dalszej gry. Od tego momentu metodycznie grająca Barcelona dokładała kolejne trafienia. Do zwycięstwa Dumy Katalonii walnie przyczynił się duet Lionel Messi – Thierry Henry (po dwie bramki), a nie mniej doskonale zaprezentował się Xavi – autor trzech asyst.



Real Madryt 4:1 FC Barcelona (7.05.2008 r. – 36. kolejka)

Po dwóch przykładach dominacji Barcelony, czas na pełną supremację Realu. Królewscy bowiem także potrafili w przeszłości rozegrać spotkania, które nie pozostawiało pola do dyskusji nad tym, kto był lepszy. Mecz z sezonu 2007/08 był odzwierciedleniem całych rozgrywek, w których ekipa z białej części Madrytu bezapelacyjnie zdominowała Primera División. Blaugranie groził wówczas nawet brak awansu do Ligi Mistrzów, gdyż mimo zajęcia trzeciego miejsca przewaga Katalończyków nad piątym Atlético wyniosła na koniec sezonu zaledwie trzy punkty.

Do Gran Derbów Real przystępował już jako nowy mistrz Hiszpanii, więc rywale przed spotkaniem utworzyli tradycyjny szpaler. Los Blancos w żadnym wypadku nie podeszli do prestiżowego meczu z rozluźnieniem i za wszelką cenę chcieli potwierdzić wysoką formę w spotkaniu z odwiecznym rywalem. To był prawdziwy popis gry gospodarzy, którym udawało się niemal wszystko, a szczególnie brylowali ofensywni gracze. Arjen Robben i Raúl González zdobyli po bramce, a to samo uczynili ich zmiennicy – Ruud van Nistelrooy i Higuaín. Barcelona była w stanie odpowiedzieć tylko raz, kiedy na tablicy wyników widniało już 4:0. Honorowe trafienie zanotował Henry.



Real Madryt 5:0 FC Barcelona (7.01.1995 r. – 16. kolejka)

W tym spotkaniu wystąpił obecny trener Katalończyków Luis Enrique, z tym, że zakładał wówczas… białą koszulkę. Co więcej, osobiście przyczynił się do upokorzenia Barcelony, gdyż zdobył jedną z pięciu bramek.

Głównym aktorem styczniowego widowiska na Santiago Bernabéu był jednak chilijski napastnik Iván Zamorano, który ustrzelił klasycznego hat-tricka. Gracz z Ameryki Południowej zdobył pierwsze trzy bramki w meczu, co zajęło mu 39 minut. W drugiej połowie przyszło uspokojenie i na kolejne trafienie kibice czekali do 68. minuty, kiedy to aktualny menedżer FC Barcelony znalazł się we właściwym miejscu w polu karnym i skutecznie wykończył akcję. Dwie minuty później wynik spotkania ustalił Amavisca, a niepotrafiący sklecić składnej akcji goście nie zdołali odpowiedzieć nawet honorowym trafieniem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *