GettyImages-1171333485

Przed startem nowego sezonu Premier League analizowaliśmy, jak mogą potoczyć się losy londyńskiej Chelsea, która osłabiona brakiem Edena Hazarda oraz z niezaprawioną w bojach na najwyższym poziomie młodzieżą przygotowywała się do wymagającej kampanii 2019/20. Już wtedy wspominaliśmy o osobie Tammy’ego Abrahama jako jednym z tych, którzy po ubiegłorocznym udanym wypożyczeniu mogą otrzymać poważną szansę w dorosłej drużynie The Blues. Teraz, gdy blisko dwa miesiące zmagań już za nami, można śmiało powiedzieć, że młody atakujący fantastycznie wprowadził się do zespołu Franka Lamparda i jak do tej pory zaskakuje nawet największych optymistów.

Nie ulega wątpliwości, że klubowi z zachodniego Londynu zdarzało się już przystępować do rozgrywek Premier League z dużo silniejszą kadrą niż ta, jaką dysponuje obecnie menedżer Frank Lampard, jednak doprawdy niewiele było takich, które miały w sobie tyle determinacji, głodu gry i ducha zespołu, co obecna. Dowodem na to niech będzie jeden z najlepszych spektakli obecnego sezonu. Siedem bramek, walka od początku do końca, nagły zwrot akcji oraz jeden bohater – to właśnie mecz 5. kolejki na Molineux dał Abrahamowi nowe życie. Po feralnym rzucie karnym, który przestrzelił w Superpucharze Europy, wielu fanów drużyny ze Stamford Bridge rozpoczęło internetową nagonkę na wchodzącego w dorosły futbol napastnika. Drużyna stanęła za nim murem, w obronę wziął go również popularny „Lamps”, a sam snajper odpowiedział internetowym napinaczom w najlepszy możliwy sposób: aplikując popularnym Wilkom aż trzy gole. Konfrontacja w West Midlands była jednym z przebłysków dających Chelsea nadzieję, że prawdziwego kilera pola karnego na Stamford Bridge już nie będzie trzeba sprowadzać.

Jak do tej pory ligowe występy w wykonaniu 21-letniego atakującego stanowią fenomenalną odpowiedź na wszystkie niepochlebne słowa, jakie padły pod jego adresem po zmarnowanej jedenastce w Stambule. Tę historię można wręcz porównać do bajek Walta Disneya, w których niemal wszystko zawsze przebiega po myśli głównego bohatera, ku uciesze publiki. Sześć meczów w Premier League, czołówka tabeli najlepszych strzelców i do tego wspomniany, spektakularny występ przeciwko Wolves, dzięki któremu pobił rekord genialnego Belga i zyskał miano najmłodszego gracza w historii Chelsea, któremu udała się ta sztuka.


Ale jeszcze do niedawna nic nie wskazywało na to, by na kartach tej piłkarskiej powieści miał nastąpić jakiś poważny zwrot akcji. Kolejne wypożyczenia do Bristol City, Swansea i Aston Villi musiały deprymować, skoro pomimo solidnej postawy szansa w macierzystym klubie wciąż nie nadchodziła. Los jednak sprawił, że obrót sprawa nabrał błyskawicznego tempa. Fantastyczny sezon w wykonaniu ciemnoskórego snajpera zbiegł się w czasie z problemami administracyjnymi londyńskiego klubu, przez co włodarze CFC zostali wreszcie zmuszeni do odważnego postawienia na własnych wychowanków. A w tym pokaźnym gronie jednym z pierwszych w kolejce był właśnie piłkarz z nigeryjskimi korzeniami. Czasami nie trzeba wydawać milionów na zawodników, którzy przez lata nie mogą uporać się z domniemaną klątwą Stamford Bridge. Nieco paradoksalnie może się zatem okazać, że Chelsea sama „wyprodukuje” sobie wielką gwiazdę, o której tak bardzo marzą sympatycy The Blues po odejściu Hazarda. Popis na Molineux udowodnił, że Abraham posiada wszystkie cechy, jakich potrzebuje klasowa dziewiątka – precyzyjne wykończenie z bliższej odległości, skuteczna gra głową oraz zimna krew w sytuacjach sam na sam.

Norwich City, Sheffield United i Wolverhampton Wanderers – to właśnie te ekipy „użądlił” w trwającym sezonie nowy-stary napastnik sześciokrotnego mistrza Anglii. Siedem goli w sześciu spotkaniach jest oczywiście wynikiem bardzo dobrym, jak na futbolowego „żółtodzioba”, choć nie należy zapominać, że trzy wspomniane kluby łączy coś więcej niż tylko to, że nie umiały powstrzymać Abrahama. Jeszcze 18 miesięcy temu każda z nich kopała piłkę na poziomie Championship – tym samym, na którym w ubiegłym sezonie wychowanek Chelsea nastrzelał aż 26 bramek. Jeśli dołożymy do tego absencję podstawowych obrońców drużyny Nuno Espírito Santo (Willy’ego Boly’ego i Ryana Bennetta – przyp. red.), sobotnie osiągnięcie nieco blednie.

Dlatego też wielu ekspertów i obserwatorów na Wyspach zadaje sobie pytanie, jak młodzian poradzi sobie w konfrontacjach z drużynami z topu zarówno angielskiego, jak i europejskiego, wszak londyńczycy rywalizują także w Champions League. Póki co, miał okazję zaprezentować się w potyczkach z Manchesterem United, Liverpoolem, Leicester City oraz Valencią, ale akurat te starcia nie były najlepszymi w jego wykonaniu. We wszystkich wspomnianych spotkaniach Tammy wypadał raczej blado, jakby zapominał o wszystkich swoich walorach w polu karnym rywali, co pozostawia oczywiście spore pole do poprawy. To właśnie nad występami w wielkich, prestiżowych meczach Abraham będzie musiał skupić się najbardziej. Nie można jeszcze jednoznacznie ocenić, czy szwankuje wówczas przygotowanie mentalne napastnika, czy jest to efekt debiutanckiej tremy, ale ten 21-latek z pewnością ma odpowiednie papiery na granie na najwyższym pułapie.

„Oczywiście, że go znam. Znam go odkąd był małym dzieciakiem – przychodził razem z innymi oglądać nas, kiedy to my trenowaliśmy. Mam nadzieję, że czegoś się od nas nauczyli. Nie jestem zaskoczony jego występami. Miałem okazję także z nim trenować, kiedy ćwiczyłem z zespołem rezerw. Zawsze znalazł się czas na to, by podzielić się odrobiną wiedzy, przekazać jakieś wskazówki dotyczące gry. Uczył się bardzo szybko. Nie jestem zaskoczony tym, co prezentuje.”

Didier Drogba, były napastnik Chelsea


Jeszcze do niedawna snajperzy Chelsea dużo bardziej znani byli z przekornych żartów internautów, którzy ochoczą piętnowali nieporadność Torresa, Girouda, Higuaina czy Moraty. Nareszcie pojawiła się jednak nadzieja, że ktoś z numerem 9 na niebieskiej koszulce będzie stanowił realne zagrożenie w szesnastce przeciwnika. Ciężko oczywiście wyciągać daleko idące wnioski na podstawie zaledwie siedmiu meczów, ale rzeczonymi spotkaniami Abraham na pewno zapracował sobie na to, by baczniej przyglądać się jego poczynaniom. Kto wie, być może jest to początek pięknej kariery, która zakończy się statusem podobnym do tego, jaki na Stamford Bridge osiągnął Didier Drogba. Podobno utalentowanemu Anglikowi już przygląda się selekcjoner Synów Albionu, Gareth Southgate, ale również nigeryjska federacja jest poważnie zainteresowana zwerbowaniem Abrahama, który być może już w tak młodym wieku stanie w obliczu wyboru mogącego mieć niebagatelny wpływ na jego dalsze losy. Żadnego scenariusza nie można wykluczać, tym bardziej, że londyńska młodzież robi stałe, imponujące postępy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *