C85abmeW0AE0Mdk

Już w trakcie zupełnie nieudanych dla reprezentacji Polski Mistrzostw Świata w Rosji wszystko stało się jasne – jeden z pewniaków do bramki w kadrze Adama Nawałki będzie od nowego sezonu przywdziewał trykot The Hammers. Łukasz Fabiański był wiodącą postacią Swansea City w minionej kampanii, jednak pomimo zachwycających występów Polaka, walijski klub musiał pożegnać się z angielską elitą. Taki los nie spotkał jednak 33-latka, który po dołączeniu do stołecznej drużyny ma wreszcie szansę na coś więcej niż rozpaczliwą walkę o utrzymanie.

W cieniu mundialowych emocji, dla polskich kibiców głównie tych negatywnych, wychowanek MSP-u Szamotuły w istotny sposób zabezpieczył swoją przyszłość. Dla jednego z tych, którzy nie zawiedli podczas turnieju na rosyjskiej ziemi, była to swoista nagroda za wysoką formę, którą prezentował na przestrzeni ostatnich miesięcy. Tylko w poprzedniej kampanii PL zanotował dziewięć czystych kont, a niemal w każdym tygodniu mógł liczyć na słowa pochwały od angielskich dziennikarzy.

Wysoka dyspozycja „Fabiana” i efektownie bronione rzuty karne nie pozwoliły jednak Łabędziom na pozostanie w elicie. Trudno było liczyć na uniknięcie degradacji, skoro fatalnie spisywali się pozostali członkowie bloku defensywnego, co kilkanaście minut doprowadzający do niezwykle groźnej sytuacji we własnym polu karnym. Ostatnią deską ratunku był w takich sytuacjach 33-letni golkiper z Kostrzyna nad Odrą, który wieloma skutecznymi interwencjami, zapracował sobie na nagrodę w postaci transferu do wyżej sytuowanej drużyny.


 

 

Nie trudno wysnuć wniosek, że wybrał dla siebie naprawdę korzystną opcję. Nie można było bowiem traktować poważnie informacji, które głównie kolportowały polskie media, że inną możliwością na kontynuowanie kariery jest Liverpool. Były gracz Arsenalu od dłuższego czasu znajduje się w ścisłej czołówce bramkarzy na Wyspach, ale nie prezentuje poziomu, który gwarantowałby regularną grę w zespole chcącym bić się o mistrzostwo Anglii czy końcowy tryumf w Lidze Mistrzów.

W ekipie Młotów bez większego wysiłku powinien wywalczyć sobie bluzę z numerem „1”. Nie da się ukryć, że dotychczas londyński klub miał ogromne problemy z obsadzeniem jednej z najważniejszych pozycji na boisku.  W minionej kampanii boiskowe minuty praktycznie po równo podzielone były pomiędzy wychowanka Realu Betis, Adriana oraz specjalnie ściągniętego w ramach wypożyczenia z Manchesteru City – Joe Hart’a. Obaj spisywali się różnie, jednak razem straconych bramek w sezonie 2017/18 mają o kilkanaście więcej niż Fabiański, mimo zajęcia przez West Ham 13 miejsca w lidze.

Ponadto, przyjście do klubu Manuela Pellegriniego jest wyraźnym sygnałem, że The Hammers bardzo poważnie zamierzają się włączyć do walki o udział w europejskich pucharach. Z tego względu, poza Fabiańskim dołączył już do zespołu Felipe Anderson, ściągnięty za 35 mln funtów z Lazio, a także Jack Wilshere, Andriy Yarmolenko, Issa Diop czy Ryan Fredericks. Mówi się zresztą nawet, że ponownie koszulkę stołecznego klubu może zakładać Dimitri Payet.


 

 

Przy okazji, transfer do ekipy Młotów pozwolił Fabiańskiemu na zapisanie się w historii najdroższych transferów w Polsce. Przejście za 8 mln € oznacza, że wskoczył do pierwszej dziesiątki najdroższych polskich piłkarzy, zrzucając z tej zaszczytnej listy Adriana Mierzejewskiego, który z Polonii Warszawa do Trabzonsporu przechodził za 5,25 mln €. To jednak nie wszystko – jeden z bohaterów sukcesu Biało-Czerwonych na EURO 2016 dzięki tej transakcji został nie tylko siódmym najdrożej kupionym Polakiem, ale również drugim najdroższym bramkarzem (przebijając nawet Jerzego Dudka, kiedy ten przechodził do Liverpoolu za niemal 7,5 mln € – przyp. red.). Nasz etatowy golkiper musi jednak wciąż uznawać wyższość kolegi z kadry, Wojciecha Szczęsnego, za którego Juventus w zeszłym roku zapłacił około 4 mln więcej.

Dla „Fabiana” będzie to także bardzo sentymentalna przeprowadzka. Spędził przecież wcześniej siedem lat w Londynie, grając dla lokalnego rywala, Arsenalu. W ekipie The Gunners nie mógł jednak liczyć na pełne zaufanie od Arsène’a Wengera. Dlatego zamiast pokornie znosić rolę rezerwowego, zdecydował się poniekąd wykonać krok w tył i kontynuował swoją karierę na Liberty Stadium. Teraz stanie więc przed idealną szansą, aby udowodnić, że skreślenie go było bardzo pochopną decyzją.

Wyjątkowy profesjonalizm Fabiańskiego sprawia, że jeszcze nie raz zachwyci angielskich kibiców swoimi fenomenalnymi interwencjami i udowodni, że nie zasłużył jeszcze na piłkarską emeryturę. Pojawiały się przecież złośliwe komentarze, że z powodu 33 lat najlepsze występy ma już za sobą i nie będzie już w stanie rywalizować na najwyższym poziomie.

Takie opinie nie mają jednak absolutnie nic wspólnego z piłkarską rzeczywistością.  Wystarczy choćby spojrzeć na bramkarza reprezentacji Egiptu, Essama El-Hadary’ego, który pojechał na tegoroczny mundial w wieku 45 lat. W samej Premier League również takie przypadki nie są obce, przykładem może tutaj być amerykański golkiper Brad Friedel, legenda angielskiej piłki ligowej, który jeszcze w wieku 44 lat i dwóch miesięcy bronił barw londyńskiego Tottenhamu, a wcześniej grał dla takich klubów jak Liverpool, Blackburn, czy Aston Villa, notując przy tym 450 występów na poziomie brytyjskiej ekstraklasy.

Dlatego, z dużą dozą pewności można stwierdzić, że błyskawicznie po tym jak „Fabian” dołączy do reszty drużyny, przekona do siebie nowe otoczenie, otwierając sobie szansę na naprawdę ciekawe i być może także niezwykle udane najbliższe miesiące. To także dobra wiadomość dla polskich kibiców, którym zawsze zależy na stabilnej obsadzie polskiej bramki, co jest możliwe tylko wtedy, gdy kadrowicze regularnie występują w najlepszych ligach na świecie.

Być może, nowy trener Biało-Czerwonych Jerzy Brzęczek zdecyduje się na wysłuchanie próśb niektórych z nich i dokonanie roszady w bramce reprezentacji Polski. To już jednak rozważania na zupełnie inne okoliczności…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *