pobrane

Kilka dni temu poznaliśmy pierwszego spadkowicza jednej z topowych lig świata. Kiedyś w Maladze świętowano wielkie sukcesy i wróżono miastu świetlaną piłkarską przyszłość, dziś kibice Los Boquerones muszą przełknąć gorzki smak porażki.

Z czym kojarzy się liga hiszpańska? Oczywiście z pięknym futbolem, najlepszymi piłkarzami i bardzo zróżnicowanym poziomem drużyn. W ojczyźnie Pablo Picasso nikogo już jednak nie dziwi, gdy gigant Atlético Madryt przegrywa z 11. zespołem tegorocznej kampanii Realem Sociedad 0:3, albo kiedy Los Blancos po mękach remisują ze skazywanym na pożarcie Levante 1:1. Dzięki temu bogactwu frapujących wydarzeń co sezon nie ma pewności, dla kogo liga będzie łaskawa, a kto z hukiem spadnie poziom niżej. Na Półwyspie Iberyjskim pozostały obecnie trzy, względnie cztery ekipy, które zawsze mogą spodziewać się pozytywnego wyniku na koniec. Reszta stawki nigdy nie może być pewna, jaki los ją spotka, bo pomimo wielu uznanych marek, każdy może być poszkodowany.


W bieżącej kampanii pierwszą ofiarą hiszpańskiej elity padła Málaga CF – klub znany, szanowany, który niemal połowę swojej historii spędził w najwyższej klasie rozgrywkowej, wychowując wielu wyśmienitych piłkarzy, a także zdobywając Puchar Intertoto w 2002 roku. Trudno uwierzyć ale jeszcze pięć lat temu Andaluzyjczycy byli niespodzianką Ligi Mistrzów, zajmując pierwsze miejsce w grupie C i nie przegrywając przy tym ani jednego meczu. Piękny sen Los Boquerones zakończył się na ćwierćfinale z Borussią Dortmund, m.in. za sprawą bramki Roberta Lewandowskiego, który później wbił pamiętne cztery gole innemu przedstawicielowi LaLiga, Realowi Madryt, dzięki czemu dane mu było zagrać w finale.

Málaga była zespołem, któremu wróżono dołączenie do hiszpańskiej czołówki na dłużej, po tym, jak w kampanii 2011/12 zajęła 4. miejsce w Primera División. Wcześniej na La Rosaleda pojawiły się prawdziwe piłkarskie gwiazdy pokroju Ruuda Van Nistelrooya, Joaquína, Santiago Cazorli, Jeremy’ego Toulalana czy Isco, który właśnie tutaj rozpoczynał swoją przygodę z wielką piłką. Dobra passa nie trwała jednak długo, wszak już dwa lata później wrócili do szeregu hiszpańskich średniaków, do sezonu 2016/17 oscylując pomiędzy 8. a 11. pozycją w lidze. Najlepsi piłkarze byli ciągle wyprzedawani, zatem nie dziwi, że sportowo w andaluzyjskim klubie działo się coraz gorzej, co bezpośrednią przekłada się na aktualną sytuację.

Skład Malagi CF w sezonie 2011-12

Obecnie ekipa Los Boquerones jest zaledwie cieniem drużyny z lat 2011-2013 i nawet katarski prezes Abdullah Al Thani, który jest zarazem największym inwestorem Málagi, nic tutaj nie wskóra. Na kilka kolejek przed końcem rozgrywek podopieczni José Gonzáleza nie mają już żadnych, nawet matematycznych szans, by utrzymać się w hiszpańskiej ekstraklasie. Nie można się zresztą temu dziwić, bo 20 punktów zdobytych w 34. meczach (5 wygranych, 5 remisów, 24 porażki) i zaledwie 22 strzelone gole mówią same za siebie…


Warty odnotowania jest w tym kontekście fakt, że kibice Malaguistas degradację swoich ulubieńców do Segunda División „przyjęli na klatę”. Jak pisze największa miejscowa gazeta „Diario Sur”, właśnie to bezwarunkowe wsparcie fanów Błękitno-Białych odegra fundamentalną rolę w powrocie Malagi do elity. Zdaniem lokalnych dziennikarzy, niezależnie od wydarzeń w klubie, również tych związanych z jego zarządzaniem, to właśnie społeczność La Rosaleda będzie motorem napędowym, który „pchnie wiatr w żagle” i pozwoli na szybki awans w przyszłym sezonie. W historii wielokrotnie udawało się już Andaluzyjczykom wstawać z kolan, a piłkarze nie raz udowadniali, że stać ich na wielki futbol.

Źródło: Diario Sur:
Źródło: Diario Sur:

Nawet kontrowersyjny szejk Al Thani zdaje się zbytnio relegacją nie przejmować i z optymizmem patrzy w przyszłość. Jak można przeczytać na jego profilu na Twitterze, właściciel klubu przeprasza wszystkich kibiców i obiecuje przed Bogiem, że Málaga CF będzie gotowa na powrót do miejsca, na które zasługuje tak elitarny zespół. Sympatykom Los Boquerones pozostaje mieć nadzieję, że nie są to słowa rzucane na wiatr, o ile w ogóle Al Thani funkcję swoją zatrzyma…


Na chwilę obecną nie wiadomo jeszcze, jakie dokładnie kroki zostaną poczynione na La Rosaleda. Nie ma pewności, czy trener José Manuel González zostanie na stanowisku przez kolejny rok oraz którzy zawodnicy zdecydują się nie wspomóc Malagi i odejdą przed startem kolejnej edycji Segunda División.

Teraz nadszedł czas przeprosin, przemyśleń i wyciągania wniosków. Stare przysłowie mówi, że ryba psuje się od głowy, więc warto tą andaluzyjską naprawić. Błękitno-Biali muszą odpowiednio przepracować pretemporadę i następny sezon na zapleczu hiszpańskiej elity, by nie nie zawieść po raz kolejny fanów i szybko wrócić na piłkarski szczyt. Społeczności Malaguistas pozostaje teraz podążać za słowami andaluzyjskiego dziennikarza Manuela Castillo i przestać oglądać się w tył, zakończyć żal i nie szukać już winnych, a wprost przeciwnie – pompować optymizm, pracować na rzecz drużyny i jak najgłośniej krzyczeć „Vamos Málaga!”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *