Piłkarska reprezentacja Polski bez większych problemów i z zaledwie jedną porażką na koncie wywalczyła przepustkę na turniej finałowy Mistrzostw Europy. Zostawienie w pokonanym polu Austrii, Macedonii Północnej, Słowenii, Izraela oraz Łotwy na niewielu zrobiło jednak wrażenie. Nie brakowało głosów, że sama promocja na kontynentalny czempionat była obowiązkiem, bowiem Biało-Czerwoni rywalizowali w wyrównanej, aczkolwiek jednej z najsłabszych grup eliminacyjnych. Niespodziewany wybuch pandemii COVID-19 spowodował przełożenie EURO na czerwiec i lipiec 2021 roku, dzięki czemu polscy piłkarze zyskali dodatkowy rok na odpowiednie przygotowanie się do turniejowej rywalizacji, w której przyjdzie im stawić czoła Hiszpanii, Szwecji oraz rywalowi z baraży. To zdawało się być idealną okazją do poważnej dyskusji na temat przyszłości Jerzego Brzęczka. Narastające spekulacje uciął jednak Zbigniew Boniek, przedłużając umowę obecnego selekcjonera.

Zatrudnieniu byłego opiekuna Wisły Płock na najbardziej eksponowanym stanowisku trenerskim w polskim futbolu od samego początku towarzyszyły niemałe kontrowersje. Głośne słowa sprzeciwu płynęły przede wszystkim ze środowiska kibiców. Pośród absurdalnych zarzutów dotyczących koligacji rodzinnych z Jakubem Błaszczykowskim, słusznie wytykano Brzęczkowi brak odpowiedniego doświadczenia i możliwe przywiązanie do zawodników prowadzonych w poprzednim klubie.

Przegrane z kretesem zmagania w ramach Ligi Narodów potraktowano jeszcze jako poligon doświadczalny, zatem nikt nad Wisłą nie zamierzał wyciągać daleko idących wniosków, zwłaszcza wobec zbliżającego się startu kwalifikacji do EURO 2020. Mimo upływu kolejnych miesięcy, w pracy 48-letniego selekcjonera trudno było jednak doszukiwać się pozytywów. Nieustannie domagano się natomiast, aby do akcji wkroczył specjalista…


Zestawienie wszystkich „przewinień” Brzęczka jest rzeczywiście imponujące niczym liczba mandatów wystawianych przez policję za złamanie kwarantanny czy zasad ograniczonego przemieszczania się po polskich ulicach. Trudno nie rozpocząć tej wyliczanki od zmarnowanego czasu na selekcję i absurdalnych nominacji dla Adama Dźwigały, Huberta Matynii, czy praktycznie niegrającego wówczas w klubie Arkadiusza Recy. Oczywiście każdy selekcjoner powinien mieć pełną swobodę w wyborach personalnych, ale nie sposób przemilczeć elementarnych pomyłek, które rzutują później na obraz całej kadencji.

Mimo, że Biało-Czerwoni rozegrali już kilkanaście spotkań po zakończeniu współpracy z Adamem Nawałką, to wciąż trudno określić, jakie jest bazowe ustawienie naszej kadry. Brzęczek korzystał bowiem z formacji 1-4-4-2, 1-4-2-3-1, 1-4-3-1-2 oraz nieudanego eksperymentu z rosyjskiego mundialu, czyli wariantu z trzema defensorami.


Ponadto trzeba było niemal 10 starć, aby sztab szkoleniowy wyciągnął podstawowy wniosek: ta reprezentacja ma przyszłość jedynie wtedy, gdy obok siebie gra dwóch napastników. Mimo tego w wielu pojedynkach od pierwszej minuty na boisku meldował się tylko jeden rasowy snajper – kapitan, Robert Lewandowski. Rotowanie ustawieniem niemal w każdym meczu sprawia również, że powoli zaczyna brakować pozycji, na których nie zostałby sprawdzony Piotr Zieliński. Nie jest przecież tajemnicą, że pomocnik Napoli najlepiej czuje się, gdy ma pełne zaufanie trenera, co potrafi doskonale wykorzystać w rozgrywkach na Półwyspie Apenińskim. Tymczasem tylko na przestrzeni kilkunastu miesięcy w drużynie narodowej błyskotliwy rozgrywający miał okazję grać głęboko w środku pola, tuż za plecami napastnika, a nawet w linii ataku!


Nieumiejętne wykorzystanie naszego najbardziej kreatywnego gracza automatycznie przekłada się na sposób gry kadry, który irytuje już niemal każdego obserwatora. Niestety, dalej mało kto chce rozmawiać w Polsce o szkoleniu i tym, że młodych adeptów futbolu nie uczy się nowoczesnego grania w piłkę, niemniej jednak chyba wszyscy widzą, że reprezentanci z każdej grupy wiekowej kompletnie nie radzą sobie w ataku pozycyjnym. Nie da się, rzecz jasna, w kilka miesięcy nadrobić wieloletnich zaniedbań w tym aspekcie, ale już kilkanaście jednostek treningowych po zmianie selekcjonera to wystarczający czas, aby wypracować chociażby kilka, nawet najprostszych wariantów rozegrania akcji. Doprawdy upokarzające, że w starciu z Macedonią Północną Lewy i spółka oddają zaledwie jeden (w dodatku bardzo szczęśliwy) strzał na bramkę, podczas gdy Wyspy Owcze są w stanie pokonać bramkarza Hiszpanii…


Niestety, wciąż nie wszyscy zdają się zauważać stale nawarstwiające problemy. Wymęczone zwycięstwa nad Łotwą i Macedonią Północną nie czynią przecież reprezentacji Polski silniejszą, a wręcz przeciwnie – coraz więcej ekip będzie przystępowało do meczów z Biało-Czerwonymi bez respektu, wietrząc szansę na zdobycz punktową. Czy wtedy ewentualne niepowodzenia też będą tłumaczone w najprostszy sposób?


Wprawdzie brak stylu i toporną grę zaczynają dostrzegać już sami piłkarze, ale to nie ich zadaniem jest przeprowadzenie badania, zdiagnozowanie przypadłości oraz znalezienie panaceum. Oni mają jedynie wdrożyć odpowiednie leczenie pod nadzorem kompetentnego fachowca. W tym kontekście sporo racji ma były reprezentacyjny bramkarz Jan Tomaszewski, który zasłynął wieloma skutecznymi interwencjami, ale także szeregiem kuriozalnych wypowiedzi. Bohater historycznego starcia na Wembley nie ma najmniejszych wątpliwości – potrzebna jest rychła zmiana.

„Jestem za tym, że Brzęczka nie powinno już być w kadrze. Nie panował nad sytuacją, nie mamy stylu gry, nie wiadomo jakim gramy ustawieniem. Mamy teraz najlepszą grupę piłkarzy w historii, grających w klubach światowej klasy, na światowym poziomie. I co my gramy? Nie ma EURO w tym roku, kończy mu się kontrakt, więc do widzenia!”

Jan Tomaszewski w rozmowie dla portalu „Sportowe Fakty”

Zdecydowanej reakcji długo nie było widać ze strony prezesa Zbigniewa Bońka i trudno było oczekiwać, aby zdecydował się na zatrudnienie nowego selekcjonera. W poniedziałkowe popołudnie ukazał się spodziewany komunikat o tym, że umowa Brzęczka została przedłużona i okazało się, że nie tylko poprowadzi on kadrę podczas Mistrzostw Europy, ale kontrakt będzie obowiązywał aż do końca 2021 roku. Szef Polskiego Związku Piłki Nożnej zostawił jednak furtkę, gdyby Biało-Czerwoni skompromitowali się na przyszłorocznym turnieju o prymat na Starym Kontynencie.

„Mamy pełne zaufanie do selekcjonera i prowadzonej przez niego reprezentacji. W umowie jest jedna istotna klauzula, która w sierpniu 2021 roku daje PZPN możliwość rozwiązania kontraktu. W tym okresie zakończy się moja kadencja na stanowisku prezesa PZPN i chciałbym, aby nowe władze federacji miały możliwość podjęcia autonomicznej decyzji odnośnie dalszej pracy selekcjonera.”

Zbigniew Boniek dla serwisu „Łączy nas piłka”


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *