zaglebie.com

Runda wiosenna miała być, podobnie jak rok temu, czasem ataku Zagłębia Lubin na czołowe pozycje w Ekstraklasie, a nawet próbą powtórzenia lub poprawienia znakomitego rezultatu z poprzedniego sezonu, jakim było trzecie miejsce w najwyższej klasie rozgrywkowej. Tymczasem od kilku tygodni Miedziowi prezentują dyspozycję znacznie odbiegającą od oczekiwań. Dość powiedzieć, że jedynie dwie drużyny spisują się w 2017 roku gorzej od podopiecznych Piotra Stokowca…

Początek sezonu będący przedłużeniem dobrej passy z końcówki kampanii 2015/16 napawał lubińskich kibiców optymizmem. Solidna postawa Zagłębia w Lidze Europy, z której udało się wyeliminować faworyzowanego Partizana Belgrad i w przeciwieństwie do Cracovii odpaść z podniesionym czołem, a także mocny start w Ekstraklasie dawały nadzieję, że dla klubu z Dolnego Śląska nastały właśnie lata tłuste.


Wraz z upływem sezonu wyniki zespołu Piotra Stokowca zaczęły się jednak pogarszać. Szósta lokata na koniec rundy jesiennej, ze stratą czterech punktów do zajmującej wówczas najniższą pozycję gwarantującą grę w europejskich pucharach Legii Warszawa, wydawała się niezłą pozycją wyjściową do ataku na czołowe miejsca. Zwłaszcza, że w pierwszej części rozgrywek rzadko grał lider i twórca świetnych wyników Zagłebia z ubiegłej wiosny – Filip Starzyński, który opuścił kilka spotkań najpierw ze względu na urlop po EURO 2016, a później z powodu problemów zdrowotnych. Przełomowa miała być dla niego runda wiosenna, w której 25-letni rozgrywający ponownie otrzymał zadanie poprowadzenia Miedziowych do serii zwycięstw. Mimo przyzwoitych statystyk i bezpośredniego udziału w zdecydowanej większości akcji bramkowych, popularny „Figo” nie potrafi już decydować o grze dwukrotnych mistrzów Polski w takim stopniu, w jakim robił to w ubiegłym roku.


Głównym problemem Lubinian w wiosennych meczach była skuteczność, a właściwie jej brak. Do rozegranego w miniony weekend starcia z Jagiellonią podopieczni Stokowca zdobyli w siedmiu spotkaniach tylko pięć goli, a trzy bramki strzelone drużynie z Podlasia na niewiele się zdały, gdyż defensorzy Zagłębia pozwolili przeciwnikom z Białegostoku zanotować aż cztery trafienia.

Jeszcze w sierpniu do Cracovii sprzedano młodego i utalentowanego snajpera Krzysztofa Piątka, a w jego miejsce sprowadzono Czecha Martina Nešpora, który jak na razie nie imponuje wybitnymi umiejętnościami strzeleckimi. W tym roku zapisał na swoje konto zaledwie jedną bramkę. Znacznie skuteczniejszy jest od niego kapitan Miedziowych i jednocześnie wychowanek klubu – Arkadiusz Woźniak.

Drużynę z Dolnego Śląska nie omijały w ostatnich tygodniach kontuzje, w tym także graczy kluczowych dla Stokowca. W tej rundzie urazu nie doświadczył co prawda Starzyński, ale problemów zdrowotnych nie uniknął wspomniany Nešpor. Pecha miał także Jarosław Jach – stoper, o którego zimą zabiegało co najmniej kilka renomowanych, zachodnich klubów. Ostatecznie młodzieżowy reprezentant Polski postanowił pozostać jeszcze w Lubinie, ale w połowie marca został zmuszony do poddania się zabiegowi stawu skokowego, który wyłączył go z gry na kilka tygodni.


Z powodu mniejszych lub większych dolegliwości ostatnie mecze opuszczali także choćby inny środkowy obrońca Sebastian Madera oraz młody napastnik Adam Buksa. Jakby tego było mało, artroskopię kolana musiał przejść rezerwowy bramkarz Konrad Forenc, który przez to odpocznie od futbolu kilka miesięcy. W jego miejsce awaryjnie sprowadzono doświadczonego Zbigniewa Małkowskiego.

W przerwie zimowej włodarze Zagłębia dokonali kosmetycznych ruchów transferowych, choć wydawało się, że wyjdą one drużynie na korzyść. Na razie nie znajduje to bynajmniej potwierdzenia w tegorocznych wynikach Miedziowych. Wielkim wysiłkiem było zatrzymanie w klubie Jacha, a jedynym piłkarzem, który opuścił Lubin, stał się Michal Papadopulos, ale akurat Czech na początku rozgrywek nie spisywał się tak, jak przyzwyczaił do tego kibiców w poprzednich sezonach. Ostatecznie już w lutym udało się natomiast sprowadzić z Ruchu Chorzów Kamila Mazka, który w drużynie Niebieskich był jedną z bardziej wyróżniających się postaci formacji ofensywnej. 22-letni skrzydłowy nie spełnia póki co pokładanych nadziei.

Prawdopodobnie największą stratą Zagłębia nie było jednak odejście żadnego z zawodników, lecz dyrektora sportowego Piotra Burlikowskiego, któremu należy przypisać rolę jednego z architektów ostatnich sukcesów lubińskiego klubu. 47-latek postanowił kontynuować swoją karierę w PZPN jako doradca Zbigniewa Bońka, co może okazać się dla mistrzów Polski z 2007 roku brzemienne w skutkach.


Słabe wyniki Zagłębia sprawiły, że zaczęły pojawiać się nawet plotki o możliwym zwolnieniu Piotra Stokowca, który jest jednym z najdłużej pracujących trenerów w Ekstraklasie.


Doniesienia te zostały jednak szybko zdementowane przez prezesa Roberta Sadowskiego, który zapewnił, że opiekun Miedziowych wciąż ma pełne poparcie zarządu.


Przed trzecim zespołem ubiegłych rozgrywek seria trudnych spotkań, które mogą być przeszkodą w zrealizowaniu zamierzonych celów. Zagłębie znajduje się obecnie na ósmym, granicznym miejscu. Lubinianie mają tyle samo punktów, co wyprzedzające ich Korona Kielce i Wisła Płock, ale ledwie dwa oczka mniej zgromadziły Pogoń Szczecin i Bruk-Bet Termalica Nieciecza, a to strata, którą można odrobić w jednym meczu.


Zespół Stokowca w najbliższej kolejce zmierzy się na wyjeździe z Wisłą Kraków, która znajduje się w zupełnie innej dyspozycji. Biała Gwiazda ma w tym roku gorszy bilans punktowy tylko od Legii Warszawa i Lecha Poznań. Co więcej, zdecydowanie lepiej gracze Kiko Ramíreza radzą sobie przy Reymonta, gdzie są niepokonani od wielu miesięcy, co tylko zwiększa skalę trudności zadania, jakie stoi przez Miedziowymi w Poniedziałek Wielkanocny. W 30. kolejce piłkarze z Lubina zagrają z kolei w prestiżowych Derbach Dolnego Śląska. Toczone w gorącej atmosferze starcie z WKS-em także nie będzie należało do najłatwiejszych.

Przed Zagłębiem sądny tydzień, który zadecyduje o losach zespołu i jego celach w fazie finałowej. Czy będzie to pewne utrzymanie i walka o czołowe lokaty, która rozpocznie się niemal od początku, czy jednak rzutem na taśmę Miedziowi zostaną wypchnięci przez rywali poza bezpieczną strefę, a ich kibice będą musieli nerwowo oczekiwać kolejnych spotkań, by mieć pewność, że drużyna zagra w Ekstraklasie jesienią? Potencjał piłkarzy Stokowca jest na tyle duży, że wydaje się, iż po powrocie do zdrowia oraz optymalnej dyspozycji podstawowych zawodników lepsze wyniki staną się tylko kwestią czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *