Montella w Sevilli - foto główne

Zaledwie kilka dni temu świat obiegła sensacyjna informacja, że Sevilla postanowiła rozwiązać umowę ze szkoleniowcem Eduardo Berizzo zaledwie kilka dni po tym, jak ten przeszedł operację usunięcia guza prostaty. Włodarze andaluzyjskiego klubu nie wykazali się tym razem wyrozumiałością i zwolnili 48-letniego trenera tuż przed Świętami Bożego Narodzenia. W miniony czwartek hiszpańskie media poinformowały natomiast, że następcą Argentyńczyka został Vincenzo Montella, który pod koniec listopada z hukiem wyleciał z Milanu. Czy sprowadzenie byłego reprezentanta Italii na Estadio Ramón Sánchez Pizjuán jest dobrym posunięciem?

Montella uchodzi za trenera co najmniej solidnego, jednak do tej pory niczego poważnego w karierze szkoleniowej nie wygrał. Najdłuższy okres w roli menedżera zanotował podczas przygody z Fiorentiną, którą trzykrotnie z rzędu doprowadził do czwartego miejsca w tabeli. Nigdy nie potrafił natomiast zakończyć sezonu na podium.


Najczęstszym zarzutem pod adresem popularnego „L’Aeroplanino” jest zbliżony sposób gry jego drużyn, które w podobnym stylu triumfują, jak i przegrywają. Włoch nie rozwija swojej myśli taktycznej i nie modyfikuje jej wraz z kolejnymi latami kariery. Po zakończeniu kadencji na Stadio Artemio Franchi dość niespodziewanie Montella przeniósł się do niżej notowanej wówczas Sampdorii, gdzie skądinąd kompletnie sobie nie poradził. Ekipa z Genui grała słabo i ukończyła rozgrywki Serie A na 15. miejscu. Już w trakcie sezonu spekulowano, że praca w mniej medialnym klubie nieszczególnie odpowiada byłemu snajperowi Romy, który przyjął ofertę od Massimo Ferrero głównie dlatego, że żaden bardziej renomowany pracodawca na Półwyspie Apenińskim nie zdecydował się go zatrudnić. Po słabej kampanii przyszła jednak wyczekiwana oferta z wielkiego, lecz nieco zakurzonego klubu, jakim w ostatnich latach stał się AC Milan.

Źródło: Pianeta Milan
Źródło: Pianeta Milan

43-latek przejmował Rossonerich w ostatnim roku prezydentury Silvio Berlusconiego, a więc w czasie, gdy na San Siro się nie przelewało, a Il Presidente nie był zbyt skory do sięgania głębiej do portfela, wszak lada moment miał oddać klub chińskiemu konsorcjum. Tymczasem negocjacje z inwestorami z Państwa Środka przedłużały się, atmosfera w gabinetach gęstniała, jednak drużyna Il Diavolo grała co najmniej poprawnie. W grudniu mediolańczycy zdobyli Superpuchar Włoch po pokonaniu Juventusu, a w maju świętowali powrót do europejskich pucharów w efekcie zajęcia szóstego miejsca w lidze. Kibice Czerwono-Czarnych wreszcie mogli być zadowoleni, że ich zespół zmierza we właściwym kierunku, zaś styl gry nie jest brany jedynie w cudzysłów. A najlepsze miało przecież dopiero nadejść…


Po oficjalnym przejęciu Milanu przez Yonghonga Li, klubowi z czerwonej części stolicy Lombardii podłączono finansową kroplówkę. Hurtowo sprowadzano na Stadio Giuseppe Meazza graczy, na których przeznaczono łącznie ponad 200 mln €. Co bardziej ambitni żurnaliści już latem pisali, że Rossoneri mogą być poważnym kandydatem nawet do scudetto. Sam Montella również mógł być zadowolony. Nowi sternicy wcale nie chcieli zmian na ławce trenerskiej i pozwolili mu dalej doskonalić swoją drużynę. Problem w tym, że to już nie była jego drużyna…


Ogromna liczba zmian sprawiła bowiem, że w szatni Il Diavolo pozostała ledwie garstka zawodników, którzy sezon wcześniej przyczynili się do awansu Milanu do europejskich pucharów czy wygrania Supercoppa Italiana. Mediolańska drużyna zatraciła resztki stylu, a co gorsza popełnia kardynalne błędy w defensywie. Pogubił się także Montella, który zaczął eksperymentować z ustawieniem. Po wysokiej porażce z Lazio (1:4) „L’Aeroplanino” postanowił przestawić zespół na grę trójką obrońców, co okazało się kolejną katastrofą. Nieprzygotowani taktycznie na taki wariant piłkarze Rossonerich przegrywali mecz za meczem, aż po bezbramkowym remisie z Torino Montella pożegnał się z posadą.


Na nowego pracodawcę były reprezentant Squadra Azzurra nie czekał jednak długo, bowiem już 28 grudnia oficjalnie zaprezentowano go jako nowego szkoleniowca Sevilli. Czy klub z Andaluzji postawił jednak na rozsądną opcję sięgając po trenera, który oprócz wspomnianego Superpucharu Włoch nie zdobył w karierze żadnego innego trofeum? Z pewnością ostatnie wyniki, jakie Montella notował z Milanem, zaniżają mu statystyki, jak również negatywnie wpływają na ocenę jego warsztatu. Inna sprawa, że gdyby latem w Mediolanie zdecydowano się na przebudowę z głową, to dzisiaj 43-latek zapewne dalej pracowałby z zespołem 18-krotnego mistrza Italii. Ogromne zmiany i wiążąca się z nimi gigantyczna presja na wynik sprawiły, że młody szkoleniowiec z Pomigliano d’Arco pogubił się i nie dał już rady wyprowadzić Czerwono-Czarnych na prostą. W Sevilli takich tąpnięć jak w Milanie Montella raczej powinien uniknąć i jeśli dostanie wystarczająco dużo czasu, może zbudować na Ramón Sánchez Pizjuán naprawdę solidną drużynę.


Dotychczasowe doświadczenia włoskich trenerów na Półwyspie Iberyjskim nie mogą jednak napawać wychowanka Empoli optymizmem. Ostatni szkoleniowiec z Italii w LaLiga, Gianni De Biasi (Deportivo Alavés), zakończył pracę po zaledwie 8 tygodniach, a wcześniej w Valencii nie poradził sobie były selekcjoner Squadra Azzurra, Cesare Prandelli. Dla Montelli prowadzenie Sevilli będzie pierwszym w karierze wyzwaniem poza granicami ojczyzny, co z pewnością na początku nie ułatwi mu zadania. Włodarze Los Nervionenses zdecydowali się więc na dość ryzykowną opcję, która jednak, jeśli wypali, może dać kibicom sporo radości. Pytanie tylko, czy „L’Aeroplanino” uda się wyjść poza swoją solidność i stworzyć zespół zdolny skutecznie rywalizować z największymi potęgami na Starym Kontynencie.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *