Atalanta foto główne

Wiele europejskich klubów lekceważy rozgrywki Ligi Europy, wystawiając w nich przeważnie rezerwowe jedenastki. Takie zachowanie było do tej pory bardzo często kojarzone z włoskimi drużynami, które wobec braku awansu do Ligi Mistrzów nieco odpuszczały walkę w mniej prestiżowym z pucharów, by skupić się na lidze. W obecnym sezonie tym stereotypom zaprzeczają praktycznie wszystkie zespoły Serie A, jednak najbardziej w tym względzie imponuje Atalanta, która wręcz postawiła sobie za priorytet występy na arenie międzynarodowej kosztem wyników na krajowym podwórku. Podobne podejście, nie tylko na Półwyspie Apenińskim, jest prawdziwym ewenementem!

La Dea przeżywa ostatnimi czasy wspaniały okres. Gian Piero Gasperini, który przejął zespół z Lombardii na początku sezonu 2016/17, całkowicie zmienił Atalantę, wprowadzając ofensywny styl gry i „odkurzając” kilku starszych zawodników (Gómez, Tolói, Berisha), a przy okazji odkrywając talenty wielu młodych graczy (Kessié, Petagna, Caldara). Klub ze Stadio Atleti Azzurri d’Italia jest zresztą modelowym przykładem odpowiedzialnego zarządzania w futbolu. Nie tak dawno działaczom z Bergamo udało się odkupić od miasta zasłużony stadion (oddany do użytku w 1928 roku – przyp. red.), który w najbliższych latach będzie odnawiany w celu przystosowania do współczesnych wymogów. Atalanta może także pochwalić się świetnymi drużynami młodzieżowymi, które rokrocznie plasują się w czołówce swoich kategorii wiekowych i taśmowo dostarczają do seniorskiego zespołu Orobicich kolejne talenty.


Poprzednia kampania zakończyła się dla Atalanty zajęciem świetnego, czwartego miejsca w Serie A, które zapewniło bezpośredni awans do fazy grupowej Europa League. Latem w ekipie z północy Italii doszło jednak do kilku przetasowań (odeszli między innymi środkowy pomocnik Franck Kessié czy prawy obrońca Andrea Conti) i wyniki w lidze przestały być już tak zachwycające. Dość powiedzieć, że po 13. kolejkach obecnego sezonu La Dea ma aż dziewięć punktów mniej niż w analogicznym momencie ubiegłorocznych rozgrywek i zajmuje dalekie, dwunaste miejsce we włoskiej elicie. Mimo tego do Bergamo wciąż płynie rzeka pochwał, bowiem podopieczni Gasperiniego fantastycznie spisują się w Lidze Europy. W 5. kolejce popularni Orobici ośmieszyli Everton, miażdżąc Anglików na ich stadionie aż 5:1!


Wynik osiągnięty na Goodison Park jest jeszcze bardziej imponujący, jeżeli weźmiemy pod uwagę zestawienia finansowe obu rywali. The Toffees latem przeszli solidną rewolucję kadrową pod okiem Ronalda Koemana, którego już zresztą w niebieskiej części Merseyside nie ma, i wydali na wzmocnienia łącznie aż 158 mln €, tymczasem Atalanta na nowych piłkarzy przeznaczyła zaledwie 46 mln €, a to głównie dlatego, że na transferach z klubu udało się zarobić 43 mln €.


Dla ekipy z Bergamo jest to powrót do europejskich pucharów po 27 latach przerwy, jednak początkowo wydawało się, że będzie on bardzo bolesny, bowiem Orobici trafili do jednej z grup śmierci, razem z Evertonem, Olympique’m Lyon i Apollonem Limassol. Tuż po losowaniu kapitan Alejandro „Papu” Gómez był bardzo zawiedziony takim układem sił, jednak po pięciu rozegranych kolejkach to właśnie piłkarze Gasperiniego nie mają na koncie ani jednej porażki!

Już pierwsze spotkanie w Lidze Europy przyniosło wielkie zdziwienie, gdy La Dea przed własną publicznością pokonała Everton 3:0, a w następnej kolejce zremisowała 1:1 z Lyonem. Potem przyszły zwycięstwo i remis z Apollonem, a ostatnie, niezwykle efektowny triumf nad zespołem z Liverpoolu z pewnością zapisze się w klubowej historii złotymi zgłoskami. Na jedną kolejkę przed końcem fazy grupowej LE drużyna z przedmieść Mediolanu ma już zapewniony awans do 1/16 finału, a jedyną niewiadomą pozostaje miejsce, z którego dostanie się do dalszego etapu zmagań. Póki co Atalanta zajmuje pierwsze miejsce w tabeli grupy E z takim samym dorobkiem punktowym jak Olympique Lyon, zatem ostateczna kolejność ustali się dopiero w ostatniej serii gier.


Postawa Atalanty imponuje tym bardziej, że w drużynie Gasperiniego widać radość z gry w europejskich pucharach i nie są one traktowane po macoszemu, jak czynią to nierzadko większe kluby, które zawiedzione brakiem awansu do Champions League, w mniej prestiżowych rozgrywkach pod egidą UEFA grają głównie drugim składem. Co prawda dobra postawa La Dea w Lidze Europy zaowocowała nieco gorszymi wynikami w Serie A, jednak wielce prawdopodobne, że nadchodząca zimowa przerwa w zmaganiach na arenie międzynarodowej pozwoli na poprawę sytuacji w ligowej tabeli, szczególnie że po skromnym zwycięstwie nad Benevento Calcio do siódmego Milanu Orobici tracą tylko jeden punkt.


Trwające campionato to zresztą ewenement jeśli chodzi o postawę włoskich drużyn w pucharach, bowiem wszyscy przedstawiciele Serie A będą rywalizować na wiosnę w Europie. Lazio, mimo gry w każdym meczu mocno rezerwową jedenastką, pewnie wygrało swoją grupę w Lidze Europy, gromadząc w czterech pierwszych meczach komplet punktów i bardzo szybko zapewniając sobie awans. Podobnie rzecz ma się w przypadku Milanu, który co prawda miewał momenty, w których mocno męczył się z europejskimi średniakami, jednak Rossoneri również mają już zapewnioną promocję z pierwszego miejsca.


Równie dobrze wygląda sytuacja ekip z Półwyspu Apenińskiego w Lidze Mistrzów. AS Roma i Juventus są o krok od awansu do 1/8 finału tych elitarnych rozgrywek, ale nawet gdyby w ostatniej kolejce wydarzyła się katastrofa, to i tak na wiosnę pozostanie im gra w Europa League. Na szczęśliwy scenariusz liczą także w Neapolu. W decydującej potyczce Mertens i spółka muszą jednak pokonać Feyenoord oraz liczyć na porażkę Szachtara z Manchesterem City.

Widać zatem wyraźną zmianę in plus w podejściu włoskich klubów do europejskich obowiązków, co jeszcze kilka sezonów temu uchodziło za spory ewenement…


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *