70950930_503996963719253_4335333412987469824_n

Polskim środowiskiem piłkarskim wstrząsnęła niedawno wieść o powrocie Pawła Wszołka do Ekstraklasy. 11-krotny reprezentant Polski po sześcioletnich, zagranicznych wojażach ponownie wylądował w Warszawie. Nie będzie jednak występował w czarnej koszulce stołecznej Polonii, jak przed emigracją, lecz przywdzieje trykot ze słynną „eLką” na piersi. Jego przygody we Włoszech czy na Wyspach trudno określić mianem udanych, podobnie jak w przypadku wielu innych rodaków, którzy do ojczyzny wracali z przysłowiowym „podkulonym ogonem”.

Paweł Wszołek

Źródło: legia.net
Źródło: legia.net

Bardzo dobry sezon 2012/13, w którym urodzony w Tczewie skrzydłowy popisał się siedmioma bramkami i siedmioma asystami w Ekstraklasie, zaowocował wymarzonym zagranicznym transferem. Po Wszołka zgłosiła się włoska Sampdoria, a mająca już wówczas poważne problemy organizacyjne-finansowe Polonia Warszawa przyjęła ofertę opiewającą na ok. 1,6 mln €. Debiutancki sezon w Serie A dał byłemu piłkarzowi Czarnych Koszul spore nadzieje. 19 występów w barwach Blucerchiatich, a także bramka strzelona w przedostatnim spotkaniu ligowej kampanii przeciwko Napoli pozwalały myśleć o nieustannym progresie. Niestety, roszady na stanowisku trenera w liguryjskim klubie nie podziałały korzystnie na notowania Polaka.


Wszołek przez dwa kolejne sezony rozegrał zaledwie osiem meczów we włoskiej elicie. Brak szans na grę w zespole ze Stadio Luigi Ferraris sprawił, że bez żalu oddano go na roczne wypożyczenie do Hellasu Verona. W mieście Romea i Julii zaliczył 26 gier na poziomie Serie A, a dorobek pięciu asyst sprawił, że nie tylko został wykupiony z Sampdorii za 2 mln €, ale nawet znalazł się w kręgu zainteresowań Adama Nawałki w kontekście wyjazdu na finały EURO 2016. Kontuzja, jakiej doznał tuż przed francuskim turniejem, pokrzyżowała jednak plany selekcjonera Biało-Czerwonych. W Hellasie, jako pełnoprawny zawodnik, nigdy zresztą już nie zagrał.

Ostatnie trzy sezony, najpierw na zasadzie wypożyczenia, a następnie już po transferze definitywnym, spędził w londyńskim Queens Park Rangers. Na zapleczu Premier League miewał jedynie przebłyski, a bilans zaledwie dziewięciu trafień i trzynastu decydujących podań w ponad stu meczach nie rzuca na kolana. W Legii 27-latek będzie starał się odzyskać formę i wrócić do drużyny narodowej.




Rafał Wolski

Źródło:  Mateusz Słodkowski/Trojmiasto.pl
Foto: Mateusz Słodkowski / Trojmiasto.pl

Jakież było zdziwienie opinii publicznej, kiedy mimo udanego sezonu w Ekstraklasie (21 meczów, 6 bramek i asysta – przyp. red.) 19-letni rozgrywający znalazł się w kadrze Franciszka Smudy na EURO 2012. Choć debiut w seniorskiej reprezentacji zaliczył jeszcze przed polsko-ukraińskim czempionatem, to w samych finałach nie zagrał. Pół roku później, dokładnie 25 stycznia 2013 roku, przeniósł się już do Fiorentiny z łatką wielkiego talentu znad Wisły. Przez pół sezonu zdołał wybiec na boisko w Serie A zaledwie raz. Rozgrywki 2013/14 rozpoczął jednak obiecująco, bo od asysty przy golu Matíasa Fernándeza w konfrontacji z Atalantą. Zresztą przeciwko ekipie La Dea zdobył również swoją premierową bramkę na włoskiej ziemi.

Jak się potem okazało, było to pierwsze i jedyne trafienie na Półwyspie Apenińskim dysponującego świetną techniką pomocnika. Jego pozycja w drużynie Violi słabła coraz bardziej, a brak postępów na wypożyczeniach w KV Mechelen i Bari skutkował tym, że florentczycy bez żalu zdecydowali się go ponownie wypożyczyć – tym razem do Wisły Kraków. Obiecująca postawa na rodzimym podwórku sprawiła, że 4 lipca 2016 roku Fiorentina definitywnie oddała Wolskiego Lechii Gdańsk za kwotę 500 tys. €. Wychowanek Jastrzębia Głowaczów nie tyle nie podbił Europy, ale swoje międzynarodowe wojaże zakończył już w wieku 24 lat.




Dominik Furman

Źródło: W. Sierakowski/Wisła Płock
Foto: W. Sierakowski / Wisła Płock

Do pierwszego zespołu Wojskowych wchodził w podobnym czasie, co wspomniany wyżej Wolski, ale stołeczny klub opuścił już kilkanaście miesięcy później. W styczniu 2014 roku związał się umową z francuskim Toulouse FC. W drużynie z północy Francji spędził jednak zaledwie pół roku i jedynym ciekawym wspomnieniem z tamtego okresu, jakim może pochwalić się blondwłosy pomocnik, były wspólne treningi z Serge’m Aurierem – aktualnym defensorem Tottenhamu.

Furman nie zdołał w krótkim okresie przekonać do siebie trenera Alaina Casanovy i wrócił do Warszawy na zasadzie wypożyczenia. Ani pobyt w stolicy Polski, ani w urokliwej Weronie, gdzie zaliczył epizod w Serie A, nie sprawiły bynajmniej, że jego pozycja nad Sekwaną istotnie się poprawiła. Kolejny czasowy pobyt, tym razem w Wiśle Płock, przełożył się wreszcie na długoterminowy kontrakt. Klub z naftowego miasta wykupił go za zaledwie 150 tys. €. Biorąc pod uwagę, że działacze Le Téfécé wyłożyli za pochodzącego z Szydłowca piłkarza 1,75 mln €, każdy z jego pięciu występów w fioletowej koszulce kosztował Toulouse mniej więcej tyle, ile wynosiły roczne zarobki Miroslava Radovicia w ekipie ówczesnego mistrza Polski…


Wojciech Pawłowski

Źródło: widzew.com
Źródło: widzew.com

Kiedy w 2013 roku Udinese sprowadzało Pawłowskiego z Lechii Gdańsk, kibice z północy Italii upatrywali w nim nowego Samira Handanovicia. W końcu na Stadio Friuli także przychodził bramkarz ze środkowej części Europy, dla którego występy w ekipie Zebrette miały stanowić wyłącznie katapultę do większego klubu. Brak znajomości języka włoskiego i w efekcie problemy z aklimatyzacją sprawiły jednak, że w ojczyźnie Leonarda da Vinci (nawet pomimo natychmiastowego wypożyczenia do Latiny) polski golkiper nie rozegrał ani jednego ligowego meczu!

Zanim więc na dobre rozpoczęła się przygoda Pawłowskiego w świecie calcio, tak naprawdę dobiegła końca. Zamiast rywalizacji z Juventusem, Milanem czy Napoli, wychowanka Bałtyku Koszalin czekały ciągnące się niczym włoska pasta tułaczki po krajowych arenach ze Śląskiem Wrocław, Bytovią Bytów i Rozwojem Katowice. Nic dziwnego, że włodarze Friulanich nie zamierzali przedłużać wygasającego kontraktu, przez co 26-letni bramkarz mógł na zasadzie wolnego transferu zasilić szeregi Górnika Zabrze, gdzie z kolei przegrał batalię o bluzę z nr 1 z Tomaszem Loską. Od lipca bieżącego roku strzeże już bramki drugoligowego Widzewa Łódź.




Jarosław Jach

Źródło: https://rakow.com
Źródło: rakow.com

Przypadek równie świeży, co Wszołka. W 2015 roku Jarosław Jach miał świat u stóp – znakomite występy w barwach lubińskiego Zagłębia, powołanie do reprezentacji i debiut w biało-czerwonych barwach przeciwko Urugwajowi, wreszcie spływające zewsząd pochlebne recenzje. Zimą pojawiła się w końcu wymarzona okazja, by ruszyć na podbój Premier League. Jach zauroczony perspektywą dzielenia szatni z Wilfriedem Zahą, Aaronem Wan-Bissaką czy Christianem Benteke postanowił przenieść się na Selhurst Park, czym niemal automatycznie zamknął sobie szansę wyjazdu na rosyjski mundial. Dość przypomnieć, że największym osiągnięciem stopera z Bielawy stało się… miejsce na ławce rezerwowych w spotkaniu przeciwko Manchesterowi United.


Po zaledwie pół roku Anglicy wypożyczyli obrońcę do tureckiego Rizesporu, a następnie do mołdawskiego Sheriffa. Rozegranie dziewiętnastu meczów przez dwa sezony to jednak bardzo mizerny wynik, jak na piłkarza w jego wieku. Szansą na reaktywację dwukrotnego reprezentanta Polski jest niedawno rozpoczęte wypożyczenie do Rakowa Częstochowa. Jach przywitał się z fanami beniaminka Ekstraklasy golem wbitym Arce Gdynia.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *