C31fvYMWIAE4Kfw

W Polsce nazwisko Terrazzino piłkarskiemu kibicowi mówi zapewne niewiele. Bardziej może się kojarzyć z tańcem, śpiewem i występami w programach rozrywkowych komercyjnych stacji. Mowa oczywiście o urodzonym za naszą zachodnią granicą Włochu Stefano Terrazzino – znanym i lubianym nad Wisłą celebrycie. Tymczasem starszemu bratu próbuje właśnie dorównać Marco, napastnik Hoffenheim.

Ma dopiero 25 lat i może co najwyżej pozazdrościć osiągnięć starszego o 12 lat Stefano. Najbardziej znany z tercetu braci Terrazzino (trzeci, Vincenzo, pracuje w fabryce – dod. red.) czterokrotnie wygrywał prestiżowy w Polsce program rozrywkowy, w którym gwiazdy tańczą z profesjonalistami, walcząc przy okazji o kosztowne nagrody. Wziął także udział w muzycznym show jednej z komercyjnych stacji telewizyjnych, gdzie celebryci prezentowali swoje talenty wokalne wykonując covery znanych przebojów. Tam również okazał się bezkonkurencyjny…

Źródło: FAKT
Źródło: FAKT

Prawdopodobieństwo, że Marco Terrazzino dorówna Stefano i również coś wygra jest mniej więcej tak samo prawdopodobne, jak życie na Marsie – jakaś szansa niby istnieje, ale generalnie to wizja dość mocno futurystyczna. Piłkarz Hoffenheim jest bowiem naprawdę osobliwym przypadkiem, choć w zasadzie ligowców takich jak Włoch jest na pęczki, nie tylko w Niemczech…

Mamy rok 2009. Terrazzino po dwóch latach gry w juniorskich zespołach Wieśniaków z przedmieść Sinsheim w końcu otrzymuje szansę debiutu w Bundeslidze. 31 stycznia zalicza dwie minuty w wygranym 2:0 spotkaniu z Energie Cottbus. Sezon kończy z jedenastoma występami na koncie, choć nie da się ukryć, że to liczba dość mocno naciągnięta. Na owe jedenaście gier w niemieckiej ekstraklasie złożyło się bowiem… 192 minut, a więc nieco ponad dwa mecze. W kolejnej kampanii było jeszcze gorzej – 8 spotkań i zero piłkarskiego pożytku z sympatycznego Włocha. Przez całe dwa lata Marco rozegrał na poziomie Bundesligi 19 meczów notując ledwie jedną asystę…

Ówczesny trener Hoffenhiem Ralf Rangnick uznał, że Terrazzino nie zrobi już kariery na Rhein-Neckar-Arena i bez żalu oddał go do występującego poziom niżej Karlsruher SC. W Badenii-Wirtembergii były reprezentant Niemiec U-20 również nie zrobił furory. Przez dwa sezony, jakie spędził na boiskach 2. Bundesligi zdobył „oszałamiającą” liczbę trzech bramek. Delikatnie mówiąc, Marco nie należał do najbardziej bramkostrzelnych napastników, zatem gdy tylko pojawiła się oferta od Freiburga, w Karlsruhe nikt się długo nie namyślał i oddał regularnie zawodzącego gracza.

Dla Terrazzino przygoda z ekipą ze Schwarzwald-Stadion była drugim podejściem do Bundesligi, ale równie nieudanym, co wcześniejsze w barwach Hoffenheim. Włoch zdobył dwa gole w ośmiu meczach… w ciągu dwóch sezonów. I gdy wydawało się, że wszystkie sposoby na uratowanie tej jakże obiecującej kariery upadły, cytując Ignacego Krasickiego z bajki „Przyjaciele”, ni stąd, ni zowąd pojawiło się Bochum – klub tak niespodziewany, że chyba nawet sam Terrazzino nie przypuszczał, iż okaże się dla niego trampoliną do kolejnego już powrotu do elity. Przecież dwie poprzednie kampanie na zapleczu Bundesligi to w jego wykonaniu zaledwie 10 goli. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że wychowanek TSV Neckarau nie był nigdy wybitnym strzelcem, taka regularność – po 5 trafień na sezon – musi budzić respekt.

Latem ubiegłego roku Hoffenheim postanowiło jednak przygarnąć syna marnotrawnego. Efekt? Dokładnie taki sam, jak w każdym z poprzednich klubów Terrazzino. Julian Nagelsmann, mając w składzie Sandro Wagnera, nie kwapił się, by dać szansę 25-letniemu atakującemu. Marco rozegrał więc tylko kilka minut w inauguracyjnym spotkaniu przeciwko Lipskowi, by potem nie zameldować się na murawie aż do ostatniej soboty, kiedy to do Sinsheim zawitało Mainz. Zespół Nagelsmanna wypracował sobie stosunkowo bezpieczną przewagę (2:0), dlatego trener gospodarzy zdecydował się wpuścić rezerwowego, o którym w Niemczech już prawdopodobnie zapomniano. Jakież musiało zatem zapanować zdziwienie, gdy w ciągu czternastu minut pobytu na boisku Włoch zaliczył asystę i bramkę, stając się tym samym bohaterem meczu!


Urodzony w Mannheim napastnik po tym spektakularnym występie stanął przed obiektywem kamer i opowiedział o swojej sytuacji w Hoffenheim:

„Ostatnie miesiące nie były dla mnie łatwe, ale nigdy nie brakowało mi walki i zaangażowania do tego, by w siebie nie zwątpić. Dostałem kwadrans, dostałem swoją szansę i chyba ją wykorzystałem. Mam nadzieję, że to będzie nowy początek”

Wobec znakomitego wejścia Terrazzino w spotkaniu z Mainz, rodzi się pytanie, co dalej pocznie z Włochem Nagelsmann. Wiadomo, że podstawowym napastnikiem drużyny Wieśniaków jest bezapelacyjnie Sandro Wagner, a u jego boku najczęściej grywa Mark Uth. Biorąc pod uwagę, że Hoffenheim gra w systemie 1-3-5-2 z szeroko ustawionymi bocznymi obrońcami, trudno znaleźć w podstawowej jedenastce miejsce dla kolejnego snajpera.

Inna sprawa, że Marco to zawodnik pełen paradoksów, który jest:

  • nieskuteczny
  • biega wszędzie, tylko nie tam, gdzie potrzeba
  • nie umie tańczyć


Akurat ta trzecia przywara stanowi nieco humorystyczną puentę do ogólnej oceny młodszego z rodu Terrazzino. Pozostając zatem przy tanecznym żargonie, wydaje się, że Marco w końcu dostał się na wymarzony parkiet. Reflektory zostały wreszcie (przynajmniej na chwilę) skierowane prosto na niego, a sycylijski „lans” i niemiecka precyzja – jak się okazuje – mogą iść ze sobą w parze. Pytanie tylko, jak Włoch poradzi sobie z tym piłkarskim blaskiem fleszy. Jeżeli nadal będzie wykorzystywał szanse, którymi po świetnym wejściu z Mainz Nagelsmann powinienem go szczodrzej obdarować, być może na stałe zagości w świadomości sympatyków ligi mistrzów świata. Jeśli jednak tak się nie stanie, Terrazzino okaże się kolejnym „hitem tygodnia”, o którym wszyscy wkrótce zapomną…

Jedno jest pewne – to ostatni dzwonek na to, by w wieku 25 lat osiągnąć w futbolu coś więcej i – mówiąc nieco z przymrużeniem oka – wytańczyć swoje marzenia.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *