Zeman w Pescarze (Kopiowanie)

Pescara wreszcie zmieniła trenera. Bezradnego Massimo Oddo zastąpił Zdeněk Zeman, dla którego będzie to powrót nad Adriatyk. Już bez papierosa w ustach, ale za to z tymi samymi przekonaniami i wartościami Czech będzie próbował odbudować psychicznie, a zwłaszcza sportowo najgorszą ekipę w tym sezonie Serie A.

Zdeněk Zeman to w calcio człowiek-instytucja. Najbardziej kontrowersyjny trener, ale honorowy człowiek, który nie idzie nigdy na zgniłe kompromisy, a także świetny wychowawca młodych piłkarzy. Zresztą nie tylko jego byli podopieczni, ale i kilku trenerów nowej fali wymienia 69-latka jako autorytet. Być może w zjednywaniu formujących się umysłów pomaga mu doświadczenie, jakie Czech zdobył w zawodzie nauczyciela wychowania fizycznego w liceum Gongaza w Palermo, jeszcze zanim zajął się na poważnie trenerką. To jednak pozostanie jego tajemnicą, my natomiast zapraszamy do „Zemanlandii” – krainy, w której może wydarzyć się dosłownie wszystko. Poza jednym: nie zobaczycie tam nudnego meczu!

„Il Mister” pierwszy raz na Półwysep Apeniński przyjechał wraz ze swoją siostrą w odwiedziny do wuja Čestmíra Vycpáleka. Było to w roku 1968, tuż przed „przyjacielską interwencją” wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji. Zeman co prawda powrócił do ojczyzny, ale widząc jak Sowieci zniszczyli marzenia jego narodu o wolności, już po roku znów był u wuja na Sycylii. Nikt nigdy nie był w stanie okiełznać prażanina – ani FIGC, ani komunizm. Każda próba cenzury jego słów kończyła się konfliktem. Przy takim charakterze ucieczka spod sowieckiego buta była chyba najlepszym rozwiązaniem – Zeman przynajmniej uniknął niechybnych, zdaje się, spotkań z czechosłowacką bezpieką. W Palermo ukończył studia, broniąc z najwyższym wynikiem dyplom z medycyny sportowej na ISEF (włoski AWF – przyp. red.). Bez wątpienia podpatrywał również w pracy wuja, który prowadził młodzieżowe zespoły Rosanero, których barwy sam w przeszłości reprezentował. Szkolenie młodych adeptów piłki na Renzo Barbera także stanowiło przystanek w karierze trenerskiej Zemana. Od wuja odróżnia go jednak to, że Vycpálek wyżej poszedł tylko do akademii Juventusu, a jego siostrzeniec wystartował z Palermo do naprawdę wielkich rzeczy jako pierwszy trener.

W Palermo Zeman spędził cztery lata i już w tym czasie mógł zaliczyć debiut w Serie A. Po zwolnieniu Fernando Venerandy to Czech miał poprowadzić pierwszy zespół przeciwko Milanowi, ale… był wówczas zdyskwalifikowany za podniesienie głosu podczas zawodów Primavery. Ten małomówny, flegmatyczny w swoim sposobie wyrażania się człowiek stracił taką okazję przez krzyki w meczu młodzieżowców – chichot losu! Co ważne, Aquile wygrali tamto spotkanie 3:1, a jak mówi się do dzisiaj w kuluarach, to właśnie bohater tego tekstu przygotował taktykę na starcie z Il Diavolo.

Samodzielną pracę w dorosłej piłce Zeman rozpoczął w zespole Licata Calcio, z którą w sezonie 1984-85 wygrał Serie C2. Po tym sukcesie zgłosiła się do niego Foggia. Jak opowiada w filmie „Zemanlandia” ówczesny dyrektor sportowy Peppino Pavone, otrzymał on wtedy od właściciela Pasquale Casillo niemalże żołnierski rozkaz: „Ponieważ chcemy tutaj grać w piłkę, potrzebny nam jest Zeman. Załatw to!”. Dla przypomnienia: Czech w tamtym czasie znany był tylko z trzyletniej przygody z Lacitą i ewentualnie pracy z młodzieżą w Palermo. Mimo to fama trenera grającego ładny dla oka futbol już się za nim ciągnęła. Foggia oczywiście nie była w tamtym czasie żadnym potentatem – ledwie Serie C1, ale z ambicjami awansu wyżej. W pierwszym roku nie udało się tego osiągnąć. Zespół obciążony ujemnymi punktami skończył sezon na ósmym miejscu (bez nich byłby czwarty – przyp. red.), ale osobisty awans stał się udziałem Zdenka, który od nowego sezonu przejął grającą wtedy w Serie B Parmę. Jak wspomina Casillo, o negocjacjach szkoleniowca z parmeńczykami dowiedział się od… kelnera obsługującego stolik, przy którym siedzieli panowie w jednej z restauracji w Foggii. Garson kojarzył rzecz jasna znanego każdemu Zemana, a ponieważ świat calcio również nie był mu obcy, szybko zrozumiał, co się dzieje. Natychmiast więc zatelefonował do Casillo, który był jego znajomym. Ta interwencja na niewiele się jednak zdała. Foggia straciła wówczas trenera, ale już po dwóch sezonach, latem 1989 roku, Czech ponownie przejął Satanellich. Parma okazała się złym wyborem, ale swoją pozycję Czech odbudował w Messinie. Tym razem miał stworzyć Foggię „na swój obraz i podobieństwo”, ale już w Serie B. Właśnie wtedy zaczęła się rodzić „Zemanlandia”…

foto1

„Żeby opanować boisko, nie istnieje ku temu lepsze ustawienie niż 1-4-3-3”

Słowa te co prawda Zeman wypowiedział już jako szkoleniowiec Romy, ale świetnie obrazują one podejście Czecha do piłki nożnej. Nowy opiekun Pescary uwielbia futbol, który daje ludziom rozrywkę. Według niego wszyscy, którzy kupią bilety na mecz zasługują na otrzymanie w zamian świetnego widowiska. Taka była Foggia lat 1989-1994 – masa podań z pierwszej piłki i ogrom ruchu pod bramką przeciwnika. Zawsze było miejsce na dobre podanie do kompana, a wyłożenie piłki na osiemnasty metr przed bramką rywala do mocnego uderzenia to stały punkt programu. U Zemana wszyscy są odpowiedzialni za atak, poczynając od bramkarza. Jak skrajnie brzmi to w zestawieniu z wyświechtanym zdaniem, że napastnik jest pierwszym obrońcą, czyż nie? Wracając do pozycji numer jeden, kimś takim w Foggi Zemana był śp. Franco Mancini – bramkarz obdarzony niewiarygodnym refleksem, ale też świetnie grający daleko od swojej bramki, potrafiący wyjściem mającym na celu uratowanie zespołu przed stratą gola… rozpocząć atak. Ktoś mówi, że Manuel Neuer wyznacza nowe trendy w grze na swojej pozycji? Mancini robił to jeszcze zanim stało się to modne. Jak określali go koledzy z drużyny, częściej był libero niż bramkarzem.

Przez pięć lat swojej drugiej kadencji Czech stworzył z beniaminka Serie B solidnego średniaka Serie A, ocierającego się nawet o miejsce dające grę w Pucharze UEFA. Wśród zawodników Foggii, którym Zeman dał ostatni szlif przed rozpoczęciem wielkich karier, wymienić można z tamtego okresu kolejno: Pasquale Padalino, Roberto Rambaudiego, Francesco Baiano, Giuseppe Signoriego, Dana Petrescu, Igor Šalimova, Igor Kolyvanova czy Bryana Roya. Najstarszy z nich, Rambaudi, rozkwitł dopiero przy czeskim szkoleniowcu i zdołał jeszcze na tyle wycisnąć ze swojej kariery, że wylądował w stołecznym Lazio. Zresztą każdy z wymienionych graczy poszedł wyżej – bez wątpienia dzięki pracy z prażaninem. To samo zresztą można powiedzieć o Salvatore Schillacim, którego Zeman prowadził jeszcze w Messinie, a z którego uczynił króla strzelców zaplecza włoskiej ekstraklasy.

W 1994 roku Foggia popadła w tarapaty finansowe. Aresztowano nawet Pasquale Casillo – jak okazało się dopiero po trzynastu latach, niesłusznie. Jednak wtedy był to ogromy cios nie tylko dla włoskiego przedsiębiorcy i jego interesów, ale również dla klubu. Foggia zaczęła się powoli staczać. W następnym sezonie spadła do Serie B, ale już bez swojego guru – on grał wtedy o najwyższe cele z Lazio. Chociaż sam Zeman widział swoją rolę zupełnie inaczej. „Prawdziwy sekret Foggii to nie Zeman, ale Pasquale Casillo. Gdyby on został, zespół nigdy nie zostałby zdegradowany”. Lojalny jak zawsze, zresztą jak podkreśla Casillo, to Czech jako jedyny wierzył od samego początku w jego niewinność. Tylko Zdeněk się od niego nie odwrócił w tych trudnych dniach, a przyjaźń obu Panów trwa do dzisiaj.

Swoją przygodę z Lazio Zeman rozpoczął od wicemistrzostwa Włoch. Co naturalne, to jego drużyna była najskuteczniejsza w stawce (69 goli) i w meczu z jej udziałem padło najwięcej bramek – pamiętne 8:2 (!) z Fiorentiną, która miała w składzie m.in. Batistutę, Toldo czy Rui Costę. Niejako po drodze „przejechał się” jeszcze po swoich byłych podopiecznych 7:1.

W następnym sezonie stołeczne Orły również wylądowały wysoko, bo na trzecim miejscu. Cieniem na wynikach Lazio kładą się natomiast kampanie europejskie. Tylko w pierwszym roku pracy Zemana ekipie udało się ekipie Biancocelestich dojść do ćwierćfinału Pucharu UEFA. Następne podejścia kończyły się co najwyżej na drugiej rundzie. Po przegranej z Teneryfą w październiku 1996 roku pozycja trenera uległa osłabieniu. Lazio również w lidze nie notowało dobrych rezultatów i ostatecznie po przegranej z Bologną 1:2 w styczniu 1997 roku Sergio Cragnotti powiedział basta. Zdeněk Zeman zostawił drużynę na dwunastym miejscu z siedmioma porażkami w osiemnastu spotkaniach. Z jego błękitnego epizodu należy odnotować, że to właśnie za kadencji ZZ w dorosłej piłce debiutował Marco Di Vaio, to Czech zaczął także stawiać na Alessandro Nestę i to wreszcie on sprowadził do Włoch swojego rodaka Pavla Nedveda.

Zeman jednak nie miał zamiaru ruszać się z Rzymu. Latem 1997 roku otrzymał propozycję pracy w Romie, która ledwo uratowała się przed spadkiem z Serie A. Tego samego lata koszulkę z Wilczycą Kapitolińską w herbie zaczęli przywdziewać również Cafu, Vincent Candela, Iván Helguera (który jednak większej roli w zespole Giallorossich nie odegrał), Eusebio Di Francesco czy Antônio Carlos Zago. Spory krok do przodu uczynił Damiano Tommasi, Marco Delvecchio już po roku pracy z naszym bohaterem zaczął seryjnie zdobywać gole (18 trafień w sezonie 1998/99 w porównaniu do łącznie 21 w latach 1995-1998), a Francesco Totti został kapitanem. Jego Roma szybko zapomniała o fatalnym campionato 1996/97. W obu sezonach pracy Zeman wprowadzał Lupich do Pucharu UEFA powtarzając przy tym swoje osiągnięcie, czyli ćwierćfinał – tym razem przegrany z Atlético Madryt. Curva Sud i reszta Stadio Olimpico z każdym meczem zakochiwała się w efektownym stylu gry. Rzymianie uwielbiają widowiskową piłkę, a taką właśnie fundował im Zdeněk. Wydawało się, że z każdym rokiem może być tylko lepiej, ale Franco Sensi, mogąc w 1999 roku zaoferować pracę Fabio Capello, zrobił to bez mrugnięcia okiem. Zeman poczuł się oszukany i zdradzony. Jak opowiada jego bliski znajomy Giuseppe Sansonna, reżyser dwóch filmów dokumentalnych o pracy Czecha („Zemanlandia” i „Due o tre cose su di lui”), był to dla niego ogromy cios. Podobno w 1998 roku prażanin otrzymał ofertę pracy z Barcelony, ale odmówił, gdyż miał umowę z Romą i chciał być wobec stołecznego klubu w porządku…

Wielu zarzuca Zemanowi, że nigdy nic nie wygrał. To prawda – Czech nie ma żadnego pucharu, na którym mógłby zostawić odciski palców, ale czy we włoskiej piłce pełnej afer, w środowisku, które tak bardzo ceni sobie znajomości i interesy, człowiek z tak mocnym kręgosłupem moralnym jak Zdeněk mógł coś wygrać? Kto jako pierwszy głośno podjął temat dopingu w Serie A? Słowa Zemana mówiące o tym, że futbol powinien w końcu wyjść z apteki nie tylko odbiły się szerokim echem w całej Italii – one wręcz weszły do kanonu jako jeden z najważniejszych cytatów włoskiej piłki. Takich znaczących i barwnych wypowiedzi Czecha jest zresztą cały tabun. Kiedy zarzucono mu, że woli piękną grę od zwycięstw, w swoim stylu odpowiedział: „To nie prawda, że nie lubię zwyciężać: uwielbiam wygrywać szanując przy tym zasady”. Za taką postawę cenią go wszyscy kibice na Półwyspie Apenińskim. Dowód? Gdy podczas drugiego podejścia do AS Romy przyjechał z rzymskim zespołem na Giuseppe Meazza, kibice Interu powitali go takim transparentem:

Źródło: Il Giornale
Źródło: Il Giornale
„Szacunek dla Zemana, ikony czystej piłki nożnej”

Po opuszczeniu stolicy Włoch Zeman przyjął propozycję z Fenerbahçe SK. Nie wytrzymał tam jednak długo – ledwie trzy miesiące. Zresztą kolejne miejsca pracy to też tylko przystanki: Napoli, Salernitana i Avellino, gdzie spotkał oczyszczonego z zarzutów Pasquale Casillo i znowu w roli dyrektora sportowego Peppino Pavone. To wtedy też debiut w dorosłej piłce zaliczył Antonio Nocerino. W sezonie 2004/05 czeski szkoleniowiec prowadził Lecce, w składzie między innymi z Mirko Vučiniciem, Valerijem Bożinovem czy Marco Cassettim. Salentinich doprowadził do świetnego, dziewiątego miejsca na koniec sezonu, a pod względem liczby goli ekipa ze Stadio Via del Mare ustępowała tylko „mistrzowskiemu” Juventusowi (66 do 67). To była „Zemanlandia” w pełnym wydaniu, bo obrona Lecce należała do najgorszych w całej stawce… Pomimo tego Żółto-Czerwoni, jako pierwszy zespół w historii z takim wynikiem, nie spadli niżej, a wspomniany Cassetti – nominalny obrońca – dostał się jako pierwszy piłkarz Lecce do reprezentacji Squadra Azzurra. Na tym jednak zakończyła się praca Zemana w Apulii. Czech nie przedłużył kontraktu na południu Italii i w 2008 roku wylądował nawet w Belgradzie, gdzie miał odnosić sukcesy z Crveną Zvezdą. W Belgradzie zawiódł jednak na całej linii…

Wreszcie w 2010 roku po raz trzeci (!) objął Foggię. To miejsce działa na Zemana wyjątkowo dobrze, bo chociaż nie zdołał awansować do Serie B, to przypomniał o sobie światu. Jak łatwo się domyślić, I Diavoli byli najskuteczniejszą drużyną w lidze, a prym wiedli tam Lorenzo Insigne i Marco Sau. W obronie natomiast doświadczenie zbierał nasz Bartosz Salamon. Zdeněk znów stał się sobą i takiego właśnie zatrudniła go Pescara. Pełna młodych, głodnych sukcesu zawodników drużyna, pod kierownictwem świetnego w kontaktach z takimi właśnie piłkarzami trenera, rozniosła w pył konkurencję w Serie B zajmując pierwsze miejsce na koniec rozgrywek przed faworyzowanymi Torino, Hellasem czy Sampdorią. Ciro Immobile, Lorenzo Insigne, Marco Verratti – znajomo brzmiące nazwiska, czyż nie? Ten pierwszy został królem strzelców, a Verratti prosto z zaplecza włoskiej ekstraklasy trafił do budującego europejską potęgę Paris Saint-Germain. Wszyscy oni, wraz z Marco Capuano i Simone Romagnolim, stanowili trzon kadry Włoch do lat 21. Nagroda indywidualna trafiła również w ręce trenera. Zeman otrzymał Panchina d’argento, a więc wyróżnienie dla najlepszego szkoleniowca Serie B. Z takim portfolio i z podniesioną głową Czech mógł wracać do Romy.

foto3

Dumę stolicy ponownie przejmował po kiepskim sezonie – tym razem musiał posprzątać bałagan po Luisie Enrique. Sukcesów to jednak nie przyniosło. Co prawda Rzym przywitał go entuzjastycznie, a wszystkie karnety na Curva Sud rozeszły się na pniu, ale brakowało chemii między trenerem i zespołem (m.in. demonstracyjne sadzanie na ławce De Rossiego, który latem powiedział „nie” transferowi do Manchesteru City – przyp. red.). Wydaje się też, że również między trenerem i zarządem współpraca nie układała się tak, jak powinna. Jak mówi cytowany wcześniej Sansonna, kiedy decydujesz się na pracę z Zemanem, wszystko musisz postawić na jedną kartę – albo on, albo nic. Nowe kierownictwo Lupich nie miało aż tak wielkiego zaufania do swojego szkoleniowca. Zespół zawodził, a czarę goryczy przelała klęska z Cagliari 2:4 przed własną publicznością, ze spektakularnym samobójem Mauro Goicoechei – bramkarza, którego Zeman forował kosztem Stekelenburga…

Urugwajski golkiper wielkiej kariery nie zrobił, ale w tamtej ekipie Giallorossich na szersze wody wypłynęli młodzi gracze, tacy jak Alessandro Florenzi, Marquinhos czy Alessio Romagnoli. Spalonej ziemi Czech po sobie z pewnością nie zostawił.

Od zwolnienia z Romy minęły niedawno cztery lata. W tym czasie 69-latek przyczynił się do… spadku Cagliari Calcio w sezonie 2014/15. Czech przygotowywał Sardyńczyków do rozgrywek i pracował z nimi do szesnastej kolejki, w tym czasie wygrywając tylko dwukrotnie, za to w swoim stylu – spektakularnie: 4:1 w Mediolanie z Interem i 4:0 w Empoli. Schedę po nim przejął Gianfranco Zola, ale były piłkarz Chelsea także nie dokończył campionato, bo na Stadio Sant’Elia zastąpił go… Zeman. Pięć kolejek i tylko jeden remis – taki bilans skutkował ponowną dymisją, jeszcze przed końcem sezonu. Zemana nie widziano więc na ławkach Serie A od kwietnia 2015 roku. W międzyczasie prażanin znów spróbował sił poza Italią – w szwajcarskim Lugano. Powierzono mu zadanie utrzymania beniaminka Super League w rozgrywkach 2015/16 i doświadczony menedżer wywiązał się z niego z nawiązką. Zespół z kantonu Tessyn ostatecznie zajął dziewiąte, bezpieczne miejsce w tabeli i dotarł do finału krajowego pucharu, gdzie uległ 0:1 FC Zürich – najgorszej drużynie ligi, z którą dwa tygodnie wcześniej, w dodatku na jej stadionie, w spotkaniu o ligowy byt wygrał aż 4:0! „Zemanlandia” w pełnej krasie…

Pescary Zdeněk Zeman raczej nie utrzyma w Serie A, wszak beniaminek z Abruzji to najgorszy zespół w stawce, który na boisku nie wygrał ani razu! Wielu postronnych obserwatorów zastanawia się, po co klub w tak trudnej sytuacji sięga po Czecha – przecież z nim na ławce Delfiny nie będą próbowały grać na szczęśliwe 1:0 uzyskane dzięki rozpaczliwej obronie i furze szczęścia w ataku. Biancazzurri prawdopodobnie skończą sezon z najgorszą obroną w Serie A, ale Zeman ma po prostu znów zaszczepić u swoich nowych podopiecznych chęć do uprawiania futbolu. Obrazki siedzącego ze łzami w oczach Massimo Oddo, który zwyczajnie płakał z bezsilności, ZZ będzie chciał wymazać z głów graczy. Oni, będąc już zapewne pogodzeni z losem, mają zwyczajnie cieszyć się grą i cieszyć nią także kibiców nad Adriatykiem. Wspomnienia kampanii 2011/12 wciąż są tam żywe i akurat osoba czeskiego trenera może wpłynąć na uspokojenie nastrojów w Pescarze. Postronnym kibicom powrót Zemana do Serie A także powinien kojarzyć się pozytywnie. Jego obecność powinna wpłynąć na liczbę bramek strzelanych w każdej kolejce rozgrywek, a z nim na ławce ligowy outsider prędzej będzie w stanie sprawić jakąś niespodziankę niż wtedy, gdy pieczę nad zespołem trzymał Oddo.

Zeman to zresztą nie tylko dobry wychowawca młodych piłkarzy, ale także przyszłych szkoleniowców. Eusebio Di Francesco na każdym kroku podkreśla, jak ważna dla jego warsztatu była współpraca z Czechem. Poza nim wymienić można również Pasquale Marino, Carmine Gautieriego, Luigiego Di Biagio czy – tak, tak – samego Pepa Guardiolę, który nigdy nie ukrywał swojego entuzjazmu do filozofii futbolu w wydaniu Zemana:

Jak mówi sam „Il Mister”:”La mia verità è la verità di tutti” (z wł. „Moja prawda jest prawdą wszystkich”).

Autor: Łukasz Szymański

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *