113063439-leicester-sport-xlarge_transime03ya5t_yztarjerktyyza8jdmbfg83zbjoovaywa

Po niewyobrażalnym sezonie 2015/16, zakończonym zdobyciem sensacyjnego mistrzostwa Anglii, w obecnych rozgrywkach ligowych Leicester nie przypomina ani trochę zespołu, który zaszokował całą piłkarską Europę. Obecnie Lisy błąkają się w dolnych rejonach tabeli i wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że czeka ich walka o uniknięcie degradacji. Jakie są powody nagłego załamania formy podopiecznych Claudio Ranieriego?

Wyniki aktualnego mistrza Anglii w trwającym sezonie Premier League są wyjątkowo mizerne i niektórych kibiców mogą wprawiać w osłupienie, tak samo zresztą jak fantastyczne rezultaty osiągane przez The Foxes jeszcze kilka miesięcy temu. Dość powiedzieć, że w bieżących rozgrywkach – a mamy przecież za sobą dopiero 11 kolejek – Leicester już 5 razy schodziło z boiska pokonane, czyli o dwa więcej niż w całej mistrzowskiej kampanii!


Źródło problemów ekipy z King Power Stadium jest bardzo złożone, bowiem wpływ na bolesne zderzenie Lisów z rzeczywistością miało co najmniej kilka czynników. Wielu kibiców i ekspertów po zdobyciu mistrzostwa Anglii przez piłkarzy Leicester City wieszczyło im zresztą rychły koniec twierdząc, że kolejny raz nie ma prawa powtórzyć się tak romantyczna historia, jaka była udziałem Vardy’ego i spółki. Zgodnie z ich przewidywaniami początek obecnego sezonu okazał się dla podopiecznych Ranieriego pasmem klęsk. To był bolesny upadek mistrza Anglii, szybki powrót z piłkarskiego kosmosu na ziemię.

Regularne gromadzenie punktów przez Leicester w minionej kampanii było czymś niewytłumaczalnym. Porównując listopad poprzedniego i obecnego roku zauważalna jest olbrzymia dysproporcja punktowa. W ubiegłym sezonie The Foxes mieli na tym etapie sezonu aż 22 oczka, teraz – o 10 mniej. Sam Ranieri przed startem tegorocznych rozgrywek był świadomy, że ekipa z King Power Stadium nie będzie w stanie powtórzyć niesamowitego sukcesu. Niespełna 66-letni Włoch powiedział wówczas bardzo znamienne zdania:

Prędzej E.T. wyląduje na Picadilly Circus w Londynie, niż to zrobimy. Celem zespołu jest zdobycie 40 punktów, które zagwarantuje utrzymanie”Claudio Ranieri

Duet Jamie Vardy – Riyad Mahrez był do niedawna postrachem Premier League. Anglik i Algierczyk niemalże we dwójkę stanowili o sile ofensywnej Lisów, ratując im skórę w wielu spotkaniach angielskiej ekstraklasy. Potwierdzeniem tego były ich oszałamiające liczby. Rok temu o tej samej porze Vardy i Mahrez mieli na koncie łącznie aż 19 bramek, podczas gdy aktualnie legitymują się zaledwie… trzema trafieniami. Jakby tego było mało, 25-letni skrzydłowy w ubiegłym sezonie został uznany najlepszym graczem ligi, a jego wysoka forma nie podlegała praktycznie żadnym wahaniom. Riyad nie tylko seryjnie zdobywał gole (w sumie 17), ale również czarował dryblingami i otwierał kolegom drogę do bramki (aż 11 razy w sezonie 2015/16). Teraz w większości meczów słania się po boisku i nie stwarza żadnego zagrożenia pod polem karnym rywali. Poniżej jego zatrważający bilans strzałów w sześciu ostatnich spotkaniach Lisów.


Mahrez jest w tym sezonie cieniem samego siebie, piłkarzem, który wyraźnie spoczął na laurach. Algierczyk ma obecnie znikomy wpływ na poczynania ofensywne Leicester, bo jak inaczej określić zaledwie jedną ligową bramkę (i to z rzutu karnego) oraz asystę z meczu 11. kolejki przeciwko West Bromwich Albion (przegrana Lisów 1:2 – przyp. red.), która notabene była jego pierwszą na własnym stadionie od marca!

Na bardzo słabą postawę ekipy z King Power Stadium niemały wpływ ma również forma Jamie’ego Vardy’ego, a właściwie… jek brak. W poprzednim sezonie reprezentant Trzech Lwów brylował i do końca walczył o tytuł króla strzelców Premier League (24 trafienia – przyp. red.). Obecnie 29-latek zupełnie nie przypomina siebie sprzed kilku miesięcy i można stwierdzić, że jest jednym z synonimów upadku Lisów. Po 11. kolejkach Vardy ma w dorobku tylko 2 gole i 2 asysty. Co więcej, ostatnią bramkę Anglik zdobył 10 września i już od 13 spotkań nie jest w stanie przerwać tej niechlubnej serii. Co ciekawe, wcale nie przeszkodziło to snajperowi The Foxes w otrzymaniu powołania na mecz eliminacji Mistrzostw Świata ze Szkocją, w przeciwieństwie do chociażby Charliego Austina, napastnika Southampton, który w ostatnich spotkaniach imponował niesamowitą skutecznością.


Obaj zawodnicy, którzy byli głównymi architektami największego sukcesu w historii Leicester City, przed początkiem obecnych rozgrywek podpisali kontrakty gwarantujące pensje na poziomie 100 tys. £. Najwyraźniej jednak świadomość wyższych zarobków nie wpłynęła korzystnie na Vardy’ego i Mahreza…

Emile Heskey, były znakomity snajper Leicester City i Liverpoolu, odniósł się w niedawnej rozmowie z goal.com do drastycznego obniżenia lotów przez dwie największe gwiazdy Lisów.

„Vardy ciągle gra na takiej samej intensywności i z taką ochotą jak w poprzednich rozgrywkach, kiedy regularnie trafiał do siatki. Problem w tym, że teraz po prostu nie wykorzystuje okazji, które ma przed sobą. Gole zniknęły, ale ciągle oczekuję do niego, że będzie pojawiał się w polu karnym i stwarzał sytuacje nie tylko sobie, ale również kolegom”

„W ostatnim sezonie (Vardy i Mahrez – red.) to było coś w rodzaju nieznanej wielkości. Ten duet zaskoczył wiele osób. Inne zespoły zdają już sobie sprawę, jak dużym zagrożeniem potrafi być ta dwójka. Rywale odrobili pracę domową i wiedzą, jak ich powstrzymać – ograniczają im swobodę na boisku podczas kontrataków i szybkiego przemieszczania się z piłką”

Znaczący regres formy superduetu Lisów spowodował, iż defensywa Leicester jest teraz osadzona znacznie głębiej, a to z kolei sprawia, że Vardy nie potrafi zrobić użytku ze swojej szybkości, na której bazował w poprzednim sezonie. Z kolei Mahrez w chwili, gdy przyjmuje piłkę jest natychmiast otaczany przez kilku rywali, co przeważnie kończy się stratą. Słaba dyspozycja Anglika zmusiła więc Ranieriego do posadzenia go na ławce rezerwowych w dwóch domowych meczach z rzędu, co jeszcze niedawno było nie do pomyślenia.


Kolejną bolączką Leicester jest oczywiście łączenie rozgrywek na kilku frontach. Dla The Foxes występy w Lidze Mistrzów są zjawiskiem zupełnie nowym. Mimo tego odnalezienie się w gronie najlepszych klubowych zespołów Starego Kontynentu nie sprawiło dotychczas Lisom żadnego problemu. Po 4. kolejkach drużyna z King Power Stadium nie straciła w Champions League choćby bramki i z 10 punktami pewnie przewodzi tabeli grupy G. Przeniesienie dyspozycji prezentowanej w rozgrywkach europejskich na krajowe podwórko jest jednak zadaniem ponad siły ekipy Ranieriego. 14. pozycja w Premier League i zaledwie 2 punkty przewagi nad strefą spadkową nie wróżą mistrzom Anglii niczego dobrego przed kolejnymi meczami ligowymi.

Nie można również przejść obojętnie obok zmian kadrowych, jakie nastąpiły w zespole Leicester. Niemal cały trzon mistrzowskiej ekipy został utrzymany, a dodatkowo Lisy znacząco się wzmocniły sprowadzając kilku graczy o uznanych nazwiskach. Na pierwszy plan wysuwa się kupno Islama Slimaniego, za którego trzeba było zapłacić aż 30 mln €. 28-letni napastnik doskonale zna się z Riyadem Mahrezem, bowiem obaj reprezentują barwy Algierii. Nie należy także zapominać o naszym rodaku Bartoszu Kapustce, który co prawda jeszcze nie zdążył zadebiutować w oficjalnym meczu, ale z pewnością będzie dobrą inwestycją na przyszłość. Mistrz Anglii pozyskał także Ahmeda Musę, dynamicznego reprezentanta Nigerii zbierającego bardzo dobre recenzje podczas gry w CSKA Moskwa.

Na King Power Stadium przybył ponadto solidny hiszpański defensor Luis Hernández oraz utalentowany pomocnik z Ghany Daniel Amartey. Konkurencję w bramce miał z kolei zwiększyć przybyły z Hannoveru za 3,5 mln € Ron Robert Zieler. Wydaje się jednak, że wszystkie wzmocnienia składu Leicester są niczym wobec straty piłkarza, który w poprzednim sezonie był niekwestionowaną rewelacją rozgrywek. Mowa rzecz jasna o N’Golo Kanté, który wprowadził nowe standardy na pozycji defensywnego pomocnika. Filigranowy Francuz (169 cm wzrostu) miał olbrzymi wpływ na grę Lisów, bowiem nie tylko należał do najlepszych graczy w Premier League odpowiadających za przechwyty, ale jego wizja gry wnosiła do zespołu dużo spokoju. W letnim okienku transferowym Kanté został sprzedany do londyńskiej Chelsea za pokaźną sumę 38 mln € i jego brak jest niezwykle odczuwalny. Sprowadzony na jego miejsce rodak Nampalys Mendy nie jest graczem tego formatu, który byłby w stanie w takim stopniu zabezpieczyć i zdominować środek pola.

Były reprezentant Anglii Gary Lineker twierdzi, że odejście Kanté nie wyjdzie Lisom na dobre:

„Kanté pozwalał grać Ranieriemu takim systemem, w jakim czuł się najlepiej. Ale już nie będzie mógł. Spośród gwiazd Leicester City Francuz był najbardziej niedoceniony, a prawdopodobnie najważniejszy”

Istotnym czynnikiem, który w trakcie poprzedniego sezonu nie był przez Ranieriego brany pod uwagę, są rotacje składu. Z uwagi na to, że Leicester musi dzielić występy na dwóch frontach (Liga Mistrzów i Premier League, a w styczniu dojdą jeszcze rozgrywki Pucharu Anglii – przyp. red.), popularny „Tinkerman” – wbrew swojej ksywce – stosuje częste zmiany, które odbijają się na grze drużyny. Widać to wyraźnie na przykładzie skrzydłowego Marca Albrightona, który w mistrzowskim sezonie stanowił ważne ogniwo, a lewa strona pomocy była jego suwerennym terenem. W obecnym wychowanek Aston Villi grał w wyjściowej jedenastce aż do meczu z Chelsea Londyn, bezdyskusyjnie przegranym przez Lisy 0:3. W kolejnym stracił miejsce w składzie i na dobre ugrzązł na ławce rezerwowych. Kosztem Anglika do składu wskoczył Musa, którego styl znacznie różni się od prezentowanego przez 26-latka, co ma również przełożenie na grę całego zespołu. Albrighton w taktycznej układance Ranieriego miał za zadanie często posyłać długie diagonalne podania na wolne pole do Vardy’ego, z którym na pełnej szybkości praktycznie żaden z obrońców Premier League nie był w stanie skutecznie rywalizować. Dodatkowo kreował Anglikowi (czasem także Mahrezowi) wiele sytuacji bramkowych. Musa jest natomiast zawodnikiem o zupełnie innym profilu. Nigeryjczyk lubi wdawać się w dryblingi, co powoduje, że jego współpraca z partnerami z formacji ataku nie zawsze wygląda wzorowo.

Słaba postawa w ofensywie to bynajmniej koniec kłopotów Leicester. Ich lista jest znacznie dłuższa niż mogłoby się wydawać. Inną bolączką mistrzów Anglii jest obniżenie jakości gry destrukcyjnej. W poprzednich rozgrywkach znakomicie prezentowała się żelazna para środkowych obrońców Robert Huth – Wes Morgan, która w wielu spotkaniach była zaporą nie do przejścia. Wystarczy wspomnieć, że Lisy w ostatnich 16 meczach ubiegłej kampanii aż dziewięciokrotnie zachowywały czyste konto, tracąc zaledwie 9 bramek! Solidność w bloku defensywnym gwarantowali również grający na flankach Christian Fuchs i Danny Simpson. Jakże inaczej wygląda współpraca tej czwórki obrońców w bieżącej kampanii…


Ekipa z King Power Stadium zatraciła swoją moc w defensywie. Obrona Lisów nie stanowi już monolitu i dopuszcza do straty wielu goli. Po 11. kolejkach Kasper Schmeichel i jego zmiennik Zieler musieli wyciągać piłkę z siatki aż 18 razy, co stanowi dokładnie połowę dorobku z całego poprzedniego sezonu!


Ubiegłoroczny spektakularny sukces Leicester City powoli staje się już tylko miłym i coraz bardziej odległym wspomnieniem. Bezdyskusyjne porażki z Chelsea, Liverpoolem czy też Manchesterem United, a zwłaszcza ostatnia domowa przegrana z przeciętnym West Bromem są przestrogą przed dalszą częścią sezonu, a jednocześnie alarmem dla wszytkich tych, którzy na King Power Stadium nadal żyją w pięknym śnie. Degradacja do Championship zaledwie rok po zdobyciu tytułu mistrzowskiego byłaby chyba jeszcze większym szokiem niż to, czego dokonała ekipa Ranieriego w poprzednich rozgrywkach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *