Ea9grpUWsAUK0Eg

W ostatnich tygodniach sytuacja epidemiologiczna na Starym Kontynencie nieco się uspokoiła i w większości krajów rozpoczęto proces „odmrażania gospodarki”. W wielu miejscach znów możemy udać się swobodnie do sklepu, galerii handlowej czy kina, dlatego tym kierunkiem postanowiliśmy pójść także my. To sprawia, że na łamy naszego portalu powraca cykliczne podsumowanie występów podopiecznych Jerzego Brzęczka, których coraz więcej możemy ponownie oglądać na europejskich boiskach. Którzy z Biało-Czerwonych zaprezentowali się najlepiej w ostatnich dniach, a komu potrzeba jeszcze nieco czasu, aby w pełni odnaleźć się w pandemicznej rzeczywistości?

Kolejny imponujący weekend Lewandowskiego

Już kilkanaście dni temu stało się jasne, że wyróżnienie dla najlepszego strzelca Bundesligi trafi właśnie w ręce kapitana piłkarskiej reprezentacji Polski, a nie przenoszącego się niebawem do londyńskiej Chelsea Timo Wernera. „Lewy” wciąż odczuwał jednak głód zdobywania kolejnych bramek, dlatego w weekendowym starciu z Freiburgiem zapisał na swoim koncie dwie trafienia oraz asystę.


Dzięki temu jeden z najwybitniejszych graczy w historii naszej kadry zapisał się złotymi zgłoskami na kartach najwyższej klasy rozgrywkowej w Niemczech. Od tej pory to właśnie wychowanek Varsovii dzierży w swoich rękach najlepszy wynik bramkowy w jednym sezonie Bundesligi wśród obcokrajowców. Rekordu Gerda Müllera wprawdzie nie uda mu się już pobić, ale wciąż ma szansę na inne, równie imponujące osiągnięcie. Jeśli na zakończenie ligowych zmagań zmusi do kapitulacji bramkarza Wolfsburga, to strzeli gola szesnastemu zespołowi w tej kampanii!


Starcie z popularnymi Wilkami będzie dla Lewandowskiego także ostatnią szansą do ucieczki przed goniącym go peletonem w rywalizacji o „Złotego Buta”. Obecnie 31-letni snajper Bayernu ma 6 bramek przewagi nad Ciro Immobile, ale trzeba pamiętać, że zmagania w Serie A wznowiono dopiero w miniony weekend i napastnik Lazio będzie miał jeszcze 12 szans na poprawienie swojego rezultatu.




Piątek przesyła iskierkę nadziei

W ostatnich miesiącach nad głową wychowanka Lechii Dzierżoniów pojawiały się głównie ciemne chmury i liczne wyładowania atmosferyczne. Wydaje się jednak, że najtrudniejszy okres pobytu w Berlinie polski napastnik ma już za sobą, bowiem po raz trzeci w rzędu znalazł się w podstawowym składzie Herthy. Tym razem były snajper Genoi czy Milanu nie zdołał wpisać się na listę strzelców, aczkolwiek do tego zabrakło mu tylko odrobinę szczęścia, gdyż na drodze do pustej już bramki stanął mu… kolega z zespołu.


Formalnie na konto Piątka trafiła zatem asysta, lecz to nie jedyny powód do zadowolenia. Polak rozegrał 89 minut, podczas których oddał cztery strzały, zaliczył dwa udane dryblingi, wygrał pojedynek główkowy i nie miał ani jednej straty! Zdaniem wielu ekspertów od futbolu za naszą zachodnią granicą był to jego najlepszy występ od momentu, gdy zamienił stolicę Lombardii na stolicę Niemiec, co zostało zresztą odpowiednio docenione




Przedłużające się oczekiwanie Fabiańskiego

35-letni golkiper z Kostrzyna nad Odrą od dawna należy do ścisłej czołówki bramkarzy w Premier League. Niestety, od kilku sezonów reprezentuje barwy zespołów rozpaczliwie walczących o utrzymanie w angielskiej elicie, dlatego musi zaakceptować fakt, iż w każdym pojedynku czeka go mnóstwo pracy do wykonania. Nie inaczej było po wznowieniu rywalizacji na Wyspach, gdyż piłkarze Wolverhampton Wanderers oddali aż dziesięć strzałów na jego bramkę. Fabiański musiał dwa razy wyciągać piłkę z siatki, a szczególnej urody było zwłaszcza uderzenie Pedro Neto.

Defensorzy trzykrotnego zdobywcy Pucharu Anglii znacznie odbiegają od poziomu prezentowanego przez polskiego bramkarza, dlatego ten niezwykle rzadko ma okazję do radości z czystego konta. Dość powiedzieć, że „Fabian” w trwającym roku kalendarzowym zaledwie w jednym meczu angielskiej ekstraklasy nie wyciągał piłki z siatki. Podopiecznych Davida Moyesa czekają jeszcze trudne mecze z Tottenhamem, Chelsea czy Manchesterem United, zatem w najbliższym czasie może być niewiele okazji do poprawienia tego wyniku.


Szymański musi mierzyć się z nieoczekiwanym rywalem

Z wielkimi nadziejami czekaliśmy na kolejne pojedynki w rosyjskiej ekstraklasie. Ze szczególną uwagą zamierzaliśmy spoglądać zwłaszcza na mecze Lokomotiwu Moskwa, którego barwy reprezentują (zapewne jeszcze tylko przez kilka tygodni) Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus, a także stołecznego Dynama, gdzie motorem napędowym wielu akcji ofensywnych jest utalentowany Sebastian Szymański. Niestety, przynajmniej przez najbliższe kilkanaście dni 21-latka czeka przymusowa przerwa od futbolu, ponieważ jest jednym z trzech graczy moskiewskiego klubu, którzy do tej pory zarazili się koronawirusem.


Na domiar złego, były skrzydłowy Legii Warszawa nie przechodzi choroby bezobjawowo, lecz musi zmagać się z wysoką gorączką. Liczymy, że jego młody organizm błyskawicznie upora się z wirusem i już niebawem znów będziemy mogli cieszyć się z jego udanych występów na rosyjskiej ziemi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *