DXtxn7SWAAAFF_J

W środowy wieczór poznaliśmy kolejnych dwóch ćwierćfinalistów tegorocznej edycji Ligi Mistrzów. O ile wysokie zwycięstwo Manchesteru City w Bazylei pozbawiło emocji starcie na Etihad Stadium, to rywalizacja w Londynie zapowiadała się niezwykle ciekawie. I nikt nie miał prawa być rozczarowany: trzy bramki, zaskakujące zwroty akcji i brawurowy powrót Juventusu. Szkoda tylko, że cieniem na całym widowisku położyła się fatalna postawa Szymona Marciniaka, którego błędne decyzje zdominowały pierwsze fragmenty pojedynku na Wembley.

Pierwszy mecz, rozegrany na Allianz Stadium, przerósł oczekiwania nie tylko kibiców, ale także różnej maści piłkarskich ekspertów. Zamiast typowo taktycznej „partii szachów”, widzowie podziwiali emocjonującą walkę przez 90 minut i aż cztery gole. Bramkowy remis uzyskany na wyjeździe sprawiał, że do roli faworyta niespodziewanie urósł zespół dowodzony przez Mauricio Pochettino. Mimo że Koguty nie tylko pokonały w grupie Real Madryt i Borussię Dortmund, ale także zakończyły zmagania w tej fazie na pierwszym miejscu, to nikt nie traktował poważnie szans londyńczyków na wyeliminowanie zeszłorocznego finalisty Champions League.

W stolicy Piemontu wciąż aktualny wicemistrz Anglii zaimponował wyjątkową dojrzałością i fantastycznym comebackiem. W środę Spurs czekała równie trudna przeprawa, a dodatkowy bagaż narzucony im nie tylko przed bukmacherów musiał być odczuwalny. Piłkarze Tottenhamu dzierżyli jednak serię 17 meczów bez porażki, zapoczątkowaną po grudniowym starciu z Manchesterem City, a dodatkowo mieli pomyślne wspomnienia z poprzedniej rywalizacji z ekipą Allegriego, kiedy to wyeliminowali dowodzony przez 50-letniego Włocha AC Milan.

„La Gazzetta dello Sport” w środowym wydaniu zwracała także uwagę na to, jak bardzo angielska ziemia jest „przeklęta” dla Starej Damy. Dość powiedzieć, że aż 34 lata Juventus musiał czekać na wyeliminowanie z europejskich pucharów przedstawiciela brytyjskiego futbolu. Teraz tego zadania nie ułatwiały Bianconerim problemy z linią ataku, osłabioną niedawnymi urazami. Mario Mandžukić i Federico Bernardeschi w ogóle nie znaleźli się w kadrze meczowej, a przy Gonzalo Higuaínie również widniał duży znak zapytania. Ostatecznie urodzony w Breście Argentyńczyk znalazł się w wyjściowym składzie, wspierany przez nieobecnego w pierwszym starciu Paulo Dybalę oraz dynamicznego Douglasa Costę.


Pomocna dla mistrza Italii miała się okazać zmiana ustawienia i powrót do formacji 1-4-3-3. Dzięki niej w ostatnich 14 meczach bramkarze Juve musieli wyciągać piłkę z siatki zaledwie raz. W Turynie doszło do drobnej korekty, co zaowocowało dwiema straconymi bramkami.

Eksperci przed początkiem pojedynku przewidywali, że gospodarze skupią się raczej na grze w destrukcji, a ofensywę oprą głównie na kontratakach. Boiskowa rzeczywistość błyskawicznie zweryfikowała ich zdanie, wszak Tottenham już od pierwszych sekund ustawił wysoki pressing i szukał okazji do szybkiego wyjścia na prowadzenie. A to miało być przecież domeną przyjezdnych.


Dodatkowym smaczkiem pojedynku na Wembley była osoba Szymona Marciniaka. Arbiter z Płocka zapewne jeszcze nie zdążył ochłonąć po emocjach związanych ze starciem Legii z Lechem, a już musiał nadzorować starcia w środku pola pomiędzy Moussą Dembélé i Miralemem Pjaniciem czy Erickiem Dierem i Samim Khedirą.


Nerwowa otoczka po niedzielnym klasyku przy Łazienkowskiej fatalnie podziałała na naszego eksportowego sędziego, czego efektem był szereg zupełnie nietrafionych decyzji już w pierwszym fragmencie meczu. O ile zagraniu ręką Giorgio Chielliniego towarzyszyło sporo kontrowersji, to trudno o bardziej klarowną jedenastkę niż ta po nieprzepisowym zagraniu Jana Vertonghena. Zwłaszcza, że asystent Paweł Raczkowski był doskonale ustawiony i powinien odpowiednio zareagować.



37-letni rozjemca mylił się jednak w obie strony, bo oprócz podyktowania powyższych „jedenastek”, miał wszelkie podstawy, aby przedwcześnie odesłać do szatni Andreę Barzagliego. W cieniu błędów Marciniaka klarowała się coraz większa przewaga przedstawiciela Premier League. Niesłychanie aktywni gospodarze dopięli swego na pięć minut przed zejściem do szatni. Wszystko rozpoczęło się od fantastycznego zagrania Kane’a, który wcześniej sam mógł się wpisać na listę strzelców. Egzekucji dokonał natomiast będący ostatnio w wysokiej formie Son Heung-min, ale co królewskie trzeba też oddać Kieranowi Trippierowi, który świetnie wypatrzył w polu karnym Koreańczyka.


Nieco szczęśliwe zagranie byłego gracza Bayeru Leverkusen było ukoronowaniem przewagi Kogutów i sygnałem dla Allegriego, że jak najszybciej powinien odpowiednio zareagować. Zupełnie niewidoczny Dybala, pierwszy strzał oddany dopiero w końcowym fragmencie pierwszej odsłony – niewiele argumentów przedstawiał tego wieczoru faworyzowany Juventus…

Na nieszczęście przyjezdnych Tottenham wcale nie zamierzał po uzyskaniu prowadzenia zmienić swej filozofii i ciągle wysoko ustawiał pressing, regularnie stwarzając zagrożenie pod bramką Buffona. Włoski trener zdecydował się na dokonanie roszad dopiero po upływie godziny rywalizacji, ale mało kto spodziewał się, że wejście Kwadwo Asamoaha i Stephana Lichtsteinera będzie rozwiązaniem problemów Starej Damy. Tymczasem to właśnie doświadczony Szwajcar zainicjował akcję, która przyniosła wyrównanie i trafienie Higuiana. Co warte odnotowania, było to dopiero pierwsze celne uderzenie graczy gości w tym pojedynku, za to okazało się impulsem do fantastycznego zrywu, który już po chwili zakończył się świetnym wykończeniem Dybali i euforią wśród kibiców przyjezdnych.


Spurs przez długi moment sprawiali wrażenie poważnie znokautowanych, ale zanim rozpoczęło się liczenie, sygnał do ataku próbował dać aktywny tego dnia Son. Z pomocą starali się mu przyjść Eriksen, Kane i wprowadzeni z ławki Lamela oraz Llorente, ale mimo zdecydowanych ataków w ostatnim kwadransie, Buffon nie został ponownie zmuszony do kapitulacji. W jednej sytuacji pomóc musiał mu jednak słupek.


Przed początkiem tego dwumeczu wszyscy spodziewali się raczej taktycznej rywalizacji Pochettino vs Allegri i niewielu bramek, a tymczasem byliśmy świadkami wysokiej jakości spektaklu i wielu zwrotów akcji. Pozostaje tylko żałować, że jednym z bohaterów – i to w dodatku negatywnym – okazał się nasz rodak Szymon Marciniak. Jedyne, co w tej sytuacji może mu pomóc to chwilowy odpoczynek i wyciszenie. Bo dobrym arbitrem nie przestaje się być od tak, ale bez spokojnej i oczyszczonej głowy niemożliwa jest praca na poziomie UEFA Champions League…



Tottenham  1:2  Juventus

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *