Zakazane transfery - foto glowne

Przed nami kolejne starcie określane mianem Derbów Polski, czyli mecz z udziałem dwóch najlepszych w ostatnich latach polskich drużyn – Legii Warszawa i Lecha Poznań. Historia tej rywalizacji jest bardzo długa i barwna, a jednym z ciekawszych, a zarazem najbardziej kontrowersyjnych jej elementów były (i prawdopodobnie dalej będą) transfery między oboma klubami, których w przeszłości nie brakowało. Przypominamy zatem kilka transakcji, które budziły wśród kibiców największe emocje.

Mirosław Okoński

Słynny „Okoń” rozpoczynał swoją karierę w Gwardii Koszalin, ale pierwsze sukcesy odnosił w barwach Lecha Poznań. Do Kolejorza trafił w 1977 roku w wieku 19 lat i z miejsca stał się podstawowym graczem drużyny ze stolicy Wielkopolski. W trakcie pierwszego pobytu przy Bułgarskiej, trwającego 2,5 roku, zdobył 18 bramek w lidze, a następnie został zmuszony do odbycia przymusowej służby wojskowej, w ramach której jedyną opcją piłkarską była Legia Warszawa. Ta znienawidzona przez inne kluby praktyka stała się często i chętnie stosowaną przez stołecznych metodą werbowania najlepszych piłkarzy, jak choćby wcześniej w przypadku Kazimierza Deyny, którego podebrano w ten sposób ŁKS-owi. Okoński, chcąc wówczas dalej grać dalej w piłkę, musiał z tej oferty skorzystać. Wiosną w barwach Legii wystąpił w pamiętnym ze względu na zamieszki kibiców finale Pucharu Polski w Częstochowie. Wojskowi nie pozostawili na boisku złudzeń rywalom z Poznania wygrywając 5:0, a jedną z bramek swojemu poprzedniemu zespołowi strzelił właśnie Okoński.

Po kolejnym sezonie, w którym ponownie zdobył z Legią Puchar Polski, powrócił do Lecha. W czasie swojego drugiego pobytu w stolicy Wielkopolski wywalczył dwa tytuły mistrzowskie, następny krajowy puchar, a także koronę króla strzelców najwyższej klasy rozgrywkowej.


Paweł Kaczorowski

Pomocnik ze Zduńskiej Woli po raz pierwszy do Lecha trafił w 1999 roku. W Poznaniu spędził zaledwie sezon, po czym przeniósł się do Polonii Warszawa. Na Bułgarską wrócił w przerwie zimowej rozgrywek 2002/03 i już rok później odniósł największy sukces w karierze, wygrywając razem z Kolejorzem Puchar i Superpuchar Polski. Pierwsze trofeum zostało wywalczone po finałowym dwumeczu właśnie z Legią Warszawa. Niedługo potem do mediów trafił film, na którym Kaczorowski śpiewa w szatni obraźliwe przyśpiewki pod adresem stołecznego klubu.

Cała sytuacja nabrała szczególnego znaczenia, gdy pomocnik pół roku później przeniósł się do drużyny Wojskowych. Sympatycy Legii nie mogli mu wybaczyć lekkomyślnego zachowania i na każdym kroku dawali do zrozumienia, że nigdy go nie zaakceptują, o czym informowali choćby poprzez wywieszanie jednoznacznego transparentu. Kaczorowski kariery przy Łazienkowskiej nie zrobił przede wszystkim dlatego, że nie potrafił wytrzymać ogromnego obciążenia psychicznego, jakie wiązało się z konfliktem z kibicami. Po roku gry w Warszawie opuścił stołeczny zespół i właściwie od tego momentu jego dalsza kariera wyhamowała.


Łukasz Fabiański

Prawdopodobnie mało kto pamięta, że zanim „Fabian” stał się podstawowym bramkarzem Legii, a później Arsenalu, Swansea i reprezentacji Polski, przez krótki czas był zawodnikiem… Lecha Poznań. Wychowanek MSP Szamotuły latem 2004 roku trafił z Mieszka Gniezno do stolicy Wielkopolski. Nie udało mu się jednak przebić do pierwszego składu drużyny Czesława Michniewicza – grał głównie w rezerwach, dlatego już po pół roku zdecydował się na transfer do Legii, gdzie niesamowicie rozwinął swój talent pod okiem Krzysztofa Dowhania.


Gdy Artur Boruc odszedł do Celtiku, Fabiański stał się pierwszym golkiperem warszawskiego zespołu. Jego świetna gra w ciągu kolejnych dwóch lat zaowocowała transferem do ekipy Arsene’a Wengera za rekordową wówczas w Ekstraklasie sumę 4,35 mln €. Działacze Lecha z pewnością nie mogli sobie wybaczyć tak łatwego pozbycia się utalentowanego zawodnika.




Bartosz Bereszyński

Młody, perspektywiczny zawodnik, którego ojciec był uznanym w przeszłości graczem Lecha, a później trenerem drużyn juniorskich, miał być jednym z tych wychowanków Kolejorza, który będzie przykładem przywiązaniem do klubu. Gdy Bereszyński zaczął być stopniowo wprowadzany do drużyny i wyznaczono mu konkretną ścieżkę rozwoju – na skrzydle lub w ataku poznańskiego zespołu – niespodziewanie dla wielu fanów pojawiła się niewiarygodna wręcz informacja o podpisaniu przez 21-letniego wówczas piłkarza od nowego sezonu kontraktu z Legią Warszawa. „Bereś” momentalnie stał się wrogiem numer jeden kibiców z Wielkopolski. Jak grzyby po deszczu mnożyły się na portalach społecznościowych wpisy zawierające obelgi pod jego adresem. Na forum kibicowskim został nawet udostępniony numer telefonu Bereszyńskiego, co sprawiło, że przez dłuższy czas otrzymywał pogróżki.




Krystian Bielik

Wydawałoby się, że transfer nastolatka, który nie zdążył jeszcze zadebiutować w pierwszej drużynie, nie powinien wywołać wielkiego poruszenia, jednak w przypadku jakiejkolwiek transakcji między Lechem a Legią emocje są gwarantowane. Krystian Bielik, 16-letni wówczas gracz drużyny juniorów młodszych Kolejorza, z którym wywalczył tytuł mistrza Polski w swojej kategorii wiekowej, przeniósł się na Łazienkowską, gdyż ze względu na niepełnoletniość nie obowiązywał go wówczas profesjonalny kontrakt. W trakcie półrocznego pobytu w Legii zagrał raptem w sześciu spotkaniach i został sprzedany ze sporym zyskiem do Arsenalu, co z pewnością było bolesną nauczką na przyszłość dla poznańskich działaczy. Transfer Bielika po raz kolejny wywołał dyskusję o skali przywiązania do klubu młodych Lechitów, którzy bez większych oporów przechodzą do największego rywala, co według zagorzałych fanów nigdy nie powinno mieć miejsca.




Kasper Hämäläinen

Także niedawno, bo na przełomie 2015 i 2016 roku doszło do kolejnego gorącego transferu na linii Poznań – Warszawa, który został przyjęty w stolicy Wielkopolski z niedowierzaniem i złością. Jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy wówczas zawodnik Kolejorza Fin Kasper Hämäläinen już kilka miesięcy przed końcem kontraktu oznajmił, że pożegna się z klubem i nie przedłuży wygasającej umowy. Nastąpiło więc sympatyczne pożegnanie, zawodnik deklarował nawet, że być może za jakiś czas jeszcze do Poznania wróci, tymczasem kolejną decyzją zamknął sobie definitywnie drogę na Bułgarską. Fani mogliby zaakceptować jego przenosiny do wielu klubów, ale transferu do Legii nie wybaczą nigdy. Atmosferę podgrzewał także sponsor strategiczny Lecha – firma bukmacherska STS, która w przededniu wiosennych Derbów Polski w Ekstraklasie zorganizowała akcję bezpłatnej wymiany koszulek Hämäläinena na te z numerem i nazwiskiem Dawida Kownackiego.


Mimo początkowych informacji o kontuzji wykluczającej go z udziału w tym prestiżowym spotkaniu, reprezentant Suomich wystąpił w koszulce z „eLką” na piersi, a przez kibiców gospodarzy został powitany przeraźliwymi gwizdami.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *