matthias-sammer

Po blisko czterech latach spędzonych na Allianz Arena w roli dyrektora sportowego, Matthias Sammer opuścił Bawarię. Jak zmienił się w tym czasie Bayern niech świadczy fakt aż trzynastu trofeów, które pojawiły się w klubowych gablotach za kadencji byłego już dyrektora sportowego Gwiazdy Południa. Jaką funkcję spełniał w Monachium Sammer i czy jego odejście może spowodować trzęsienie ziemi w zespole mistrza Niemiec?

Mamy 2012 rok. Bayern Monachium, zmęczony ciągłym przegrywaniem i upokarzaniem przez Borussię Dortmund na arenie krajowej, zamierza zdobyć Ligę Mistrzów, która będzie osłodą gorzkiego sezonu. W finale, rozgrywanym na dodatek na własnym stadionie, FCB podejmuje Chelsea. Kiedy Thomas Müller strzela bramkę w 83. minucie wydaje się, że Bawarczycy sięgną po puchar i ich nastroje ulegną zdecydowanej poprawie. Na dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu gry Didier Drogba zdobywa wyrównującego gola strzałem głową. Mecz toczy się dalej, ale dogrywka nie przynosi rozstrzygnięcia. Nie przynosi, choć powinna, gdyż Arjen Robben w fatalny sposób marnuje rzut karny. W serii jedenastek w najważniejszym momencie myli się Bastian Schweinsteiger. To koniec marzeń o zwycięstwie na własnej ziemi i zwieńczenie upokarzającego sezonu. „Ile razy można oglądać czyjeś plecy?” – mogli zapytać wtedy piłkarze, działacze, w zasadzie wszyscy ludzie związani z najbardziej utytułowanym niemieckim klubem. W Bayernie nadchodzi czas zmian, a tą gruntowną jest wymiana dyrektora sportowego. Dotychczasowego człowieka piastującego tą funkcję, Christiana Nerlingera, zastępuje ktoś, obok kogo nikt z niemieckiego środowiska piłkarskiego nie przejdzie obojętnie – Matthias Sammer.


Sammer to w zasadzie jedyny wielki piłkarz urodzony w NRD (w Dreźnie – przyp. red), stanowiący filar złotej drużyny Die Mannschaft, która w 1996 roku na boiskach Anglii sięgnęła po Mistrzostwo Europy, jednocześnie laureat Złotej Piłki FIFA z tegoż samego roku. Postać tyleż nietuzinkowa, co kontrowersyjna, lubiąca skomentować obecny stan rzeczy z charakterystyczną dla siebie nutką ironii i złośliwości. Z drugiej strony – charyzmatyczny lider i wódz mający niezwykle potrzebną wtedy Bayernowi „mentalność zwycięzcy”. Na pierwszy rzut oka przypomina nieznoszącego sprzeciwu tyrana, którego motywacja i chorobliwa żądza sukcesów ma poprowadzić Bawarczyków do wielu laurów i triumfów. „Bild” kiedyś napisał o nim: „Ma obsesję na punkcie sukcesów, dąży do nich za wszelką cenę”. Trudno o bardziej trafną charakterystykę…

Jak na ironię, kiedy Sammer rozpoczyna pracę w Monachium, musi stawić czoła dawnym sprzymierzeńcom. Borussia Dortmund, w której dyrektor sportowy FCB przez pięć lat rozegrał 115 ligowych spotkań, jest teraz największym rywalem Gwiazdy Południa. Rywalem, który przez dwa poprzednie lata bezczelnie zabierał Bawarczykom sprzed nosa tytuł mistrzowski. Kiedyś sam, będąc najmłodszym trenerem w historii Bundesligi (zaledwie 35 lat – przyp.red), zostawał mistrzem kraju z Dortmundczykami. Teraz ma za zadanie zdetronizować panującą na tronie od dwóch sezonów drużynę Jürgena Kloppa i przywrócić dawny blask i chwałę Die Roten.

Dziś, w 2016 roku, po czterech latach morderczej pracy, nie ma wątpliwości – misja Sammera została zakończona pełnym sukcesem. Poprzednie cztery sezony obfitowały w wiele sukcesów, ale za najważniejszy należy uznać potrójną koronę z rozgrywek 2012/13. Już w pierwszym sezonie pod wodzą nowego dyrektora sportowego, a zarazem ostatniej kampanii Juppa Heynckesa w trenerskiej karierze, Bayern dokonał wielkiego osiągnięcia wreszcie detronizując BVB, zarówno w lidze, jak i Lidze Mistrzów. Zresztą kadencja Pepa Guardioli, który objął stery bawarskiego giganta po odejściu na zasłużoną emeryturę Heynckesa, mimo że nieprzystemplowana zdobyciem Champions League, pokazała, jaki wpływ na drużynę miał Sammer. Siedząc obok katalońskiego menedżera mogliśmy zaobserwować człowieka, który gestykuluje, wstaje i w ekspresyjny sposób próbuje wytłumaczyć zawodnikom swoje racje. Wielokrotnie bywało tak, że Matthias nawet w przypadku wygranego meczu nie był w pełni ukontentowany i zawsze starał się znaleźć coś, co można byłoby poprawić. To właśnie dzięki tej cesze udało mu się znaleźć wspólny język z Guardiolą. Obaj są perfekcjonistami, pragnącymi non stop udoskonalać projekt o nazwie „Wielki Bayern Monachium”. Dla Sammera wygrana 1:0 nie była w pełni wartościowa, gdyż według niego równie dobrze można było rywalom strzelić dwa, trzy, albo i siedem bramek. Jego głód zwycięstw i tworzenia idealnego mechanizmu nakręcał FCB przez cztery lata. Po porażce potrafił szaleć bardziej od menedżera. W zasadzie można odnieść wrażenie, że był człowiekiem, z którego zdaniem wszyscy się liczyli, nawet boss, czy był nim Heynckes, czy ostatnio Guardiola. Co ważne, swoją rolę spełniał w należyty, wręcz perfekcyjny sposób. Nic w tym dziwnego, skoro w latach 2006-2012 piastował tą samą funkcję w reprezentacji Niemiec, a więc jednej z najlepszych organizacyjnie i sportowo ekip na świecie.



International level, a więc znów na równi z Barceloną i Realem

Warto odnotować, że w każdym z czterech sezonów, kiedy to Sammer był w Bayernie dyrektorem sportowym, klub dochodził przynajmniej do półfinału Ligi Mistrzów. Przestało się mówić o Bawarczykach jako o klubie, który jest tuż za hiszpańskimi gigantami. Były reprezentacyjny obrońca, oczywiście z pomocą szkoleniowców, piłkarzy i innych działaczy, wyniósł zespół z Monachium na inny wymiar. Konkurencyjność Bayernu może i poddają w wątpliwość ostatnie trzy półfinały, przegrane dość zdecydowanie, kolejno z Realem, Barceloną i Atlético, ale nie wolno zapomnieć, że w 2013 roku to właśnie Bayern upokorzył Katalończyków aż 7:0 w dwumeczu decydującym o awansie do finału. Należy zauważyć, że regularność FCB jest niesamowita – w każdym roku eliminowali przynajmniej jednego klasowego rywala. Nie mieli problemu ani z Arsenalem, ani z dominującym równie mocno na Półwyspie Apenińskim Juventusem. Do zespołu 25-krotnego mistrza Niemiec zaczęli trafiać coraz lepsi piłkarze. Kiedyś było nie do pomyślenia, że zawodnik mogący wybierać pomiędzy Realem, Manchesterem czy Barceloną wybierze akurat Bayern. Na rynku transferowym Sammerowi zdarzały się oczywiście pomyłki (patrz: Benatia), ale jego skuteczność jest fantastyczna. To za jego kadencji do klubu trafili Lewandowski, Costa czy Vidal. To on nakłonił do zmiany otoczenia Kingsleya Comana, który w Bayernie prawdziwie rozwinął skrzydła.

Kilkanaście tygodni temu w niemieckich mediach pojawiły się informacje, że Sammer zmaga się z dolegliwościami zdrowotnymi. Chodziło konkretnie o problem z krążeniem krwi w mózgu. Jak twierdzi sam były już dyrektor sportowy, nie był to jednak powód jego rezygnacji:

„Mój stan jest już bardzo dobry. Potwierdziły to badania lekarskie. Dziękuję Bayernowi i ludziom, których tu poznałem za fantastyczny czas i pełne zrozumienie mojej decyzji. To było niesamowite doświadczenie. Żegnam fanów i wszystkich, którzy mi towarzyszyli. To był zaszczyt, servus!” – powiedział na pożegnanie z Bawarią człowiek, który współtworzył potęgę Bayernu w ostatnich czterech latach.



Decyzję swojego współpracownika zrozumiał Karl-Heinz Rummenigge:

„W wielu rozmowach z Matthiasem w ciągu ostatnich miesięcy zrozumiałem, że nabrał nowego spojrzenia na życie. Teraz ma przed sobą inne priorytety. Chciałbym podziękować mu za udaną i lojalną współpracę, życząc wszystkiego najlepszego w przyszłości.”

Niewykluczone, że odejście Sammera to początek nowej drogi. Drogi, która może się w przyszłości zakończyć nawet… posadą selekcjonera reprezentacji Niemiec. Jeśli chodzi zaś o Bayern, w najbliższym czasie nikt nie przejmie stanowiska po Matthiasie, które zresztą wydawało się być stworzone w bawarskim klubie jedynie dla niego.


Co prawda „SportBild” spekuluje, że w sezonie 2017/18 tą posadę może objąć obecny dyrektor sportowy Borussii Mönchengladbach Max Eberl.



Póki co, to dość futurystyczna wizja. Teraz więcej władzy w Bayernie powinien mieć Michael Reschke, który wraz z Sammerem odpowiadał za transfery. Większość decyzji będzie należała właśnie do niego.


” Michael wspaniale odnajduje się w skautingu i głównie w tej roli go potrzebujemy. Spójrzcie na Kimmicha, Comana i Sanchesa” – powiedział Rummenigge

Jedno jest pewne – poziom na jaki wyniesiono Bayern jest już tak wysoki, że nikt w najbliższym czasie nie będzie w stanie im zagrozić. W nadchodzącym sezonie tytuł znów zapewne trafi do Monachium. Wszystko dzięki pewnej decyzji z lipca 2012 roku. Sammer, niczym Kazimierz Wielki, zastał Bayern może nie drewniany, ale lekko podtopiony, a zostawił murowany.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *