DJl-SI6XgAAvu8Y

Zwykłe wrześniowe przedpołudnie w stolicy. Kibice Legii myślami byli już zapewne przy pojedynku z Cracovią i kolejnych erudycyjnych popisach Michała Probierza. Oazę spokoju w warszawskich mieszkaniach zmąciły jednak decyzje, które zapadły w gabinecie pewnego prezesa…

Upokarzające porażki z Sheriffem Tyraspol i Astaną spowodowały, że tegoroczna jesień przy Łazienkowskiej upłynie bez europejskich pucharów. Prezes Dariusz Mioduski zadbał jednak, aby stołeczni kibice poczuli nutę emocji i nie musieli rozmawiać wyłącznie o kolejnym rzucie karnym skutecznie wykonanym przez Roberta Lewandowskiego czy pierwszych bramkach, które Messi zaaplikował Buffonowi – postanowił zwolnić Jacka Magierę i Michała Żewłakowa.


Pierwsze rozważania teoretycznie nie pozostawiają cienia wątpliwości. Mistrz Polski prezentował się dramatycznie, a marzeń o ponownym podboju Champions League i Europa League pozbawili go przedstawiciele Mołdawii i Kazachstanu. Żadnym dyskusjom nie podlega zwłaszcza dymisja dyrektora sportowego, wszak na jego liście hańby trzeba wpisać takie nazwiska, jak Steeven Langil, Daniel Chima Chukwu, Vamara Sanogo a ostatnio Hildeberto Pereira czy Cristian Pasquato.

Te wszystkie okoliczności w żaden sposób nie usprawiedliwiają jednak stylu, w jakim postanowiono rozstać się ze sztabem szkoleniowym. W jakim celu prezes Mioduski zaledwie kilka tygodni temu wysłał trenerowi „pocałunek śmierci”, w którym zapewniał o pełnym poparciu?

„Nawet jeżeli drużyna nie awansuje do fazy grupowej Ligi Europejskiej – choć nie zakładam takiego scenariusza – to nie ma mowy o zwolnieniu Magiery. Co więcej, rozmawiamy na temat przedłużenia wygasającego wraz z końcem sezonu kontraktu”

Dariusz Mioduski w sierpniu podczas spotkania z dziennikarzami

Powyższe słowa z pewnością będą w najbliższych dniach wielokrotnie przypominane i wypominane byłemu prezesowi Kulczyk Investments z takim samym entuzjazmem, jak mecz z Portugalią i Pedro Pauleta Tomaszowi Hajcie. Cała historia ma przecież osławioną przez byłego stopera reprezentacji Polski „truskawkę na torcie”. Nieprzychylne obecnemu włodarzowi Legii i sympatyzujące z Bogusławem Leśnodorskim media dostały bowiem do ręki kolejny argument, który świadczy o tym, że przy Łazienkowskiej wcale nie doszło do dobrej zmiany…


Mioduskiego, który obecny jest w krajowym biznesie od kilkunastu lat, należy uważać za człowieka inteligentnego, który przewiduje skutki swojego działania. Dlaczego więc nie zdecydował o zwolnieniu duetu Magiera & Żewłakow tuż po kompromitacji w pucharach czy nawet podczas przerwy reprezentacyjnej? Następca zyskałby wówczas niezwykle cenny czas nas zapoznanie się z drużyną i jej problemami, które są tak poważne, jak kłopoty z ustabilizowaniem wagi u Hildeberto.


Na większy szacunek zasłużył przede wszystkim sam Magiera. Może należało użyć jedynie pewnego rodzaju „straszaka”, który zamknąłby się w rozwiązaniu umowy z Żewłakowem. Mowa przecież o człowieku, który zaledwie cztery miesiące temu doprowadził klub do kolejnego tytułu mistrza kraju, a na arenie międzynarodowej zapewnił Legii reklamę, o której w ostatnim czasie mogła tylko marzyć. Czy wobec tego należało podejmować aż tak radykalne kroki?


W końcu był to dopiero pierwszy poważny kryzys, jaki dopadł Wojskowych pod wodzą 40-letniego szkoleniowca, zatem wskazana była nieco większa cierpliwość. W końcu, jak mówił sam prezes, wyjście z kryzysu powinno wyłącznie wzmocnić trenera…


Inna sprawa, że Mioduski wielokrotnie wspominał o długotrwałym projekcie i trenerze na lata. Tymczasem Magiera na stanowisku nie dotrwał nawet do końca… lata, a został zwolniony w zasadzie pod wpływem impulsu, bez szansy wyprowadzenia zespołu na właściwą ścieżkę.


To zadanie spocznie teraz na barkach Romeo Jozaka, którego po południu zaprezentowano na specjalnie zwołanej konferencji prasowej. Chorwat nie sprawia bynajmniej wrażenie człowieka będącego w stanie zapanować nad degrengoladą, jaka ostatnio dotknęła stołeczny klub. Poza tym trudno traktować nowego opiekuna mistrza Polski inaczej niż jako opcję tymczasową, skoro jego umowa obowiązuje zaledwie do końca sezonu, a w kontrakcie zawarta jest tylko opcjonalna możliwość przedłużenia o kolejne dwa lata. Na spotkaniu z przedstawicielami mediów nie brakowało mu jednak optymizmu…


Dość powiedzieć, że Jozak jeszcze nigdy nie prowadził seniorskiego zespołu, a ostatnie doświadczenia zbierał w… Komitecie Rozwoju i Techniki UEFA. Co ciekawe, w zupełnie innej roli mógł trafić na Łazienkowską już dwa lata temu.


Cała historia ma jednak pewien drobny, niczym aktualny dorobek strzelecki Chukwu, element pozytywny – otóż jeszcze nigdy w XXI wieku do zwolnienia trenera w nowym sezonie Ekstraklasy nie doszło tak późno. Mało tego, w korespondencyjnym pojedynku polskim działaczom udało się wygrać nawet z włodarzami Crystal Palace!


Zdaje się jednak, że nie taka rywalizacja marzyła się kibicom rodzimego futbolu jeszcze kilka miesięcy temu, gdy Legia ogrywała Sporting czy do końca walczyła o komplet punktów z Realem Madryt…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *