Bez tytułu

Jeszcze przed godziną dziesiątą wydawało się, że ten nieco pochmurny, deszczowy dzień upłynie pod znakiem dwóch informacji: kontuzji żeber Grzegorza Krychowiaka, która eliminuje go z wyjazdowego starcia eliminacyjnego z Czarnogórą i zmian na szczycie w Legii Warszawa. Tymczasem w Niecieczy uznano, że siódme miejsce, które zespół spod tarnowskiej wsi zajmuje w tabeli LOTTO Ekstraklasy, nie spełnia w żaden sposób oczekiwań zarządu i nie jest współmierne z możliwościami finansowymi, a przede wszystkim kadrowymi klubu. A skutkiem tego była kuriozalna decyzja o zakończeniu ze skutkiem natychmiastowym współpracy z jednym z czołowych polskich szkoleniowców Czesławem Michniewiczem.

Przerwa reprezentacyjna to okres, gdy prezesi rodzimych klubów piłkarskich nadzwyczaj często dochodzą do wniosku, że ich zespół nie prezentuje się tak, jakby tego oczekiwali i należy znaleźć satysfakcjonujące rozwiązanie, które najczęściej oznacza, że kolejny trener z opuszczoną głową musi skierować wzrok ku Powiatowemu Urzędowi Pracy. Oczywiście nikt nie oczekuje wcielania w życie niedawnego pomysłu Gary’ego Neville’a, który zaproponował, aby zabronić zwalniania trenerów w trakcie sezonu. Prośba jest inna – róbcie to z głową!

Nieporównywalnie większy element logiki miałoby odesłanie na bezrobocie Jacka Zielińskiego, którego Cracovia wylądowała w strefie spadkowej, albo Kazimierza Moskala, który wbrew pozorom wcale nie osiąga w Szczecinie nadzwyczajnych rezultatów. A Michniewicz? Wśród szkoleniowców elity znajdował się zapewne gdzieś pomiędzy Nenadem Bjelicą, Michałem Probierzem i Jackiem Magierą.

Z drugiej jednak strony, w ostatnim czasie polskie kluby zrobiły wiele, aby w kategorii „najbardziej kuriozalne zwolnienie trenera” ustawić poprzeczkę na jak najwyższym poziomie. Były dymisje Kociana z Ruchu Chorzów, Ojrzyńskiego z Podbeskidzia Bielsko-Biała czy historia dotycząca samego Michniewicza, czyli jego odejście z Pogoni Szczecin. W żadnym przypadku opary absurdu nie znajdowały się jednak w takim stężeniu jak 22 marca…

47-latek rozpoczął swoją pracę w Niecieczy w czerwcu 2016 roku. Gdyby sporządzić tabelę, która obejmowałaby wyłącznie jego okres pracy w Bruk-Becie, zespół popularnych Słoni plasowałby się na siódmej lokacie z trzema punktami przewagi nad Pogonią Szczecin czy siedmioma nad Śląskiem Wrocław. Ekipę Termaliki zaledwie o dwa oczka wyprzedzałoby Zagłębie Lubin, które jest przecież uważane za rewelację ostatnich miesięcy.


Obecny sezon to w wykonaniu Niecieczan nieco inna historia. Owszem, zespół nie odniósł ligowego triumfu od 16 grudnia, gdy cieszył się z kompletu punktów podczas domowego pojedynku z Portowcami, przez co dzierży niechlubną serię sześciu meczów bez zwycięstwa, ale nie zmienia to faktu, że cały czas Termalica zachowuje miejsce w górnej części tabeli, przed Pogonią, Śląskiem, Piastem czy Cracovią. A nie można zapominać o tym, na jakim materiale musiał krajać były opiekun Polonii Warszawa czy Lecha Poznań. Trzon jego zespołu stanowili 36-letni Krzysztof Pilarz oraz Patryk Fryc, Mateusz Kupczak czy Wojciech Kędziora. Te nazwiska, delikatnie rzecz ujmując, nie rzucają na kolana, a plakaty z podobiznami wymienionej czwórki raczej niezbyt często goszczą w kolejnych wydaniach „Bravo Sport”.

Poza tym, czy wyobrażacie sobie sytuację, że we Włoszech zwalnia się trenera Atalanty po porażce 1:7 z Interem, mimo szóstej lokaty w tabeli? Albo bez żalu żegna Tony’ego Pulisa, bo jego zespół strzelił mniej bramek niż Bournemouth? No właśnie… A na krajowym podwórku nie jest to przecież pierwsza taka sytuacja.


Jaki mógł być zatem powód tak absurdalnej decyzji? Po kilkudziesięciu minutach do głowy przychodzą następujące pomysły, które wydają się jak najbardziej realne:

  • Wyciągniecie konsekwencji po słowach Michała Probierza, że Lechowi można już gratulować mistrzostwa Polski
  • Desperacka próba zrobienia miejsca dla Besnika Hasiego, który ciągle nie podpisał umowy w Belgii
  • Plotka o zastrzeleniu przez Michniewicza słonia na safari
  • Deklaracja Janusza Wójcika, że chciałby jeszcze pracować w Ekstraklasie


W tej sytuacji nie sposób nie wspomnieć o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Tam też swego czasu uznali, że styl zespołu dowodzonego przez Leszka Ojrzyńskiego jest nazbyt „toporny”, a niebagatelnym czynnikiem jego dymisji było to, że Górale nie zdołali awansować do najlepszej ósemki. Jakie efekty przyniosła ta wątpliwej jakości decyzja o zwolnieniu trenera? Bielszczanie nie dość, że nie grali pod wodzą nowego opiekuna choćby odrobinę lepiej, to już niebawem pożegnali się z najwyższą klasą rozgrywkową. Teraz, na jej zapleczu, plasują się pomiędzy Pogonią Siedlce a Stomilem Olsztyn…

I nie będzie teraz niczego dziwnego w tym, że następca Michniewicza albo jakiś inny rodzimy trener dwa razy zastanowi się, czy prowadzić zespół do kolejnego triumfu, czy może lepiej podzielić się punktami albo przerwać udaną serię zwycięstw jakąś dotkliwą porażką. Wszak nie ma nic gorszego niż wyniki ponad stan…


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *